Inne · 8 min czytania
Wciąż słychac echo dawnych dni
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Zmęczenie, brak złudnych nadziei i wspomnienia, które atakują każdej nocy.... Kiedyś inaczej się żyło prościej, radośniej... Można było gołymi stopami skakać między kałużami i tańczyć wraz z kroplami deszczu.... a potem ze śmiechem na ustach wracać do ciepłego domu, okrywać się grubym czerwonym kocem i wtulać w jego ramię.... Nadal stoi dom, a w szafie na najniższej półce leży ten sam koc, może tylko trochę bardziej wypłowiały.... Deszcz równie często pada jak dawniej i świat się śmieje mimo wszystko.... Tylko, że nie ma... Nie ma Ciebie. Telefon. Dźwięk przeszywa od środka. Jeszcze chwila. Jeden sygnał...drugi.... Znowu cisza. Tak zbawienna...Można się w niej schować, odgrodzić od całego świata... Można... Nic nie można. Śmieszne. Podobno trzeba żyć dalej. Tylko jak?! Dookoła tak pusto. Dosyć! Dlaczego ciało musi tak cholernie bolec kiedy trzeba wstać z łóżka, umyć zęby, wyszczotkować włosy...umalować, oczy, usta, które czasem na ulicy ktoś rozpozna. Dlaczego tak cholernie boli życie?! Poranna czarna kawa, papieros. Jeszcze chwila, kwadrans...jeszcze zdążę wziąsc kartkę, długopis i codziennym zwyczajem skreślić kilka słow.... „ Kochanie moje, Słonce dziś tak pięknie świecie...zresztą Ty pewnie wiesz o tym.... Próbuję patrzeć na świat Twoimi oczami... Dostrzegać to wszystkie kolory zapachy, od których byłes wręcz uzależniony... Tysiące barw... Czasami mam ochotę wziąsc do ręki pędzel i jakby kierowana instynktem zamalowywać białą przestrzeń.... Dzisiaj poczułam Twój zapach na poduszce... Obudził mnie nad ranem...byłeś wszędzie...wyczuwałam Cię każdą cząstką ciała i duszy, oddechem..tak bardzo intensywnie.... Moje zmysły były wyostrzone do granic możliwości... Kochałam się dzisiaj z Tobą...pieściłam Cię myślą jak najdelikatniej...smakowałam...zatapiałam się w Tobie. Czułam rozkosz w każdej części ciała, to było jak wielka eksplozja...ciepła, dzikiej energii., miłości... Wszystko zaczęło wirować, serce biło jak oszalało, i..... Poczułam chłód...przeraźliwy, a potem przeszywający ból. Myślałam, ze to śmierć. Wcale się nie przeraziłam, przyjęłabym ją swoim najbardziej urokliwym uśmiechem, ogarnęłabym ją ramionami i dziękowała, że przyszła mnie od tego wyzwolić.... Ale to nie była śmierć. To była wszech ogarniająca pustka. Nie ma Cię już. Tak trudno to pojąc, zrozumieć. Jesteś obecny w każdym moim śnie, każdej myśli i marzeniu... Więc jak to możliwe, ze wyczuwam Twoją obecność tak namacalnie, a Oni wszyscy twierdzą, że Ty.... Kupiłam fioki, tak pięknie pachną....Kocham Cię. Po prostu. Jestem Twoja. Na zawsze. Na wieki. Na nieskończoność.” Następny list, którego zapewne nigdy nie przeczytasz. Ale będę je zbierać wszystkie kolekcjonować, nie mogę utracić żadnego słowa, żadnej łzy, aby moc Ci to wszystko podarować kiedy znów się spotkamy. Będziesz musiał mi to wynagrodzić...pieścić całymi dniami, głaskać po włosach, całować, uzależniać i szeptać do snu....
Praca. Dom. Życie to nagle zbiór czynności do wykonania. Człowiek jak dobrze naoliwiony mechanizm opanowuje do perfekcji robienie wszystkiego tak aby nie wlewać w to ani odrobiny duszy... Bo z duszy już nic nie pozostało. Odeszła dawno temu. Zabrała nadzieję. Niewdzięczna jestem wiem. Jest jeszcze dziecko pod sercem i pies... Znalazłeś go na ulicy, mały szczeniak od razu Cię urzekł...wystarczyło, ze zaskomlał cichutko i pomerdał ogonkiem na Twój widok, a Ty od razu go pokochałeś. I nieważne było to, że był najbrzydszym, najbardziej zapchlonym kundlem, ale ważne było to, że potrafił być szczery, oddany i wierny.... Pamiętam jak przyprowadziłeś go do domu, włożyłes pod bluzę i stanąłeś w progu z