Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

podroze · 20 min czytania

Wakacyjne story.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział 1 -Pośpieszcie się dziewczyny, taksówka już czeka ! – do pokoju wbiegła podekscytowana Wiktoria. Aneta i Tamara posłusznie ustawiły swoje walizki pod drzwiami. Teraz pozostało pożegnać się z rodzicami i w drogę. Taksówkarz czekał zniecierpliwiony pod klatką, wrzucił trzy zgrabne walizki do bagażnika i kazał wsiąść do samochodu. Pojechały. Na lotnisku... -Podajcie swoje paszporty, wezmę te vouchery a wy idźcie do stanowiska ... 24/25. -Brać wózek na te torby? -Nie potrzeba, przecież są lekkie. -Ok, to ja jednak wezmę. – odpowiedziała Aneta i poszła. Najpierw skierowała się do sklepu po chipsy, następnie do kiosku po gazetki. Gdy wybierała owe czasopisma za sobą usłyszała głos: -Przepraszam, czy nie wiesz gdzie są stanowiska 24/25? Nie mogę ich znaleźć. – Rozmówcą okazał się śliczny brunet. -Zbieg okoliczności, bo ja też tam ... ee można powiedzieć stoję z kumpelami. A ty? -Ja niestety z rodzicami jestem. -Dlaczego „niestety”? -Przecież to jest mało fajne, mieć ich przez całe wakacje ze sobą. A wy same jedziecie ? -Tak. Nasi chcieli jechać razem z nami, ale przekonałyśmy ich do osobnych wakacji. – odpowiedziała. – Chodź. Z tej rozmowy dowiedziała się, że brunet ma na imię Filip,16 lat i będą w tym samym hotelu! Wakacje zapowiadają się bardzo ciekawie. -No wreszcie jesteś! Co tak długo? I co z tym wózkiem? –naskoczyła na koleżankę Wiki. -Zaraz ci wszystko opowiem. Widzisz tego chłopaka? Spotkałam go w kiosku. Szukał tego stanowiska, będzie z nami w hotelu. -Sam jest? -Nie, z rodzicami. –Na tę odpowiedź Wiki wzruszyła ramionami,- Daj sobie z nim spokój. Tymczasem na monitorach pojawił się napis – Saloniki – 21:45. Odprawa bagażowa ruszyła. Przy kontroli celnej obyło się bez większych problemów. -Ale dlaczego Pan każe mi wyrzucić te colę? – odezwała się Tamara. -Przepisy panienko. – odpowiedział celnik. -Może jakiś wyjątek? Bardzo proszę... -Niech się panienka nie licytuje. Po chwili butelki były już w koszu. -Idiota. –prychnęła na celnika. -Tamara, wyluzuj zaraz sobie nowe kupimy. I tak dwie godzinki nudy nieuniknione . -Denerwujesz się pierwszym lotem? – Ja bardzo, a jak zabraknie paliwa i spadniemy? -Przestań w końcu! Nic się nie stanie, jak nie chcesz to nie patrz przez okienko; a właśnie jakie mamy miejscówki? 19... D, E, F to spoko. Chodźmy do tego sklepu z biżuterią a potem na salę odlotów.

