Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

akcja · 30 min czytania

Wakacje w Piaskach

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Prolog

Str.2 Potop Szwedzki - Jesień AD. 1655

Rozdzial I Str.7 - Współcześnie - Czerwiec 1966

Rozdzial II Str.14 - Stefan i Zdzich Str.18 - Przyjazd do Piasków.

Rozdzial III Str.25 - Rozmowa w Harcówce i Przygotowania do Wyjazdu. Str.37 - Zakończenie Roku Szkolnego. Rio Bravo

Rozdzial IV Str.41 - Przyjazd Malika do Piasków.

Rozdzial V Str.52 - Wyjazd na obóz, Pierwszy dzień w Piaskach.

Rozdzial VI Str.66 - Przyjazd Eli i Przyrzeczenie Harcerskie.

Rozdzial VII Str.76 - Ognisko i Opowieść Pana Historyka.Zemsta Wandy. Str.82 - Wodowanie Promu i Inne Przypadki Str.89 - Nocny Wypad

Rozdzial VIII Str.92 - Sen. Str.98 - Wizyta u Gabrysiów

Rozdzial IX Str.104 - Znów Czarne Chmury nad Romkiem. Str.105 - Słodki Rewanż. Str.112 - Kolejna Wizyta Sławomira Malika. Str.114 - Wizyta Sławka u Gabrysiów. Str.120 - Odwiedziny Rodziców.

Rozdzial X Str.127 - Druga Wizyta u Gabrysiów. Str.129 - Opowieść Pana Gabrysia. Str.134 - Czasoprzestrzeń.

Rozdzial XI Str.137 - Powrót do obozowej rzeczywistości

Rozdzial XII Str.155 - Sen Str.159 - Znowu Potop Str.162 - Jeszcze Jedne Odwiedziny Gabrysiów. Str.168 - Zdzich i Stefan Leczą Rany Po Ulewie.

Rozdzial XIII Str.170 - Wyprawa na Cmentarz.

Rozdzial XIV Str.179 - Odkrycie Malika. Str.185 - Nowe odkrycie Malika

Rozdzial XV Str.188 - Dziwnych Przypadków Ciąg Dalszy - Olśnienie

Rozdział XVI STR.197 - Wyprawa.

Rozdzial XVII Str.203 - Skarb. Str.207 - Podchody i Przyjazd Malika. Str.217 - Epilog i Zakończenie.

WAKACJE W PIASKACH

CZĘŚĆ PIERWSZA

Opowieść ta jest fikcyjna, w całości wymyślona przeze mnie. Podobieństwo do zdarzeń, które mogły się gdzieś wydarzyć i tych mających tu miejsce jest zupełnie przypadkowa. Osoby, miejscowości i ich nazwy całkiem fikcyjne nie są i mogą przypominać te istniejące w rzeczywistości. Chciałem pokazać życie młodych ludzi w Polsce nie tyle przed wynalezieniem, ile zanim internet w formie podobnej do obecnej został rozpowszechniony. Wciąż tli się we mnie nostalgia za tamtymi czasami, pewnie i za młodością, podejrzewam, że uczucia te, moja generacja podziela razem ze mną.

