Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 6 min czytania

Wędrowcy (1)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dziewanna przyrządzała właśnie obiad w kuchni, kiedy rozległo się głośne łomotanie do drzwi. „Pustelnik na pewno pójdzie otworzyć” – pomyślała, wrzucając do garnka garść ziół. Zamieszała zupę drewnianą łyżką. — Matka Ziemia twoją matką — usłyszała skrzeczenie starca. Zamiast tradycyjnej odpowiedzi do jej uszu dotarł dźwięk miecza wyjmowanego z pochwy. Wyprostowała się nagle i nasłuchiwała dalej. — Gdzie jest dziewczyna? — zapytał jakiś męski głos nabrzmiały nienawiścią. Dziewanna zamarła. „Oni szukają MNIE!” Rzuciła łyżkę, błyskawicznie przypadła do podłogi, chwyciła metalowy, okrągły uchwyt, by otworzyć klapę. Wskoczyła do środka, cicho zamknęła wejście za sobą i siedziała bez ruchu w ciemności. Serce tłukło się jej gdzieś w okolicy krtani. „A jeśli mnie znajdą? Co wtedy zrobią? Zabiją mnie?” — przycisnęła do siebie kolana. Po podłodze kuchni chodziły dwie osoby. Kroki były ciężkie, towarzyszyło im brzęczenie kolczug – więc to musieli być mężczyźni, rycerze... — Nie ma jej w żadnej izbie — zameldował jakiś żołnierz chwilę później. — Musi tu być! — wrzasnął dowódca. — Dlaczego jej szukacie? — zapytał spokojnie pustelnik. — Czy zrobiła coś złego? — Jest aresztowana w imieniu miłościwego pana Orlika herbu Żmijowiec — odparł z wyższością dowódca. „Nikomu przecież nic nie zrobiłam! – jęknęła w duchu Dziewanna, kuląc się jeszcze bardziej. Uniosła głowę, gdy usłyszała dźwięk miecza wbijanego w ciało. – Zabili pustelnika!” – zamarła. — Będzie miała dziewczyna niespodziankę, kiedy wróci do domu, che, che — zaśmiał się dowódca. Podłoga zadudniła. — Eee... ale właściwie to dlaczego my jej szukamy, panie? Taką zwykłą dziewczynę to można sobie normalnie w Zimowodzie znaleźć — zapytał jakiś głos. — Jest potrzebna Orlikowi, głupcze. To córka Rusałki, tej okropnej zjawy, która mieszka w naszej rzece. Potrafi panować nad wodą. — Eee, bzdura jakaś. Rusałki nie istnieją. — To idź się wykąp w Wielkiej Rusale. Zobaczymy, czy wypłyniesz — żołnierze wybuchli śmiechem. Żmijowcy przemaszerowali po klapie spiżarki i opuścili chatę. Dziewanna jednak nadal nie mogła się ruszyć z miejsca. Coś jakby wielka, czarna tkanina przydusiło ją do podłogi. Trwała tak w bezruchu kilka minut. „A jeśli wrócą?” – pomyślała nagle i zerwała się gwałtownie z ziemi, aż uderzyła głową w sufit. Rozcierając ręką ciemię wyszła z piwnicy i pobiegła do izby po swoją torbę. Na ramiona narzuciła najcieplejszy, purpurowy płaszcz. Weszła jeszcze wolnym krokiem do kuchni, bojąc się spojrzeć na ziemię. Musiała wysłuchać przepowiedni. Tradycja nakazywała, aby osoba bliska dla umierającego wysłuchała…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%