Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 43 min czytania

Walka z Cieniem

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

WALKA Z CIENIEM

,,Idę wąską uliczką i rozmyślam, mijam ludzi, którzy pozornie nic dla mnie nie znaczą, a dla których w przeszłości poświęciliśmy tak wiele. I zaczynam się zastanawiać, czy aby na pewno postąpiliśmy właściwie”

Kiedyś zadałem sobie pytanie, czemu nikt oprócz mnie nie widzi magii unoszącej się w powietrzu, czemu ludzie ignorują dusze, które wypełniają świat, lecz najbardziej zastanawiała mnie inna rzecz . Chodziło o mojego kota i to jak za każdym razem, gdy miałem problem pojawiał się obok, gotów mnie pocieszyć. Po co wspominam to wszystko? Odpowiedź jest prosta, chcę opowiedzieć wam historię, która na zawsze zmieniła moje życie. Wszystko zaczęło się rok temu w dzień ostatniego egzaminu maturalnego, wtedy właśnie spotkałem Gasa, człowieka twierdzącego, że znamy się od kilku tysięcy lat. Był moim rówieśnikiem. Na egzaminie siedział w ławce obok mnie, na końcu pierwszego rzędu, tuż przy ścianie. Już od pierwszego kontaktu wzrokowego, a dokładniej od momentu, w którym go niechcący zauważyłem, sprawiał wrażenie poważnego - jak na swój wiek, nawet zbyt bardzo. Z tego co zapamiętałem - wtedy jeszcze - nie potrafił, albo nie chciał się uśmiechnąć. Z początku się go bałem, lecz uczucie strachu z czasem zmieniło się w ciekawość, która wiązała się z jego nietypowym wyglądem i często niezrozumiałym akcentem. Gas miał niebieskie włosy i takie same oczy, nawet brwi miał tego samego koloru. Mówił jak Francuz, czasami strasznie chaotycznie, ale jakimś cudem zawsze rozumiałem, co chce przekazać. Po ostatnim egzaminie zaprosił mnie na pizzę do lokalnej pizzerii. Zgodziłem się. Lokal był mały i przytulny, tylko ceny wydawały się być wzięte z kosmosu. Zamówiliśmy po butelce wody mineralnej. - No to chyba najwyższy czas przypomnieć ci kim kiedyś byłeś – zaczął naturalnie spokojnie w przekonaniu, że każde wymówione słowo jest najprawdziwszą prawdą. Nie patrzył na mnie, bawił się tylko pustą butelką obracając ją na stole raz w prawo raz w lewo. – Czy ty w ogóle pamiętasz kim ja jestem ? Pokręciłem przecząco głową. - Tak też myślałem. Słuchaj. Dawno temu na Ziemi istniały dwie wspaniałe krainy – uniósł wzrok i zerknął na sufit jakby dostrzegł coś, co dla mnie było niewidocznie i nieosiągalne. – Weraja i Kalinade. Werają rządził Władca Nauki Peron, natomiast ty władałeś Kalinade. Byliście prawdziwymi przyjaciółmi i największymi rywalami. Toczyliście wojny i zawieraliście rozejmy. Aż wreszcie wybuchła prawdziwa Wielka Wojna, która wszystko zmieniła – Gas przestał się bawić butelką i teraz patrzył na mnie z wyższością, jak słoń spoglądający z góry na mrówkę. Dopiero po chwili załapałem, że czeka na pytanie, które właśnie miałem zadać. Pytanie, które wydawało się nie mieć znaczenie. - Kto wygrał ? – zapytałem. - Cóż, przegraliście obaj. Nieoczekiwanie pojawiła się trzecia siła Cienie. Wtedy się poznaliśmy, a mówiąc dokładniej, uratowałeś mi życie. – przestał mówić, sięgnął do kieszeni dżinsowej kurtki i wyjął karmazynowy pięciokąt. Położył go obok butelki i przesunął w moją stronę – To należy do ciebie. Nie bój się i weź. Wszystko, co usłyszałem wydawało się totalną fikcją. Wymysłem osoby z bogatą wyobraźnią, jednak intuicja, a może i cos więcej, podpowiadało mi, że to wszystko jest jakieś znajome i w pewien sposób prawdziwe. W mojej głowie kłębiły się kolejne pytania, lecz było ich tak dużo, że zmuszony byłem zadać tylko te jedno, które uznawałem za