Romans · 6 min czytania
Walc
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Było już po północy, a oni wciąż tańczyli walca. Wirując przesuwali się po czarno-białym parkiecie balowej sali, wtuleni w siebie, zaczarowani w swym zapamiętaniu. Unosiła ich chwytająca za serce muzyka, władał nimi prosty rytm... Raz, dwa, trzy... Raz, dwa, trzy... Patrzyli sobie w oczy, zamglone ze wzruszenia, przymknięte rozmarzeniem. Na ich odemkniętych ustach błąkały się na pół tylko świadome uśmiechy, pewne nieśmiałości i jakby zdziwienia... Równy stukot obcasów, szelest sukni były jedynymi dźwiękami prócz muzyki płynącej z gramofonu ustawionego w rogu sali. Obejmowali się lekko, a mimo to bardzo czule. Jej obszerna kremowa suknia i rękawiczki w tym samym kolorze znakomicie współgrały z jego czarnym garniturem i białą koszulą. Jego ciemne włosy raz po raz znikały za jej misternym uczesaniem, z którego zdążyło się już wymknąć kilka jasnych pukli, aby znów ukazać się za następnym obrotem. Stanowili idealną parę tancerzy. Świadczyła o tym zgodność ich ruchów, harmonijna płynność, z jaką poruszali się po sali. W powietrzu unosił się zapach kwiatów, niemal dający się zobaczyć w świetle kandelabrów stojących na licznych stoliczkach ustawionych pod ścianami. Przez duże, nie zasłonięte okno widać było dalekie zarysy drzew, ale przede wszystkim rozgwieżdżony firmament nieba i srebrną tarczę księżyca. - Mogłabym przetańczyć z panem całą noc – westchnęła. - A ja mógłbym całe wieki trzymać panią w ramionach! – szepnął z mocą. Nic nie odpowiedziała. Zawstydzona spuściła oczy. - Nie chciałem pani skonfundować. Nie to było moim zamiarem. - A więc...? – odważyła się zapytać. - Nie potrafię ukrywać swoich uczuć i myśli. Zawsze jestem szczery – wyjaśnił. – Pani... oczarowała mnie, oczarowała od pierwszego taktu... Żadna siła nie mogła mnie powstrzymać przed wyrażeniem gorącego pragnienia przetańczenia z panią całego życia! Nic mi pani nie odpowie? - Lękam się... Nie chcę powiedzieć za dużo. Prowadzi pan niebiańsko, melodia walca jest tak upajająca... Wolę milczeć. - Wobec tego proszę pozwolić, że ja będę mówić. Milczymy już kilka godzin. Dłużej nie potrafię... Nie potrafię, nie jestem w stanie poskromić języka, burzy szalejącej w mym sercu... Muszę prawić pani komplementy, gdyż jest pani najcudowniejszą i najwspanialszą...
Dzwonek telefonu. Natrętny sygnał powtarzający się raz po raz, niby bzyczenie komara. - Cholera! – zaklęła na głos. Ściszyła straussowskiego walca i poszła odebrać. - Dobry wieczór. Czy mogę rozmawiać z Leonorą? – odezwał się męski głos. - Nie. Pomyłka. - To przepraszam. Do widzenia - Co za chamstwo – mruknęła, gasząc światło i podkręcając głośność adapteru. – Na czym skończyłam? Stanęła na środku pokoju z lewą ręką uniesioną nieco do góry, prawą wyciągniętą w bok. Policzyła kilka razy do trzech i odpłynęła w świat tańca i wyobraźni...
- Tak, jest pani najwspanialszą kobietą, jaką kiedykolwiek miałem okazję poznać – powtórzył, a jego oczy zalśniły głęboką prawdą. - Ach...…