***

PROLOG

Potop Szwedzki - Wczesna jesień A. D. 1655

Niewielki oddziałek zbrojnych posuwał się wolno, powalając koniom człapać noga za nogą. Cały ten pochód odbywał się w pewnej odległości od Dunajca, wiódł u podnóża wysokiego wzgórza opodal rzeki. Najwyraźniej wyglądało, że nie chcą rzucać sie w oczy i aby ktokolwiek zauważył ich obecność tutaj, bo nie wędrowali otwartą przestrzenią, ale trzymali się w głębi, blisko wzgórza za dziko i bujnie rosnącymi tam zaroślami. W środku tej grupki, pomiędzy ludźmi na koniach telepała się na wybojach furmanka zaprzężona w dwa konie. Na koźle siedziało dwóch ludzi. Jeźdźcy na koniach bacznie obserwowali teren i podnórze wzniesienia jakby czegoś szukali. Najwidoczniej nic ciekawego, czy może nie to czego szukali nie wpadło im w oko bo wciąż jechali dalej, ciągle bacznie się rozglądając. Pogoda sprzyjała ich zamiarom, było pochmurno, zimno i wilgotno. W taką pogodę, nikt bez ważnego powodu, nie wychylał nosa z ciepłego domostwa, w małej osadzie, odległej dobre półtora kilometra, na wysokim wzgórzu po drugiej stronie rzeki. - Ciekawe jak długo nas będą te Szwedy ciągać po tych ugorach? Odezwał się cicho jeden z jeźdźców, jadący obok odparł. - Cichaj Jędrek, a co wolałbyś się bić ze swoimi, z szablą na swoich nastawać? Toć pod Wojniczem bitwa się szykuje, a tu przecie jak u pana Boga za piecem, jeno prawda, trocha zimno, no i trocha ponuro. - Prawda to Błażek co mówisz, ale zaiste jakoś tu tak nijak i straszno trochę. - Nijak ci będzie i straszno jak szablą po grzbiecie, albo przez łeb dostaniesz. - Przestańcie tam rajfurzyć pacany, a zajmijcie się szukaniem bo wam Szwedy gnaty policzą, a i ja swoje dołożę hultaje. Uciął pogaduszki chłopców starszy jeździec widać obu, Błażka i Jędrka dowódca. - My baczym jaśnie panie, jeno tak gawędzim, co by czas płyną rychlej. - No to skończcie to gadanie jakem rzekł. Jadący przodem konni, jak się wnet miało okazać Szwedzi, przywołali starszego z Polaków. Nazywał się Stanisław Zawiejski, był polskim szlachcicem. Po najechaniu Szwedów na Polskę w 1655 jak wielu innych przystał do najeźdźców głównie po to aby ratować swoje włości i mienie choć co do prawdziwości tego twierdzenia pewności nie ma. Dla tych, którzy pozostali przy królu Janie Kazimierzu, wszyscy tacy jak on byli bez względu na intencje, zdrajcami ojczyzny, godnymi największego potępienia i kary, nie wyłączając śmierci. Różne jednak były powody przechodzenia Polaków na szwedzką stronę. Wielu z nich czyniło to z powodów nigdy nie wyjaśnionych, ginęli w bitwach jako zdrajcy choć gdyby dane im było żyć dłużej ich czyny nabrałby być może innego wymiaru i znaczenia. Wielu przechodziło na szwedzką stronę z wygody i chęci zachowania swoich majątków, jak to miało miejsce w Wielkopolsce. Może i tak było w przypadku pana Zawiejskiego? Gdyby nie…no właśnie, ale nie uprzedzajmy faktów. Szwedzcy oficerowie, którzy prowadzili ten oddziałek to były kapitan królewskiej marynarki Arvid Grant i jego syn Erik. Kapitan Grant był dowódcą oddziału rajtarów, czyli lekkiej jazdy, syn jego zastępcą. Grant kilka lat wcześniej zakończył służę w marynarce ze względu ma postępujący reumatyzm. Stary wojak bez wojska żyć nie mógł więc z marynarki przeniesiono go do rajtarów, gdzie wkrótce ze względu na rangę został dowódcą. Po zajęciu Krakowa z końcem września 1665 roku razem z wojskiem Karola Gustava ruszyli na wschód, po tym jak doszła ich wieść o koncentracji Polskiego wojska w okolicy Tarnowa. Jak wszyscy Szwedzi w czasie okupacji Polski, tak i Grantowie nie próżnowali, rabując i grabiąc okupowany kraj nie przepuszczając żadnej okazji do pomnożenia swych łupów. Dzięki tej pożałowania godnej zaradności udało im się zgromadzić nielichy mająteczek, który planowali, nie bacząc na środki dowieźć do swej ojczyzny. Na wieść o wymarszu z Krakowa, a w obawie o zagrabione dobra postanowili cichcem odłączyć sie od sił idących na Wojnicz i gdzieś chwilowo ukryć skarb. Mieli po niego wrócić w drodze powrotnej, po bitwie, lub przy pierwszej nadarzającej się okazji. Poszukiwania dobrego schowka przywiodły ich tu, nad Dunajec, a brak efektów w postaci dobrej kryjówki wyraźnie ich rozsierdził, bo pomysł szukania skrytki tutaj wyszedł od pana