najważniejsze. - Nie twierdzę, że ci nie wieżę, ale to wszystko wydaje się… - zacząłem niechętnie, podejmując wątek. - Żartem ? Rozumiem czemu tak sądzisz. Osoba, której nigdy nie widziałeś, próbuje ci wmówić, że pochodzisz z innych czasów, zupełnie odległej krainy i byłeś Wielkim Władcą. Absurd? A może zapytasz samego siebie, czy twoje obecne życie jest normalne? Czy nie zdarzyło się w nim nic niezwykłego. Czasy i krainy mogą się zmieniać, my natomiast nie. Miał rację - moje życie było dziwne. Przypomniało mi się jak pewnego razu w Wigilię Bożego Narodzenia wyrzuciłem przez okno list, który napisałem do Świętego Mikołaja. Byłem zły bo dowiedziałem się, że brodaty grubasek w czerwono-białym stroju tak naprawdę nie istnieje. Wyrzucona kartka zawisła w powietrzu na wysokości piątego piętra, poczym zmieniła się w najprawdziwszy rower, który ostatecznie zaparkował na balkonie obok mnie. Gdy wystraszony zawołałem rodziców i opowiedziałem, co się wydarzyło, oni uśmiechnęli się do mnie i jakby nigdy nic, zaprosili mnie do świątecznego stołu. Do tej pory myślą, że sam go kupiłem i że był to prezent, który dałem samemu sobie. Głupie, ale starsi już tacy są, nie wieżą jeśli nie widzą. To nie był jedyny przykład ,,niesamowitości ’’ w moim życiu, nie był nawet najlepszy. Kila razy widziałem przezroczystych ludzi, tęcze wirujące w powietrzu, słyszałem muzykę tam, gdzie nie powinno jej być, a także rozumiałem zwierzęta, albo to one rozumiały mnie. To był wystarczający dowód, by uwierzyć – przynajmniej częściowo. - Co to jest ? – zapytałem zerkając z ukosa na mały pięciokątny przedmiot. - DPA, rodzaj mini komputera, w którym zamknąłeś swoje wspomnienia – wyjaśnił mądrze (niezrozumiale dla mnie) Gas. - Użyłem do tego magii ? - wyobraziłem sobie siebie w czarnym stroju z różdżką w ręku i okularami na nosie. Harry Potter w oprawie Cola Light: bez tatuażu (czytać blizny) na czole i talentu do czary – mary. - Nie magia, a nauka – oznajmił, sprawiając wrażenie zniecierpliwionego. - Co mam z tym zrobić ? - Wystarczy, że uwierzysz i weźmiesz go w ręce... Jeszcze nie dokończył, a ja już byłem gotów. Zaryzykowałem. Przymknąłem oczy, przełknąłem ślinę i dotknąłem DPA. Przedmiot zrobiony z chłodnego metalu idealnie pasował do linii papilarnych moich dłoni. Z początku nic się nie działo, dopiero po chwili poczułem falę ciepła i nagłą migrenę. Czas się zatrzymał, ja przyśpieszyłem, a otaczający mnie świat zawirował, stając się zlepkiem kolorowych plam. Gdy ponownie otworzyłem oczy okazało się, że jestem zamknięty w jakimś pokoju przypominającym sześcian. Na szarych ścianach, niczym w telewizji, wyświetlały się obrazy. Pierwszy ukazywał mnie w złotej zbroi. Przypominałem postać ze starej gry RPG. Stałem na czele ,,Armii Wschodu” – nie rozumiałem skąd, ale znałem nazwę tego oddziału i jego funkcje. W dawnych czasach była to moja osobista drużyna, przyjaciele, których straciłem w walce z Trzecim Władcą. Zapomniane wspomnienia, o których wspominał Gas, teraz kolejno wkradały się do mojej głowy, wypełniając ją niczym myślowy SPAM. Spojrzałem na inny, dużo mniejszy ekran-ścianę. Wyświetlany obraz przedstawiał dwie wielkie armie stojące obok siebie, lecz nie po to by ze sobą walczyć, a po to by zjednoczyć siły. Nagle obraz zrobił się czarny i dopiero po dłuższej chwili pojawił się ponownie. Zobaczyłem ziemię czerwoną od krwi setek lub tysięcy martwych żołnierzy rozrzuconych po ogromnym placu boju. Tylko dwie osoby przeżyły: ja i inny chłopak w złotej zbroi. Peron. Uścisnęliśmy sobie dłonie i rzuciliśmy się w