Fantastyka · 5 min czytania
Wędrowcy (5)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Czym prędzej wdrapała się na najbliższe drzewo. Strzała na cięciwę, na wszelki wypadek... „Przystojny rycerz – przemknęło przez myśl Komosy. – Ma ciemne włosy, dobrze zbudowany... o Matko Ziemio, przecież ten kwiat na tunice to Czarna Lilia! To wiadomo, czemu ma takie piękne konie. Muszę je ukraść! Żeby tylko Dziewanna nie przeszkodziła!...” Chłopak ze zdziwieniem oglądał ptaka, który piekł się nadal nad ogniem. Rycerz rozglądał się wokół, jakby szukał właścicieli śniadania, ale na szczęście nie spojrzał do góry. Przywiązał konie do brzozy. Jeszcze raz spojrzał dokoła i odszedł w stronę pobliskich krzaków. Komosa poczekała chwilę, a potem zsunęła się ze swojego drzewa. Podeszła do czarnego ogiera. Zarżał cicho, i odchylił piękny łeb, kiedy chciała pogłaskać go po chrapach. ― Cicho, bo twój pan wróci... „Siodła też mają wspaniałe – stwierdziła, dotykając uzd. – Czas się zbierać. Czarna Lilia może w każdej chwili wyskoczyć z krzaków.” Komosa schowała strzałę do kołczanu. Złożoną pelerynę przypięła do pasa. Upieczonego ptaka zawinęła w liść łopianu. Odwiązała obydwa konie i właśnie zamierzała wskoczyć na czarnego, gdy poczuła silne szarpnięcie. Boleśnie upadła na ziemię. Wypuściła z ręki śniadanie, a drewno łuku przewieszonego przez ramię nieprzyjemnie wbiło jej się w plecy. Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, zauważyła błyszczący czubek klingi bardzo blisko swojego gardła. Jawor, bo to oczywiście on był chłopakiem z końmi, zmarszczył brwi. Mała, brudna złodziejka z odsłoniętymi nogami – co za nieprzyzwoitość! – chciała ukraść jego konie? Niedoczekanie! Komosa chciała się wyrwać, ale rycerz przygniótł ją do ziemi kolanem. ― Co tu robisz? ― zapytał chłopak. ― Leżę, nie widać?! ― krzyknęła dziewczyna. ― Powiesz mi, skąd się wzięłaś, czy nie? ― Jawor przycisnął ostrze do gardła Komosy. Dziewczyna przełknęła ślinę i nie odezwała się „Czy on mnie zabije?...!” Jawor przestał marszczyć brwi. „Co ja robię!?– wyrzucał sobie w myśli. – Przecież to jest dziewczyna, kobieta. Nie wolno