Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Melodramat · 10 min czytania

Wbrew cierpieniom,na zawsze... R2

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Michael i Samanta opuścili dyskotekę u Tediego. Mieli dosyć hałasu, pijaństwa i połowy nieznajomych im osób. Idąc przez park zatrzymali się w starej opuszczonej chacie. - Pięknie tu, prawda?– zapytał Mike, a ona rozejrzała się dookoła. Drewniana chatka stała na polanie, wśród drzew, które tańczyły na wietrze - Jeszcze nigdy tu nie była – oznajmiła delikatnie się uśmiechając - Wolisz plaże i psy – powiedział, a ona odparła na to - Te psy to moi bracia, wychowałam się z nimi i to dzięki nim nie czuje się samotnie – powiedziała spoglądając na gwieździste niebo, które pokrywało się burzowymi chmurami. Zaczęło padać, a Sam i Michael zaczęli biec trzymając się za ręce. Mokl, śmiejąc się z siebie. Kiedy byli już przed domem dziewczyny, stanęli by się pożegnać. Mike pocałował przyjaciółkę w policzek, a ten moment zobaczył przez okno Nickolas. Rozgniewany nie wiedział co z sobą zrobić...usiadł w fotelu i czekał na przyjście siostry - Gdzie byłaś tyle czasu, czekałem na ciebie?– spytał podwyższonym tonem, kiedy dziewczyna weszła do salonu. - Byłam z Mikem – powiedziała stając przy jego fotelu. Rozłoszczony wstał i spojrzał wprost w jej oczy. - Mike, Mike! Zawsze on nie podoba mi się, że przebywasz z nim tyle czasu!– uniósł się chłopak - On jest moim przyjacielem – Nickolas delikatnie się uśmiechnął. - Przyjacielem, daj spokój wszyscy wiedzą, że jesteście ze sobą – powiedział - Co?– zdziwiła się Samanta - Byłem głupi wierząc w tą waszą braterską miłość – oznajmił. Ona się uśmiechnęła stojąc naprzeciwko niego - Jesteś zazdrosny?– spytała. On lekko oburzył się - Ja zazdrosny, niby o co?– spytał - A o to, że Michael jest dla mnie bardziej bratem niż ty – powiedziała dziewczyna odchodząc do swojego pokoju, zastawiając brata samego. Późnym popołudniem Nickolas siedział w ogrodzie wpatrując się w błękitne niebo. Samanta ściągała pranie i spoglądała na niego. Jednak nie mogła znieść jego milczenia więc zostawiła rzeczy i podeszła do niego. - Myślałam, że byłeś umówiony z Lynn. – powiedziała siadając obok brata, a on nie spuszczał wzroku, jakby się bał spojrzeć w jej oczy - Zdałem sobie sprawę, że ona była tylko ucieczką od tego co naprawdę czuję. Nie mogłem jej więcej oszukiwać, to było nie sprawiedliwe. Dlaczego tak jest, że osoba, która dla ciebie tyle może znaczyć... nie może być...– przerwał odwracając głowę i spoglądając na nią. Zobaczył jej smutne oczy - Czy mogę ci pomóc?- spytała - Co?– zdziwił się, a serce biło mu coraz szybciej. Pragnął wziąć ją w ramiona i przytulić tak jak tamtego wieczora, lecz... - Czy ja mogę ci jakoś pomóc?– Samanta ponowiła pytanie, a on odważył się. Wziął siostrę w ramiona, zbliżył swe usta do jej...był gotowy ją pocałować. Zapomnieli o otaczającym ich świecie, nie zdając sobie sprawy, że byli obserwowani przez całkiem zaskoczoną Julię. Spoglądali sobie w oczy, bojąc się tego co może nastąpić. Więc odsunął się znów od niej, wstał. - Nie możesz nic zrobić, nikt z nas nie może – dodał odchodząc. - Nick!– zawołała Sam, a on się zatrzymał - Twoim problemem jest to, że boisz się sięgnąć marzeń. Nie chcesz zrealizować tego, czego pragniesz. Wiesz co czeka takich jak ty? Starość, samotność, a potem śmierć i wcale o tym nie wiedzą – kiedy skończyła, on odszedł bez słowa - Co się dzieje?– zapytała wychodząca z domu Julia. Dziewczyna spojrzała na nią. Kobieta usiadła obok córki, która w oczach miała łzy. - Wybacz mi mamo, ale nie mogę nic zrobić. Myślałem, że mogę pomóc Nickolasowi, ale on mnie nie akceptuje – oznajmiła. - To nie prawda – powiedziała Julia, a Samanta spojrzała na mamę, przytuliła się do niej - Sprawiam same kłopoty, od chwili kiedy pierwszy raz się tu pojawiłam, przyczyną tego jest to, że nie jestem waszą prawdziwą córką – powiedziała, a kobieta objęła ją. - Dziecko tonie tylko istota, która otrzymuje od rodziców życie. To również wychowanie, wspieranie, podnoszenie na duchu, a także wpajanie ogromnej miłości. Moja mała los chciał żebyś pojawiła się w naszym życiu, ponieważ tak musi się to wszystko potoczyć – powiedziała. - Mamusiu – wyszeptała Samanta płacząc, wpadając w ramiona matki. Nazajutrz kiedy wszyscy przygotowywali przyjęcie na siedemnaste urodziny Sam, ona w tym czasie pomagała swojej przyjaciółce w magazynie należącym do rodziców Sary. Do nich przyłączyli się Tom i Piter, koledzy z klasy. W czwórkę przenosili kartony, opróżniając z nich towary spożywcze. Nagle nie wiadomo skąd pojawił się ogień, który ogarnął makulaturę. Przerażenie pojawiło się na ich twarzach. Tom wziął gaśnicę,…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%