ciemność, wyłaniającą się z głębin ziemi. Obraz zgasł, a ja ponownie poczułem falę ciepła. Moje nogi ugięły się pod ciężarem ciała. Przymknąłem powieki i zasnąłem. Obudziłem się w komnacie ze stali. Z idealnie poziomych, czystych ścian zwisały płaskie monitory, pod nimi podwieszone były czarne mini klawiaturki. Podszedłem do najbliższego komputera i wklepałem napis ,,open”. Przede mną pojawił się błękitny portal, do którego wszedłem, choć nie wiem czy była to odwaga, czy zwyczajna głupota. Mimo wszystko, nie byłem już tym samym sobą – niedowiarkiem z przed kilku godzin, nie byłem też osobą, którą zapamiętał Gas. Stanowiłem coś pomiędzy. Moje życie z kiedyś połączyło się z moim obecnym życiem. Przypomniałem sobie, co się wydarzyło, gdy wraz z Peronem wskoczyliśmy do krainy cienia. W mrocznych czeluściach nieznanej krajny przegraliśmy walkę z Wielkim Cieniem – bezkształtną substancją, przypominającą ciecz w stanie nie ważkości. Po zaciętej bitwie, zostaliśmy pokonani i zmuszeni do odwrotu. Koszt tej decyzji był bardzo duży. Prawie całą planetę ogarnęła ciemność. Wtedy właśnie – w kilka dni po przegranej – Peron skupił całą swoja moc. Z pomocą intelektu Władcy Nauki, skomplikowanych obliczeń i wspólnej pomocy mieszkańców obu krain zbudowaliśmy ogromny statek kosmiczny, bardzo podobny do tego z popularnego niegdyś serialu Star Trek - nazwaliśmy go Zefir. Pojazd i szansa opuszczenia Ziemi była naszym jedynym ratunkiem. Można powiedzieć, że wszystko przebiegało dobrze do momentu odlotu, wtedy sytuacja gwałtownie uległa zmianie. Władca Mroku zaatakował Zefira. Jako Wielki Władca Magii mogłem podjąć już tylko jedna decyzję. W ostatniej chwili zgrałem wszystkie wspomnienia do DPA i opuściłem statek. Tym razem to ja użyłem mocy. Poświeciłem własne życie tworząc pieczęć, która na jakiś czas uwięziła Cienie. Chciałem dać Peronowi, Gasowi i innym czas do ucieczki, nie spodziewałem się jednak, że moc naszego świata może być tak silna. Przez nadmiar niekontrolowanej magii moje ciało zmieniło się w pył, a dusza bez powłoki wróciła do strumienia życia i śmierci. Potem pamiętam już tylko ciemność i nowy świat widziany oczyma zwykłego nastolatka. W środku błękitnego portalu, wszystko ulegało iluzji. Stałem w długim na kilkaset stup korytarzu bez światła i pomysłu, co robić dalej. - A więc trafiłeś ? – Zapytał ktoś bardzo zdziwiony moja obecnością. - To nie było trudne Peronie – odpowiedziałem z satysfakcją. – Pokarzesz mi się, czy może chcesz się pobawić w kotka i myszkę ? Ma się rozumieć ja będę lwem. Mistrz Magii mruknął coś niezrozumiale i zapalił czerwone światło. Korytarz był dłuższy niż sądziłem, na samym końcu rozwidlał się, a z bocznych ścian, co kilka kroków wyłaniały się drzwi kabin. Peron pojawił się znikąd. Stanął za mną starannie maskując swą obecność. Położył na moim ramieniu dłoń i znów mruknął cos niezrozumiale. Nie zareagowałem. Bałem się odwrócić, a dokładniej tego, co mogłem ujrzeć za sobą. - Nadal masz słabą orientację w terenie, co ? – zaczął. – Niektóre rzeczy nigdy się nie zmienią… - Niektóre się zmienić muszą – dokończyłem jego myśl. - Czyli już sobie wszystko przypomniałeś ? Nasz dom i to co się z nim stało. Przezwyciężyłem strach i odwróciłem głowę. Władca Nauki, był taki, jak go zapamiętałem. Szczupły z wysoko uniesioną głową, wydatnym podbródkiem w złotej zbroi i w srebrnym hełmie, z pod którego wystawały gęste czarne włosy. - Jakim cudem nie postarzałeś się przez te wszystkie lata ? – zapytałem. - To długa opowieść zaczynająca się oczywiście od liczb - mówiąc to w oczywisty sposób