Na sali odlotów… -Długo jeszcze?? – niecierpliwiła się Aneta. -Przecież już czekamy na wejście do samolotu, to będzie trwało jakieś dziesięć minut. – odparła Wiktoria. Rozglądała się po całej sali wypełnionej zniecierpliwionymi turystami. Między nimi zobaczyła wysokiego blondyna ubranego w szary t-shirt i czarne rybaczki. Przyglądała się jemu z pięć dobrych minut, aż on w końcu to zauważył i odwzajemnił uśmiechem. Zabrzmiał wreszcie długo oczekiwany komunikat „Proszę się ustawiać”, więc cała wycieczka ustawiła się do odprawy końcowej. Po 20-minutowym oczekiwaniu grupa z Warszawy wzbijała się w powietrze. Było już dość późno, oświetlenie pokładowe zgasło. Nastał wieczór. Dziewczynom opadły już emocje związane z pierwszym lotem, na podróż zostały tylko plotki. Tak upłynęły dwie i pół godziny ciekawego lotu. Zaraz potem wycieczka skierowała się po odbiór bagażu i prosto do autokaru. Z lotniska w Salonikach do hotelu na półwyspie Kassandros dzieląca odległość to siedemdziesiąt kilometrów. Autokar jechał dość szybko, pomimo późnej godziny. Tamara siedząca naprzeciwko dziewczyn przysypiała a one rozmawiały o chłopakach z wycieczki, m.in.: o tajemniczym blondynie. Autokar zatrzymał się nagle przed stromym wjazdem. Bramą do hotelu. -Tamara, wstawaj, zaraz wysiadamy! – krzyknęła jej wprost do ucha Wiki. – Plan jest taki: ty z Tamcią idziecie zająć kolejkę w recepcji, ja wyciągam walizki i zaraz jestem. -Ok. – potwierdziła Aneta i wniknęła wraz z Tamarą w tłum ludzi idących w stronę recepcji hotelowej. Wiktoria podeszła do„bagażnika” autokaru, zauważyła walizki kumpelek i swoją schowaną głębiej. Przed nimi znajdowały się dwie czarne walizki. Niewiele myśląc powoli zaczęła je wyciągać. Nagle znikąd pojawił się blondyn, ten z sali odlotów. Podszedł i przechwycił z rąk Wiki pierwszą walizkę. -Dzięki. – odezwał się. -Pomóc ci? – spytała się dziewczyna. -Dzięki, poradzę sobie. –odpowiedział; ale druga walizka była już w rękach Wiktorii. Na co uśmiechnął się dokładnie tak samo jak w sali.– Robert jestem, a ty? -Miło mi, Wiktoria. – spojrzała na Roberta, po czym zaczęła wyciągać swoje walizki Oczywiście otrzymała pomoc blondyna. Wciągnęli po schodach walizki i Wiki rozpoczęła rozmowę: - Na długo przyjechałeś? -Na tyle co ty. Sorry, nie mogę gadać. Spotkajmy się jutro w barze przed zebraniem, 9:30 ? -Ok. To na razie. – dziewczyna usiadła na kanapie zupełnie zapominając o przyjaciółkach. Długo myślała nad dzisiejszym cudownym dniem, aż w końcu zasnęła.

Rozdział 2

~Wiktoria:

Otworzyłam oczy. Rozglądam się bacznie, próbując odgadnąć: ”Gdzie ja jestem?” Przeciągnęłam się leniwie na kanapie; wstałam. Udało mi się określić swoje położenie. Zasnęłam w recepcji. Dlaczego dziewczyny mnie nie obudziły, przecież... -Gdzie moja walizka? – powiedziałam sama do siebie. Podeszłam do recepcjonistki. -Ee...Hello. Where is restaurant or informations in polish? - wskazała wielki hall naprzeciwko telewizora. -Co my tu mamy? Hę... Zebranie informacyjne – wtorek godz.10:00 taa- spojrzałam na zegarek – Była równo 9:30, biorąc pod uwagę to, że miałam czas nie przestawiony... -O kurcze, zebranie w toku a ja nie wiem gdzie mój pokój!– złapałam się za głowę. Ruszyłam w stronę basenu po pięknie wyrzeźbionych schodach. Sala naprzeciwko basenu była pełna. Koło baru (dokładniej w kolejce) stał ... tak właśnie Robert! Poprawiłam moją nienaganną (ale z wczoraj!) fryzurkę podeszłam parę kroczków przed siebie. Los chciał żebym znowu zrobiła z siebie pośmiewisko. Szłam, patrząc w lusterko nie zauważając schodków pod nogami. Ach! Runęłam na krzesła (na szczęście były niezajęte). Narobiłam hałasu jak nikt. Wszyscy gapili się właśnie na mnie! Wreszcie usłyszałam gdzieś z początku sali: -Nic się pani nie stało? Proszę Państwa kontynuując.. – coś tam coś tam. Usiadłam sobie na tych piekielnych schodkach wyjmując telefon. Rzuciłam badawcze spojrzenie w stronę barku. Robert nadal stał w tej kolejce, patrząc znacząco i uśmiechając się przyjaźnie w moją stronę. Tak, pewnie w głębi śmieje się z mojej pierwszej i nieostatniej wtopy. Nadeszła jego kolej. Z dala widziałam, że zamówił colę i odszedł do stolika po prawej niedaleko ławy rezydentów. Wstałam. Rozejrzałam się po całej przepełnionej salce szukając znajomych twarzy, czyli Tamarki i Anet. Znalazłam je. Siedziały razem, naprzeciw Roberta. Aneta patrzyła gdzieś w bok, pewnie na tego Filipa a Tamara słuchała (udawała że słucha) rezydenta i piła przy tym sok. Nagle wszyscy zaczęli wstawać. Zebranie zakończyło się. Czekałam na dziewczyny. Pojawiły się jako ostatnie w kłębiącym się tłumie. -Cześć. – powiedziałam dziarsko z uśmiechem na twarzy. -I jak się spało w recepcji? – zaszydziła Tamara. -Nie narzekam, wygodna sofa i w ogóle. Tylko nie wiem gdzie jest mój bagaż, bo zostawiłam go obok … -Wzięłyśmy walizki i poszłyśmy. – wtrąciła Anet. – Byłaś na śniadaniu? Pewnie nie, więc chodź mam musli w pokoju. -Dzięki nie jestem głodna, idziecie na plażę? Weźcie rzeczy i mój ręcznik, przyjdę za niedługo. –rzuciłam przelotny uśmieszek i zawróciłam do baru. Przy stolikach siedziało kilku wczasowiczów. Zamówiłam fantę i usiadłam niedaleko stolika gdzie siedział ( może jeszcze tam jest?) Robert. Odwróciłam głowę w prawą stronę. Siedział naprzeciwko mnie z jakimiś ludźmi. Wywnioskowałam, że byli to jego rodzice.” Ha! A jednak on też jest z rodzicami.” – naszła mnie myśl. W chwili moich rozmyślań starsi państwo odeszli od stolika blondyna. Zostaliśmy więc naprzeciwko siebie. Napiłam się mojej fanty i uśmiechnęłam tajemniczo. Poskutkowało. Blondyn wziął swój plastikowy kubeczek i dosiadł się. -Cześć Wik. Co dziś planujesz? – zapytał tak jakbyśmy znali się bardzo długo. -Wiesz.. Najpierw chcę Ciebie lepiej poznać, a potem idę na plażę i... - No to zabiorę się z tobą, skoczę tylko po ręcznik. Chodź ze mną – zaproponował. -Dobrze – odparłam. I poszliśmy. Nasza droga nie była daleka. Mieszkał na parterze. Weszliśmy ku mojemu zdziwieniu przez balkon(otwarty był!) -Eee, to może ja poczekam? – spytałam. Usiadłam na murku obok stolika i trzech krzeseł. Nie minęły nawet dwie minuty, a Robert pojawił się w „stroju plażowym” czyli w spodenkach (takich z zielononiebieskimi kwiatkami); bez t-shirtu. -Ładne mięśnie. – pochwaliłam go waląc pięścią w napakowane ramię. Odpowiedział uśmiechem, dumny z pochwały. -Chodźmy już na tę plażę. – rzuciłam i pociągnęłam go za rękę. Szliśmy równym tempem, obok siebie. Dopóki nie zobaczyłam mostu i windy na wysokości około trzydziestu metrów nad ziemią. Zaczęłam się trząść. -Mam lęk wysokości. – Robert popatrzył na mnie swoimi ciemnozielonymi oczami. – Chodź Wik. Daj rękę. I tylko nie patrz w dół.– powiedział zatroskany. - No nie, a teraz ta piekielna winda. -Spokojnie. Wchodź- Nacisnął strzałkę „w dół” i pojechaliśmy. Rozdział 3 ~Aneta "Oby te wakacje przyniosły coś nowego... Oby nie były takie koszmarne, jak te poprzednie..."- jeszcze przed minutą myślałam gorączkowo, z chwilowego zamyślenia wyrwała mnie Tamara: -Nie wiesz, jakie rzeczy miała na myśli Wika oprócz ręcznika ? – zapytała -Najlepiej będzie jak sama po to przyjdzie. Bierz ręczniki, kremy i lecimy. Mam dość tego siedzenia. Potrzebuję ruchu.- mówiąc to przeszukiwałam walizkę i w końcu znalazłam. Piłka od siatki...

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Wakacyjne story. — czytnik · opowiadania