Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 9 min czytania

Walka o honor

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

CZĘŚĆ PIERWSZA

Promienie wschodzącego słońca skrzyły się w kroplach rosy, gdy młody wojownik uciekał na swoim zmęczonym siwku. Umięśniony tors okrywała płócienna, poplamiona krwią tunika. Za pas młodziana włożony był jednostronny toporek z bogato zdobioną głownią. Na plecach barbarzyńcy zawieszona była drewniana tarcza. Kiedy przejechali łąkę, Tugar zatrzymał się przy potoku. Koń potrzebował odpoczynku. Woj odpiął bukłak od siodła i pociągnął spory haust elfie wódki. Mocne strężenie alkoholu w trunku odprężyło go, pozwoliło mu na chwilę zapomnieć o otwartej, krwawiącej ranie na boku, uczynioną pazurem wywerny. Bestia zaatakowała jego rodzinną wioskę. Prawdopodobnie nikt nie przeżył. Wszyscy, którzy zdolni do walki zginęli spaleni na proch ognistym oddechem, zmiażdżeni przez ciężkie łapy stwora. No, może nie wszyscy. Tugar przeżył. Dzięki tchórzliwej ucieczce. Oberwał, po czym zerwał się na nogi i resztką sił dopadł konia i zwiał. To pozbawiło go honoru. Czuł, że zupełnie stracił znaczenie wśród dzielnych wojowników. Schował twarz w dłonie. Płakał. Słone łzy spływały mu po policzku. Mógł zostać tam i zginąć. W chwale. Otarł oczy w tunikę i pojrzał w dal. Na tle bezchmurnego nieba majaczyła panorama miasteczka. „ Pojadę tam, zatrzymam się w jakiejś karczmie, wyleczę rany i zastanowię się co ze sobą zrobić.”- pomyślał Tugar. *** W karczmie nie było wielu klientów. Przy jednym stoliku siedziała grupka krasnoludów, rozmawiających o pracy w kopalni, przeżywając jak to ciężko jest wydobywać kruszce. Obok znajdował się dwa gnomy grające w kości, śmiejąc się przy tym i żartując. Obok lady stało kilku ludzi i jeden pół-elf, którzy w milczeniu popijali piwo. Wojownik podszedł do karczmarza i rzuciwszy kilka dukatów na ladę, powiedział: - Podajcie kufel jakiegoś miejscowego specjału. Barman w milczeniu napełnił gliniany kufel czarnym płynem o ostrej woni. Podał naczynie i rzekł: - Krasnoludzie ale. Najlepsze w okolicy. - Dzięki. Reszty nie trzeba. Tugar popił nieco trunku. Posmakował. Niezłe. Po kilku haustach kubek był już pusty. Barbarzyńcę zaczepił mężczyzna odziany w szary płaszcz z zawadiackim wyrazem twarzy. - Niezły topór. Mogę zobaczyć? – powiedział sięgając ręką broni Tugara - Nie! – wojownik złapał mężczyznę za przegub i odepchnął jego rękę w przeciwnym kierunku. – W tym orężu zaklęty mego ojca duch. Sprawia że przeciwnicy ugodzeni tym upadają i nie wstają. Oczy zawadiaki rozszerzyły się, a usta wykrzywiły się w drwiącym uśmieszku. - Hm, sądząc po twojej karnacji i akcencie przypuszczam że jesteś z górskich plemion – Tugar powoli kiwnął głową, nie wiedząc dokąd zmierza rozmówca – a tam już dawno wprowadzono wiarę w Ettę, naszą jedyną boginię, nie myślałem, że dalej praktykujecie te swoje – tu roześmiał się – rytuały! Tugar zagotował się. Jedną ręką chwycił gwałtownie połę płaszcza mężczyzny i grzmotnął go pięścią w twarz. Zawadiaka oderwał się od ziemi, przeleciał spory kawałek i wylądował na stole dzielącym dwa gnomy. Jeden z nich podniósł się i wykrzyknął piskliwym głosikiem: - Głupi człowiek! Mógłbyś upadać gdzie indziej? Miałem dwie szóstki i mogłem wygrać dwieście dukatów!!! Chodź, Hiji idziemy gdzieś, gdzie da się chociaż spokojnie zagrać!!! - Wyprowadzić go! Klientów mi odstrasza, głupi poganin! Zapłacę pięć stów temu kto go wyrzuci za drzwi! Krasnoludy cichcem uciekły z karczmy, by nie mieszać się w aferę, zaś ludzie rzucili się na wojownika. Pięści poszły w ruch. Mocarne ramiona młodziana odrzucały przeciwników na spore odległości i trzaskały nimi o ścianę. - Lećcie po straż! – wrzasną któryś. Chwilę później do karczmy wlecieli dwaj żołnierze dzierżący obwiązane rzemieniem maczugi. Tugar przyblokował pałkę przedramieniem z taką siłą, że wypadła ona z ręki napastnika. Barbarzyńca chwycił topór i zatopił jego ostrze w piersi strażnika. Ten upadł pod presją miażdżącego ciosu i wił się na ziemi krzycząc i brocząc krwią. Drugi żołnierz, widząc, z kim ma do czynienia, odrzucił lagę i wyciągną błyszczący długi miecz. Wojownik zdjął tarczę i zwinnie przyblokował silne cięcie. - Wołajcie ludzi ! – krzyknął strażnik, lecz były to jego ostatnie słowa w życiu, bo potężne uderzenie toporem odrzuciło go kilka metrów dalej. Mięśnie barbarzyńcy drgały, a rana znów krwawiła. Skoczył

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Walka o honor — czytnik · opowiadania