Melodramat · 4 min czytania
Wbrew cierpieniom, na zawsze... R10
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Upłynęło pół roku od dnia tamtej tragedii, a Anhela wciąż nie mogła dojść do siebie. Wyjechała z Andresem do San Sebastian. - Wszystko co kochałam zostało mi odebrane. Wciąż o nim myślę, zawsze powtarzał, że miłość nigdy nie umiera. Nawet wówczas gdy jedna z kochając osób odjedzie. Co z tego że mam pieniądze i sławę, skoro nie mogę mieć miłość...nie mam nic – wyznała będąc na tarasie w posiadłości. - Ty zawsze jesteś obok, zawsze na posterunku, jesteś wspaniałym mężczyzną, ale nie mogę cię pokochać – wyszeptała spoglądając mu w oczy - Beze mnie żył by teraz spokojnie, ale nikt nie uniknie przeznaczenia...– powiedziała płacząc, a on wziął ją w ramiona. - Myślałem, że na jej twarzy ujrzę spokoju, lecz znalazłem tylko ból i cierpienie, a także odpowiedzi na to, że Bóg nie istnieje – pomyślał. - Mam wrażenie, że każdego dnia znika fragment mojego życia. Nie pamiętam co wczoraj jadłam na śniadanie, ale jego nikt nie zmaże z mojego serca. W moich snach, marzeniach wciąż widzę Marca, czuję jego ciepło kiedy leżę sama w łóżku. Nie umiem i nie potrafię już być szczęśliwa – wyznała, wciąż wtulona w niego. - Każdy ma prawo do szczęścia. Ja znalazłem je przy tobie. Urodziłaś się dla nas, by dawać nam szczęście... jestem pewny, że Marc Antoni nie chciałby żebyś przestała śpiewać, ponieważ czuł się dobrze słuchając twego głosu. Był z ciebie taki dumny, nie pozwól by jego wytrwałość w dążeniu do spełnienia twojego marzenia poszła na marne – oznajmił Andres, a ona spojrzała na niego - Ale jak mam to zrobić?– spytała. - Co?– zdziwił się. - Jak ma zapomnieć o nim?– odparła, a mężczyzna spuścił wzrok - Nie ty jedna straciłaś ukochaną osobę, która mimo wszystko…