Zawiejskiego, szlachcica, zdrajcy ojczyzny, który przystąpił do najeźdźców. Z Zawiejskim rozmawiali po niemiecku, wezwali go teraz nie kryjąc rozdrażnienia i złości. - Panie Zaweysky przekręcając jego nazwisko odezwał sie Arvid Grant - miało tu być wiele schowków, a jak narazie nic nie ma. - Dałbym ci ja Zaweyskego psubracie ale narazie nie mogę, pomyślał wezwany i odparł. - Pan kapitan raczy pamiętać, żem mu niczego nie obiecywał. Napomknąłem jeno, że być może coś się tutaj znajdzie, bo to dzikie miejsca, mało odwiedzane przez ludzi. Chciałem jeno panu kapitanowi oddać przysługę za przewodnika się oferując. - Dobrze, dobrze panie Zaweyjski odparł Szwed pojednawczo, szukajcie dalej, a my o was nie zapomnimy i odpowiednio się za waszą pomoc odwdzięczymy zakończył. Tu, na moment, ale nie przypadkiem spojrzenia ojca i syna skrzyżowały sie, obaj nie dali jednak nic po sobie poznać. W oddali ujrzeli wielkie drzewo i skierowali konie w tamtą stronę. Postanowili rozbić obóz pod drzewem, odpocząć i przeczekać do rana. Miejsce było idealne na obozowisko. Dawało schronienie na nocny odpoczynek, a gęste zarośla wokół czyniły ich zupełnie niewidocznymi dla przypadkowych, ciekawskich oczu. Na dodatek ku ich zaskoczeniu i radości odkryli niewielką jamę, a raczej niewielką grotę z wąskim wejściem u samego podnóża, wzniesienia. Skała z ową jamą była częścią wzniesienia, porośniętego najróżniejsza roślinnością. - No, no wreszcie coś, czego być może szukamy cały dzień, co pan myślisz panie Zaweysky odezwał się Grant. - To waszmościów rzeczy ma owa jama strzec no i trochę moich też, ale jeśli waszmościowie powiedzą tak to i ja powiem tak odparł Zawiejski. Dla mnie się nadaje zakończył. - W samej rzeczy masz waść rację, ale co myślisz waćpan o tej okolicy i czy nie jest to często nawiedzane przez ludzi miejsce. - Okolica jak widać, cały dzień się tu szwendamy i nikogo żeśmy nie spotkali więc myślę, że miejsce się nadaje. Ale to waszmościowie sami muszą zadecydować. - No - lepszego chyba nie znajdziemy o ile w ogóle coś podobnego jeszcze tu gdzieś jest, więc wyboru nie ma, to niech będzie. Wypakowali skrzynie z wozu i ustawili obok wejścia do groty. Sama grota była niewielka, trzy skrzynie mieściły się dość swobodnie ale o zmieszczeniu się w niej jeszcze jednej nie mogło być już mowy. Na szczęście czwartej skrzyni nie było więc nie było i dylematu co czynić. Odłożyli umieszczenie skrzyń w grocie do rana następnego dnia i rozścielili derki obok rozpalonych wcześniej niewielkich ognisk. Polacy kilkanaście kroków od szwedów zrobili to samo. Wkrótce zmorzył ich sen, a ustronność miejsca sprawiła, że zrezygnowali nawet z pozostawienia kogoś na straży. O pierwszym brzasku pochowawszy w skale swoje skarby i zamaskowaniu wejścia do groty w najlepszy możliwy sposób ruszyli w dalszą drogę. Chcieli rychło dołączyć do pozostałych wojsk podążających pod Wojnicz na bitwę z wojskami Polskimi pod dowództwem hetmana polnego koronnego Stefana Lanckorońskiego. Zanim jednak do tego doszło, wkrótce po opuszczeniu nocnego obozu kapitan Grant przywołał do siebie i odezwał się do pana Zawiejskiego. - Panie Zaweysky dziękuję panu za pomoc. Ja i mój syn Erik jesteśmy waszmości bardzo wdzięczni i chcemy teraz się odwdzięczyć. Jego syn tymczasem, zwykle jadący blisko ojca znalazł się niby przypadkiem obok służących Zawiejskiego, Błażeja i Jędrka. - Jesteśmy waszmości wdzięczni, a oto i nasza zapłata za waszmości przysługę, mówiąc to Grant sięgną pod kaftan, ale ku zdumieniu Zawiejskiego zamiast sakwy ze złotem w jego ręku zalśniła krócica. Zanim w otworze lufy pojawił się ogień, Zawiejski zdążył wykrzyknąć dwa słowa. - Ty zdrajco i rozległ się huk wystrzału. Po nim rozległy się dalsze dwa, to Erik wypalił z dwóch garłaczy naraz, nieomal jednocześnie gasząc młode życie Błażka i Jędrka. Po pierwszym łoskocie spadającego z konia ciała Zawiejskiego rozległy się dwa następne. Uwolnione od swych jeźdźców konie, nadto spłoszone wystrzałami odbiegły kilkadziesiąt kroków i zatrzymały się. Takim obrotem sprawy, czyli pozbawieniem zycia trójki Polaków byli zaskoczeni również szwedzcy żołnierze bo teraz, oni też nie byli już pewni co się i z nimi stanie, ale narazie ich życiu nie groziło