spróbował zrobić mi na złość. Wiedział, że inaczej postrzegamy świat. On widział go w postaci cyfr i równań, ja widziałem kolory, czyli źródło magii. Wyobraźcie sobie barwę czerwieni i spróbujcie zadać sobie pytanie z czym wam się kojarzy: z miłością? Krwią? Życiem, a może z czymś zupełnie innym. W ten właśnie sposób postrzegam świat. - Znalazłeś sposób na wieczną młodość ? Mógłbyś to wyjaśnić w taki sposób bym zrozumiał – zawahałem się i dodałem. – Nikomu nie śpieszy więc mów, bo jestem piekielnie ciekaw – zaproponowałem ignorując wcześniejszą uwagę o świecie i liczbach. - Właśnie tej jednej rzeczy nie mamy, znaczy się czasu – poprawił mnie i wskazał srebrne drzwi – Wiesz co w nich jest ? - Pewnie kabiny mieszkalne – strzeliłem bez zastanowienia. - Nie. Znajdujemy się na pierwszym piętrze, tu właśnie znajdują się hangary i silniki. – orzekł, jak zwykle wymądrzając się. Następnie ruszył przed siebie. - Chodź ! – polecił mi. Skierowałem się za nim. Mijaliśmy ostre zakręty, przechodziliśmy przez przezroczyste ścianoszyby znikające, gdy byliśmy w pobliżu i pojawiające się, gdy się oddalaliśmy. Zatrzymaliśmy się dopiero w kabinie z łóżkiem, nocną lampką i laptopem wielkości małego zeszytu. W ciasnym pokoju oprócz nas przebywała jeszcze jedna osoba. - Witaj ponownie – przywitał się Gas. – Dobrze cię znów widzieć. To znaczy starego ciebie – poprawił się. Zaraz za Peronem to właśnie Gas był moim najlepszym przyjacielem. Choć poznaliśmy się dość niefortunnie, to jego osoba wywarła na mnie takie wrażenie, że po prostu nie mogłem się z nim nie zaprzyjaźnić. Niebieski – taki przydomek wymyślił Peron – ukradł mi kiedyś plecak z jedzeniem. Normalnie potraktowałbym to jak głupi żart, ale wtedy nie było mi do śmiechu, bo znajdowałem się we wnętrzu Cienia. To była moja pierwsza wyprawa badawcza w to miejsce. Prowiantu, który ze sobą zabrałem starczyło na jakiś dzień, może dwa, musiałem więc odzyskać plecak. Dzięki magii, wytropiłem złodzieja i wiecie co ? Gas był wtedy wychudzony do tego stopnia, że zaawansowany anorektyk wyglądał przy nim jak bogaty (najedzony do rozpuku) właściciel restauracji MC DONALDS. Zdawało mi się, że rozumiałem, czemu popełnił tak haniebny czyn jak kradzież. Był po prostu głodny – lecz pomyliłem się, Gas nie ukradł jedzenia dla siebie. Wyjął z plecaka MOJE zapasy i karmił nimi Cienie, które masowo wypełzały z ziemi. Zdenerwowany skoczyłem na niego i zaciśniętą pięścią wymierzyłem silny cios. Powaliłem go i znów zdarzyło się coś, czego się nie spodziewałem. Szesnastolatek rozpłakał się zupełnie jak małe dziecko. Było mi go żal. Nie wiedziałem co mam myśleć na temat całej tej sytuacji. Zebrałem w sobie resztki odwagi i zdrowego rozsądku, podałem mu rękę i pomogłem wstać. Wypowiedziałem ,, przepraszam”, on podziękował i oddał mi plecak z prawie pełną zawartością. Miał smutek w oczach. Uznałem, że wyprawa może zaczekać. Mogłem przecież wrócić do tego miejsca w innym terminie. Podarowałem mu torbę i jej zawartość. Gas podziękował i wyjął całe jedzenie na zewnątrz, zatrzymując jedynie bochenek chleba. Następnie nakarmił ,,młode” cienie. Ostatni gest upewnił mnie, że mam do czynienia z kimś nieprzeciętnym. Ktoś kiedyś powiedział ,,przyjaciół trzymaj blisko, wrogów jeszcze bliżej”, jednak traktowanie cienia na równi z istota ludzką było ryzykowne i niebiesko włosy musiał to rozumieć. Gdy cienie się rozeszły, Gas oddał mi chleb, posmutniał na twarzy i zemdlał. Użyłem magii i przeniosłem nas do Kalinade. Mój nowy przyjaciel zapadł w śpiączkę trwająca trzy dni, gdy się obudził