Biografia · 7 min czytania
Wątpir.Chorror.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Niektórzy myślą, że spanie w trumnie to taka makabryczna pochodna ekstrawagancji. Fakt, znałem ci ja jednego ekstra waganta i mogę o nim powiedzieć same super superlatywy, ale nie w tym rzecz. To było wieki temu. A wracając...Tak, robię to. Nieprzerwanie od ponad dwustu lat. Zanim ułożę się majestatycznie w atłasowym wnętrzu, zapalam z namaszczeniem cztery zapachowe świeczki. Esteta? Niestety. Rozczarowanko. Chodzi o komary. Te świece, skadinąd niewinnie wyglądające, mają wielką moc-żaden insekt im się nie oprze. A ja mam wyjątowy uraz do komarów. Kiedyś przez taką jedną lokalną chmarę nabawiłem się malarii. Od tej pory podchodzę z rezerwą do stworzeń o podobnych upodobaniach, co moje. Nietoperze? Nietoperze są mi obojętne, aczkolwiek słyszałem, że lubią wplątywać się we włosy. Może dlatego zawsze noszę krótką, twarzową fryzurkę. Nie trzeba zużywać kilogramów żelu, żeby się trzymała a i pracochłonne godziny przed lustrem odpadają. Trudno czesać kogoś, kogo nie widać, prawda? A ja mam wyjątkowo słabo wyćwiczoną wyobraźnię. Słucham? A trumna? Trumna, proszę pana, to pewien kompromis, wyjście awaryjne. Twarde podłoże do spania gwarantuje właściwe położenie kręgosłupa. Oczywiście, że wolałbym kaczy puch tudzież zwykłe siano. Ale w moim wieku należy dbać o wszystko i na zimne dmuchać. Śmieje się pan znacząco. Zimne...No tak. Uważa pan zapewne, że jestem nieczułym fabrykantem trupów. To nie tak. Moja działalnosc nie polega na bezmyslnym przegryzaniu ludzkich tętniczek. Do tego trzeba, by tak rzec, dogłębnej znajomości anatomii i fizjologii. Nie sztuka rozpaprać komuś szyję i tak zostawić nieszczęśnika broczącego. Caly witz polega na dwóch precyzyjnych nakłuciach. Jesli najdzie mnie ochota, robię seriami, po cztery, tak, aby ktoś, przykładając linijkę, odmierzył jednakowe odległości między nimi. Po co to robię? W moich życiu brakuje innej celebry. Zapytał pan, czy ja się przyjaźnię z tymi wszystkimi ludźmi, których pogryzłem. To trochę skomplikowane, a na pewno kłopotliwe. Po fakcie, kiedy pierwszy szok opada, jakoś brakuje odpowiednich slów, żeby wyrazić, jak bardzo mi przykro, albo może zostańmy razem, we dwójkę raźniej. Ta osoba z reguły czuje się winna, chce jak najszybciej odejść i wyładować swoje poczucie bezsilności na kimś innym. Bardzo chciałbym powiedzieć: ugryź mnie dwa razy, zanim to zrobisz, ale sam pan rozumie: po dwustu latach wyglądałbym jak sito. Zastanawia mnie, swoją drogą, jak pan tu trafił. Okolica mało turystyczna, w dodatku średnio urokliwa. To znaczy-uroki są, faktycznie, ale rzucane. Kiedyś mówiono wręcz o szafowaniu zaklęciami, tak powietrze było nimi naładowane, że nie można było ani słuchać radia, ani oglądać meczu. Ciągle tylko inkantacje i inkantacje. Na psa urok, żeby chociaż zabawne. Ale nie. Ciągle tylko wysychające studnie i parszywiejące bydło. Można zdziczeć. Albo zostać malarzem. Ja dostałem malarii. Taka karma. Trochę przerażające te blanki zamkowe, co? Światłocień, jakieś krucze gniazda. Na schodach do krypty z kolei można się nieprzyjemnie poślizgnąć, czego doświadczyłem ja i goniący mnie kiedyś pogromca duchów. Za punkt honoru, pan wyobrazi,postawił sobie zabicie właśnie…