Inne · 3 min czytania
Wędrowiec 1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Wędrowiec może bez okazji przez dzień mieszka tutaj...
Spokojnie oczekując na codzienny przedświt Wędrowiec spoczywał pod koroną wysokiego dębu. Mgła dawno rozwiana przez nocne powietrze, pierzchała ostrożnie na sąsiednie pola.
Bezsprzecznie jesień zawitała w te strony kilka tygodni temu – pomyślał Wędrowiec. Nawet w duchu nie próbował komentować spostrzeżonego widoku.
To jeden z tych, które zwilżają oczy, ściskają gardło i blokują głos. Znane pola uprawne, teraz niczym nie różniły się od siebie. Wszystkie pokryte srebrem nocnego szronu. Ten zaś zwiastował niechybnie rychłą zimę. Latem widok z lotu ptaka ujawniłby różnice, teraz wszystko było jednakie.
Radość zapomniana przez wiele lat niespodziewanie odrosła w sercu, gdy ujrzał skraj lasu. Dobrze wiedział, że po niemal dwudziestu krokach skierowanych w jego głąb mógłby okręcić się wokół siebie i bez spojrzenia nawet, trafić wprost... – przerwał myśl. Bał się nie samego słowa, ale tego, co się z nim wiązało.
Część 22 / 2
Od lat nie odwiedzał tego miejsca. Nawet wiatr snów nie unosił go w to miejsce.
A wiatr tego dnia dął silniej niż kiedykolwiek pamiętał.
Miedza poprowadziła go dokładnie na to miejsce, o którym niegdyś chciał zapomnieć. Dziś potrzebował raz jeszcze ujrzeć ten widok.
Skryty za palisadą wysokich topoli spoglądał spod przymkniętych powiek