niebezpieczeństwo. Ciała zabitych Polaków żołnierze zaciągnęli w zarośla, a spłoszone konie dały się łatwo schwytać i przywiązane do siodeł podążyły za pozostałymi. Wkrótce pięciu jeźdźców w milczeniu oddaliło się od miejsca tragedii Polaków. Grant z synem uzgodnili, że Erik sporządzi szkic miejsca ukrycia skrzyń z kosztownościami. Co prawda mieli zamiar zaraz po bitwie, wracając pod Kraków wstąpić tu i zabrać skarb ale, taki szkic w razie gdyby coś poszło nie tak i sprawa się odwlekła mógł w dalszej przyszłości pomóc w odnalezieniu schowka. Bitwa jak to bitwa nikt nie mógł być pewien czy ocali głowę i cenne życie. Bitwa skończyła się zwycięstwem Szwedów mimo liczebnej przewagi Polaków. Błędy popełnione przez dowództwo wojsk polskich, niższe morale wojsk kwarcianych sprawiły, że polskie wojska poniosły dotkliwe straty w ludziach i zostały zmuszone do odwrotu. Kapitan Grant i jego syn zamiast wracać pod Krakow musieli z całym wojskiem podążać dalej na wschód, więc szansa na podjęcie zdeponowanych w grocie kosztowności narazie się oddaliła. Wkrótce i te nadzieje zmalały po tym gdy rozkazy kazały im kierować się na północ i zamiast się zbliżać coraz bardziej oddalali się od schowka w skale pomału tracąc nadzieję na w miarę szybkie odzyskanie kosztowności. Tymczasem rozniosła się wieść, na początku nieśmiała, że król Polski Jan Kazimierz zmuszony wcześniej przez zdradę magnatów do opuszczenia Warszawy i schronienia się na Śląsku, po dwóch miesiącach postanowił powrócić z wygnania. To, a także niebywałe okrucieństwo Szwedów, nie przestrzeganie przez nich traktatów sprawiło, że naród zaczął odzyskiwać wiarę w siebie, a także animusz i złość na najeźdźców. Rozniosła się wieść o odstąpieniu Szwedów od oblężenia Jasnej Góry. Wszystkie te wieści, powrót króla, sprawiły, że powróciła ochota do walki, nadzieja i wiara w zwycięstwo. I choć trwało wszystko jeszcze kilka lat, Szwedzi zaczęli przegrywać bitwy, zmuszeni zostali do odwrotu i wycofywania się na północ. Pomału też dzielnice, które wcześniej bez walki oddawały swoje zieme, Wielkopolska, Litwa odwracały się od Szwedów, rosła siła wojsk Polskich, rosła wściekłość na okupanta. Ten nie mógł uwierzyć w to co się teraz działo. Potulni i ulegli Polacy, którzy oddali w ręce najeźdźcy cały kraj bez walki, zmieniali się w waleczny i nie ustępliwy naród. Obaj Szwedzi, Arwid Grant i Erik jego syn zupełnie stracili nadzieje już nie tylko na to czy rychło ale, czy kiedykolwiek odzyskają swe zagrabione skarby. Sporządzony przez Erika szkic był w tej sytuacji zbyt pobieżny i za mało szczegółowy aby kiedyś może nawet w odległej przyszłości mieli by trafić na małą grotę z kosztownościami. Postanowili więc zrobić nową mapę, kiedy jeszcze w pamieci zachowało się dużo szczegółów miejsca ukrycia kosztowności, ale mapę trudną do rozszyfrowania. Po zastanowieniu i rozmowach doszli do wniosku, że najlepiej będzie zrobić mapę składającą się z dwóch, a po namyśle sporządzili jeszcze jedną część. Tylko posiadacz wszystkich trzech części mógłby odnaleźć właściwe miejsce. Kiedy Erik zrobił takie mapy uznali, że wreszcie mają problem rozwiązany. Co prawda Grant ojciec po pewnym czasie uznał, że i to jest jednak niezbyt pewne bo wartość ukrytych kosztowności była zbyt znaczna aby zaufać jego zdaniem niezbyt skomplikowanemu zabezpieczeniu. Postanowili, na co jednak brakło im czasu, że zrobią cztery mapy, dwie będą w rękach ojca i dwie w rękach syna, ale nie zdążyli, bo cały czas trwała wojna, zamęt wojenny, tu i tam toczyły się bitwy. Musiało wystarczyć to co zdołali do tej pory wymyślić. To i tak dawało im pewność, że nikt niepowołany miejsca ukrycia nie odnajdzie. Ta zapobiegliwość i ostrożność, jak się miało niebawem okazać, nie zdała się na nic. Na ich nieszczęście żaden z Grantów nie zdołał wrócić do ojczystej Szwecji. Spotkała ich okrutna ale zasłużona kara. Najpierw w potyczce z Polakami zginął ojciec, a parę tygodni później zmarł z ran odniesionych w innej potyczce Erik. Mapy trafiły w ręce dwóch przypadkowych osób zupełnie z sobą nie związanych i żadna z nich nie była w stanie domyślić się co trzyma w ręku. Z prostej ciekawości i w nadziei, że może kiedyś ktoś to zobaczy

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%