Aktualności · 3 min czytania
Wariatka.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wiosenny ranek, przystanek autobusowy. Duże miasto, mała dzielnica. Ludzie na przystanku, autobus.
- Wsiadaj, wsiadaj… - No co Pan Panie, przecież wsiadam. Kobieta około pięćdziesiątki z nieukrywanym trudem, szepcząc coś pod nosem wsiadła do popularnego autobusu linii 125. To, co spotkała wewnątrz nie stanowiło dla niej żadnej zatrważającej, ani jakiejkolwiek innej nowości. Tak jak co dzień, od dni trzech, zastała wewnątrz tłok. Tłok zaspanowymęczonych twarzy, twarzy bez pasji, bez sił i bez zastanowienia. Bez sił na cień zastanowienia. Były to smutne twarze, nie raz obmacane przez życie. Były to nasze twarze. Kobieta około pięćdziesiątki miała na sobie staromodny, przeciwdeszczowy płaszcz, odsłaniający jedynie ortalionowe spodnie i wyraźnie za duże adidasy. Żadnej elegancji, żadnego erotyzmu - czysta, rasowa outsiderka. W ręku trzymała foliową, super wytrzymałą reklamówkę (z tych, co tak szybko się na pewno nie rozłożą). Z reklamówki wystawała naga gałąź - która mogła być z powodzeniem nagą gałęzią bzu - oraz wystrzępiona, zabłocona poduszka. Kobieta około pięćdziesiątki raz po raz, ze zdziwieniem spoglądała na trzymaną torbę. Jakby zastanawiała się, po co właściwie jej to wszystko. - Po co właściwie mi to wszystko? - Zawsze może się…