Rodzina · 11 min czytania
Walka ze strachem cz.1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
„- Co byś zrobił żeby mnie uratować, gdybym umierała? -Wszystko „
Taaak! W końcu ! Wyjeżdżałam z tatą w góry. To było coś na co czekałam tyle miesięcy. Dwa tygodnie w Austrii. Dwa tygodnie z dala od domu. Z dala od obiektu moich uczuć. Wzdrygnęłam się. Nie chciałam o nim nawet myśleć. Ta jego ironia, poczucie wyższości..denerwowało mnie to..a jednak miał w sobie coś co mnie przyciągało. Tak wiele razy mnie zranił, a ja mimo to byłam gotowa poświęcić się dla niego. gdybym tylko uzyskała najmniejszy gest..najmniejszy gest świadczący o tym że jemu także na mnie zależy. Pff. Wiedziałam że tak nie było. Już dawno przestałam się łudzić. Straciłam swoją szansę. Moja miłość do niego wciąż rosła w siłę. Co z tego, iż wiedziałam że przestał gustować w dziewczynach. Nie łatwo było słuchać o jego partnerach. Często też nie świadom niczego zwierzał mi się ze swoich najskrytszych sekretów. Gdyby tylko wiedział jak ciężko było mi z myślą, iż osoba którą kocham pragnie się zabić. Wolałam jednak to niż długie milczenie. Milczenie, którego nigdy nie przerwał , a zawsze rozpoczynał. Nie było dnia kiedy bym o nim nie myślała. Nie było chwili gdy uciekł z moich marzeń. Był przy mnie zawsze czy tego chciał czy nie. Jak zwykle po pewnym czasie nie wytrzymałam, szukając naiwnego pretekstu by się do niego odezwać. Trwało to tak sprawiając mi ból. Lecz co mogłam zrobić? Doskonale wiedziałam, że sama wszystko zepsułam. Gdybym wtedy postąpiła inaczej..nie bała się tak bardzo odsłonić swoich sekretów..pozwolić mu poznać prawdziwą mnie..wtedy wszystko potoczyłoby się inaczej. Jednak ja musiałam odsunąć się gdy chciał mnie pocałować. Musiałam zamknąć się w sobie gdy próbował do mnie dotrzeć. Może właśnie tak miało być? Wiecznie samotna, nieszczęśliwie zakochana , umierającą samotnie z myślą o tym, który nigdy nie miał być mój. Idiotko. Po co o tym myślisz? To jeszcze bardziej cię dobija. Zapomnij o nim w końcu, on nie jest dla ciebie. Zbyt wiele was różni..Należycie do dwóch różnych światów. Nigdy nie będziesz częścią jego. Nigdy. Zrozum to w końcu. Wrzuciłam kolejną kupę ubrań do torby. Nie zważałam na to co pakuję. Głównie potrzebowałam ciepłych ciuchów do jazdy. Nic innego mnie nie obchodziło. Wiedziałam że będę zbyt zmęczona na wędrówki po mieście. Ciepły sweter –jest. Specjalne skarpety do butów narciarskich –są. Kask-jest. Skrzywiłam się. Tata kazał mi w nim jeździć, nie podlegało to żadnej dyskusji. Wiedziałam że to rozsądne, tylko czemu musiałam wyglądać w nim aż tak głupio? Czemu nie mogę być dziewczyną, która obojętnie co włoży wygląda ślicznie i uwodzicielsko? Może to właśnie był mój problem. Nie wierzyłam w siebie, wręcz się nienawidziłam. Każdy mi powtarzał, iż powinnam być bardziej pewna siebie. Nawet on. Może to go odpychało. Wolał stylowe dziewczyny, zawsze uśmiechnięte i zadbane. Ja odkąd pamiętam, ciągle się smuciłam. Nie mam pojęcia skąd to się bierze. Widocznie tak już musi być..a może kiedyś pojawi się ktoś kto to zmieni..jak mogłam tak myśleć. Mój jedyny tylko powodował iż smutek się pogłębiał. Rzadko śmiałam się w jego obecności. Jego poważna, naznaczona bólem twarz nie przyprawiała o dobry humor. Patrząc na niego byłam zła i przygnębiona. Nie mogłam zrozumieć świata, ludzi którzy krzywdzili własne dzieci. Westchnęłam. Koniec. Nie będę o tym myśleć. Teraz nie ma to znaczenia. Liczę się tylko ja i tata. No i może jeszcze jego kolega, w końcu będziemy mieszkać w tym samym pokoju. Czeka nas długa podróż. A jednak kochałam to. Droga w nieznane, przed nami wiele samochodów. Każdy z nich miał swój cel. Każdy do czegoś dążył. Lubiłam obserwować ludzi. Wyobrażać sobie ich życie i problemy. Nie mogłam się doczekać kiedy wyruszymy , a przed sobą ujrzę widoki, których nigdy nie dostrzegłabym w Polsce. Demi moja najlepsza przyjaciółka położyła się obok mnie i zamerdała ogonem. Tak dobrze było ją mieć przy sobie. Nie mogła zadać zbędnych pytań, wytknąć mi moich błędów. Jedyne co robiła to przejeżdżała swoim mokrym językiem po mojej twarzy w geście pocieszenia. Nie wyobrażałam sobie by kiedyś mogło jej zabraknąć. To ona było na pierwszym miejscu j listy „osób” , które kochałam. Nawet on był drugi. Wiedziałam, iż nigdy się to nie zmieni. Będzie mi jej brakować przez te dwa tygodnie. Uśmiechnęłam się i podrapałam ją za uchem. Pomyślałam że przyda mi się trochę snu i szybko wskoczyłam do łóżka. Demi poszła za moim przykładem. Rozwydrzony pies. Nim zdążyłam się zorientować, odpłynęłam w dal, śniąc o tym, co w rzeczywistości było dla mnie niedostępne. Śniąc o miłości , której prawdopodobnie nigdy nie miałam doświadczyć.
2
„ I nawet kiedy będę sam..nie zmienię się..to nie mój świat..” Dobiegające z komputera dźwięki przywróciły mnie do świata „żywych”. Albo raczej przytomnych. Jak kto woli. Pomimo to nie otworzyłam oczu pozwalając sobie na wypoczynek. Za nami była długa noc. Dotarliśmy na miejsce o 6 rano. 24 godziny w podróży, to jest coś. Nikt nie marudził nad głową, mieliśmy z tatą święty spokój. Nie mogłam uwierzyć, że będzie to trwało przez następne 14 dni! - Oo , to jest dopiero cacko. Myślałem żeby sobie taki sprawić, ale Beata by mnie zabiła- rozległ się głos taty. Uśmiechnęłam się. On I te jego zabawki. Im był starszy tym były one większe a przede wszystkim..droższe. Faceci. W końcu otworzyłam oczy. -Tato, nawet o tym nie myśl,