okazało się, że z naszego języka zna jedynie kilka podstawowych słów. Jeszcze tego samego dnia wysłałem wiadomość do Perona. Władca Nauki przybył nad wyraz szybko razem z nowym wynalazkiem DPA. Dopiero po kilku dniach okazało się, że urządzenie może przywrócić zapisanie dane (zupełnie jak w komputerze). Peron skonstruował także drugie urządzenie, dzięki któremu Gas nauczył się w przeciągu godziny tego, czego my uczyliśmy się kilka lat. Po roku, uczyniłem go posłańcem między krainami. Peron nie protestował, podobnie jak ja polubił nowego członka naszego społeczeństwa. Niebieski był nietypowy pod każdym względem. Moją pomoc potraktował jako dług, który postanowił spłacić i niestety mu się to udało. - Pamiętasz już kim jestem ? – zapytał wreszcie, opierając się o ścianoszybę, która teraz nawet nie drgnęła. - Nie wiem jak mogłem zapomnieć. Przepraszam, to się już więcej nie powtórzy – obiecałem. - Możemy zaczynać ? – wtrącił niespokojnie Peron. Spojrzał ukradkiem na Niebieskiego i złapał nerwowy oddech – Wiesz, że nie mamy czasu. Jego pieczęć – zwrócił się w moja stronę. – powoli pęka i będzie źle jeżeli czegoś nie zrobimy. - Chcesz powiedzieć, że przez cały ten czas nic nie robiliście?! – rzuciłem groźnie, poczym spróbowałem się opanować. - Mylisz się. Władca Nauki w czasie naszych podróży między planetarnych odkrył jedyną słabość Wielkiego Cienia, ale bez ciebie i tak byśmy nic nie zdziałali. Kiedyś powiedziałeś mi, że w świecie musi istnieć równowaga: cyfry i barwy, magia i nauka, wojna i pokój, przyjaciel i wróg. Ty zapewniasz tą równowagę, a cienie są czymś w rodzaju anomalii. To był jeden z tych momentów, w których, choć się mocno starałem, nic nie rozumiałem - Możesz to wyjaśnić ? – zaproponowałem, bo tylko to przyszło mi do głowy. – Przecież w naszym świecie równowaga istniała. Dlaczego miałby się pojawić anomalie. - Znów jesteś w błędzie – poprawił mnie. – Dzięki magii i nauce uzdrawialiście ludzi i wydłużaliście ich życie. Mówiąc inaczej, to wy spowodowaliście katastrofę, bo zaburzyliście porządek - To nasza wina? Peron potwierdził delikatnym skinieniem. - Zachwialiśmy równowagę życia – spojrzał na mnie oskarżycielsko i kontynuował. - Umierało za mało ludzi, żyło zbyt wielu. To nasz grzech. Zapadła nie zręczna cisza. - Wspomnieliście o słabym punkcie Trzeciego Władcy, czy mogę się dowiedzieć, o czym mówiliście? – skierowałem niechętnie. Wiedziałem, jak ta rozmowa się zakończy. Ruszymy na wojnę, może ostatnią…może przegraną. - Istnieje sposób – Gas złapał się za głowę – Musicie znaleźć serce cienia, czymkolwiek ono jest i je zniszczyć. To będzie trudniejsze niż możesz przypuszczać. Nie powiem skąd to wiem,, ale jestem pewien w stu procentach, że będzie to dla was bardzo, bardzo bolesne. Będziecie musieli wybierać między przyjaźnią, a ratowaniem świata. - Przepraszam, ale jestem kapitanem tego statku i mam ważne obowiązki. – wtrącił w końcu Peron - Spotkamy się na kolacji, a do tego czasu będziesz gościem Zefira. Gas cię oprowadzi po pokładzie. Miłego zwiedzania, do zobaczenia później. Obok nas pojawił się niebieski portal. Mistrz Nauki wszedł do środka i rozpłynął się w bladym świetle. - Masz jeszcze pytania, prawda? – Gas zamknął oczy. - Tak – odparłem szczerze. Przez chwilę myślałem, że to tylko zły sen, z którego wkrótce się obudzę, lecz koszmar nie mijał. – Jak to możliwe, że nadal jesteście młodzi ? Nawet moja magia nie jest na tyle potężna by... -Peron opracował nową technologię, dzięki której mogliśmy się poruszać znacznie szybciej niż światło. Gdy nam minął rok, w twoim