Akcja · 10 min czytania
Warszawski klan - cz. 1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Nie łatwo jest rozpoznać wampira w tłumie zamieszkującym wielkie miasto. Mimo to może już nieraz go spotkałeś. Mogłeś minąć go na ulicy podczas wieczornego spaceru. Mogłeś go zaczepić, pytając o godzinę lub drogę. Może nawet zrobił sobie z ciebie małą przekąskę. Niczego takiego nie pamiętasz? Oczywiście. Ze spotkań z wampirem pozostaje jedynie cienka smużka wspomnień. Możesz co najwyżej pamiętać przystojnego nieznajomego, który zagadnął cię w barze i to, że wracając nad ranem czułeś się trochę słabo, ale nigdy we wspomnieniach nie pozostaną groźne kły, czy krew, nic co mogłoby wzbudzić podejrzenia. Wampiry przemykają przez nasz świat bezszelestnie, pozostawiając za sobą niewiele śladów. I choć przez wiele lat Mira nauczyła się znajdywać ich trop, tej zimy zupełnie straciła je z oczu. I właśnie wtedy, gdy rozpaczliwie starała się odszukać choć najmniejszy ślad ich egzystencji w tym obcym, ponurym mieście, stało się coś najbardziej nieoczekiwanego. To wampir odnalazł ją. Zauważyła go w kawiarni. Siedział przy stoliku obok i wpatrywał się w nią z lekkim uśmiechem na twarzy. Jego widok był jak objawienie. Miał w sobie wszystkie charakterystyczne dla wampirów cechy: skórę bladą i gładką, lśniące, gęste włosy, regularne rysy twarzy. Był jak marmurowy posąg – zbyt idealny by być prawdziwy. Od pierwszego momentu wiedziała kim jest, a jego zachowanie tylko to potwierdzało. Siedział nonszalancko rozparty w fotelu i patrzył na nią bez żadnego skrępowania. Nie odwrócił wzroku, gdy spojrzała mu prosto w oczy. Wręcz przeciwnie. Kiwnął głową w geście powitania. Był jak drapieżnik na swoim terytorium – pewny siebie i bezczelny. Gdy ich spojrzenia skrzyżowały się, Mira poczuła jak zalewa ją fala gorąca. W pierwszym odruchu, odwróciła wzrok, unosząc filiżankę do ust. Z trudem przełknęła łyk kawy. Gardło miała zaciśnięte z nerwów. Odwróciła lekko głowę, tak by mogła dyskretnie spoglądać w jego stronę. Przejechała wzrokiem, po jego dłoniach złożonych na blacie stolika. Tuż obok stała szklanka wody. Nie upito z niej nawet łyka. Zauważyła elegancki, szary płaszcz przerzucony przez oparcie krzesła. Właśnie wodziła wzrokiem po jego ciele, gdy nagle blada dłoń uniosła się, wymownie pokazując, by spojrzała w górę. Powoli uniosła wzrok. Kształtne usta wygięły się w lekkim uśmiechu, ale nawet na chwilę nie odsłoniły zębów. Wreszcie po raz kolejny spotkała jego spojrzenie. Początkowo poczuła panikę i chciała odwrócić wzrok, ale udało jej się zmusić się i spojrzeć mu prosto w oczy. Zdawał się być zadowolony. Z rozbawieniem patrzył, jak Mira nerwowo unosi filiżankę, prawie krztusząc się, gdy gorący płyn spłyną jej gardłem. Serce waliło jej jak oszalałe, gdy patrzyła w jego jasne oczy. Jak długo przyglądał się jej zanim go zauważyła? Kim był? Czego chciał? Czy to naprawdę wampir? Rozsądek podpowiadał, że blada skóra i niezwykła uroda to za mało, by rozpoznać wampira, ale wewnętrzne przeczucie wręcz wrzeszczało, ostrzegając o niebezpieczeństwie. Ten mężczyzna miał w sobie coś niesamowitego, coś nieludzkiego, choć nie była w stanie powiedzieć co to takiego. Jeżeli to wampir... Odruchowo skuliła się, odwracając wzrok. Zorientowała się, że od kilku chwil przyciska filiżankę do ust, choć nie została w niej już nawet pojedyncza kropla. Nagle w przypływie paniki poderwała się z fotela, zarzucając torebkę na ramię. Mężczyzna odprowadził ją wzrokiem, gdy nerwowo przecisnęła się między stolikami w stronę wyjścia. W biegu ściągnęła swoją kurtkę z wieszaka i wypadła z kawiarni. Od razu otoczył ją gwar centrum handlowego. Szybko ruszyła zatłoczoną alejką w stronę wyjścia, patrząc nerwowo za siebie. Za przeszkloną ścianą, w głębi sali zauważyła sylwetkę wampira. Wyglądał jakby wcale nie miał zamiaru jej gonić. Nawet odrobinę nie zmienił pozycji. Dalej siedział rozparty w fotelu, obserwując ją spod zmrużonych powiek. Pomachał jej lekko, z rozbawieniem odmalowanym na twarzy. Powoli wypuściła powietrze, odwracając się na pięcie. Ruszyła przed siebie, zarzucając na plecy kurtkę. Wręcz zmuszała się do tego, by nie zacząć biec. Po chwili znów obejrzała się za siebie, ale tłum już odgrodził ją od kawiarni i nie była w stanie dojrzeć jego sylwetki. Przeciskając się między ludźmi, dotarła do wyjścia. Za obrotowymi drzwiami od razu uderzył ją zimny wiatr, mimo to z ulgą wyszła w mroźną noc. Pośpiesznie ruszyła za tłumem. -Wydawało mi się... – szepnęła sama do siebie. – To był zwyczajny mężczyzna. Wydawało mi się. Przez chwilę nawet w to uwierzyła, bo wiedziała, że przed wampirem by nie uciekła. I miała rację. Nie uciekła... Kilka minut później, zobaczyła go znowu. Stanął obok niej przed pasami dla pieszych. Otaczało ich mnóstwo ludzi, a on stał obok i patrzył na nią spod zmrużonych powiek. Ze zgrozą spojrzała w jego błękitne oczy, okalane gęstymi rzęsami. Światło zmieniło się i tłum ruszył. Niewiele myśląc, ścisnęła torebkę pod pachą i pobiegła