obecnym świecie minęły setki tysięcy lat. - Rozumiem…chyba rozumiem. Ty jednak nieco się zmieniłeś – spróbowałem go ocenić. - Tak. Dorosłem. Dzięki temu zdaję sobie sprawę z tego, że chcesz zapytać o jeszcze jedną rzecz. Od razu cię uprzedzę, nie jestem w stanie udzielić ci informacji. Sam jej nie znam. Nie wiem, co znaczy poświęcić przyjaźń dla dobra świata, ale wieżę w to, że zarówno Peron jak i ty, jesteście gotowi oddać za siebie życie. To właśnie jest prawdziwa przyjaźń. - Dziękuję, ale mimo to ciekawi mnie coś jeszcze. Skąd to wszystko wiesz ? Gas wyraźnie zmarkotniał. Odbił się od ściany i podszedł bliżej mnie, następnie spojrzał mi w oczy i wyszeptał. - Ty też się zmieniłeś. Kiedyś wolałeś nie pytać jeżeli istniała szansa, że odpowiedź ci się nie spodoba. Za moimi plecami pojawił się portal, byłem jednak zbyt zajęty kojarzeniem ostatnich faktów i słów, które wypowiedział. Nie zauważyłem nawet, że zostałem w pokoju zupełnie sam. Kabina była całkowicie do mojej dyspozycji. Chwyciłem laptopa leżącego na pobliskim łóżku i zacząłem wpisywać polecenia. Znałem technologię umieszczoną na statku jeszcze z własnych – prawowitych – czasów. Po kilku minutach, w pokoju pojawił się biobot, maszyna łącząca ludzką tkankę i wysoką technologię. Robot poruszający się za pomocą kółek wyrastających z najprawdziwszych ,,ludzkich” nóg, ukłonił się i skrzypiącym głosem wymówił ,,w czym Mo-gę po-móc” - Kto jest twoim twórcą ? – zapytałem, choć znałem odpowiedź. - Naj-wspa-nia-lsze stwo-rze-nie we wsze-chświe-cie – przemówił z trudem, zacinając się na co drugiej sylabie. W jego czerwonych lampkach, pełniących funkcję oczu, pojawił się błysk satysfakcji. -Ale ja cię nie stworzyłem – zażartowałem, lecz najwyraźniej biobot tego nie zrozumiał. Przeanalizowałsytuację i skierował urażonym tonem. - Mó-wi-łem o Mis-trzu Na-uki. To było w jego stylu – Peron zawsze lubił się wywyższać, ale robienie z maszyny służącego, który wszystkimi trybikami metalicznego ciała wielbił konstruktora było zdecydowanym przegięciem, nawet jak na niego. Na dodatek nawet robot miał problemy z uznaniem twórcy za wspaniałego oraz całej tej wypowiedzi za prawdziwą. - Oprowadź mnie proszę po Zefirze – zażądałem uprzejmie. Biobot podjechał do ścianoszyby, wysunął z dłoni szary drucik i wepchnął go do okrągłego punktu, w miejsce, które wcześniej zasłaniał Gas. - Lu-dzie nie nie ma-ją ta-kich ba-je-rów – wskazał swoją mechaniczną dłoń, przypominającą nieco wielofunkcyjny scyzoryk. - Słusznie, my posługujemy się kluczem, by otworzyć drzwi – wymówiłem niechcący na głos. Ja naprawdę nie chciałem go obrazić, ale moje myśli były zbyt silne, by próbować je ukryć. Uśmiechnąłem się delikatnie. Ta kupa złomu zlekceważyła mnie. Biobot machnął kilka razy sztuczną ręką i znów ujrzałem w jego lampkach błysk satysfakcji. Wreszcie szyba rozsunęła się. Robot wjechał do nowej, znacznie większej kabiny i płynnym jak na maszynę gestem dał znak, że mam iść za nim. - Jest-eś-my w hang-hangggggrrrr. I na tym nasza konwersacja się zakończyła. To musiał być bardzo stary model, prawdopodobnie jeden z pierwszych, wyprodukowanych jeszcze na starej Ziemi. Cóż złośliwość rzeczy pół martwych – czasami się psują. Jeżeli dobrze wydedukowałem, to właśnie trafiłem do hangaru z bronią. Peron naprawdę przygotowywał się do wojny. W pokoju, przy wielkich, czarnych wrotach stało kilkanaście ciężkich wyrzutni plazmowych, kilka działek laserowych i karabinków – chyba -dźwiękowych.

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Walka z Cieniem — czytnik · opowiadania