Inne · 3 min czytania
Wędrowiec
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
„Wędrowiec”
Pośrodku drogi, tuż przy jej rozstaju, stał młody chłopak. Jego spokojny wzrok obiegał horyzont. W dłoni dzierżył kostur zakończony słońcem. Ubrany był w czarną pelerynę, a na nogach miał sandały. -Tak. – rzekł do siebie. – Trzeba zdecydować, Patrzył na drogowskaz, który wydawał się stać tam od tysiącleci. Jego zmurszałe ramiona kierowały się w ośmiu kierunkach. -Z jednej strony świątynia zagłady, z drugiej świątynia życia... Która z nich? Celem mym jest przecież świątynia zagłady, by poznać sens życia muszę do niej dotrzeć. Cóż jednak spotka mnie w świątyni życia? I tak stał. Nieoczekiwanie zbliżył się do niego młodzieniec niosący na barkach małego chłopca. Na widok wędrowca przystanął. -Witaj, nieznajomy. Łazik odwrócił się. -Na imię mam Ozjasz, a to jest Misza. Idę właśnie do świątyni zagłady. Czy ty też się tam wybierasz? Wędrowiec nie odpowiedział od razu. Przez chwilę patrzył na drogowskaz, a potem powiedział cichym, srebrnym głosem: -Po co go tam niesiesz? Ozjasz spojrzał na łazika. -Skąd ty jesteś? Milczenie. -Ja idę do świątyni zagłady, aby poznać sens życia, ale waham się, bo przede mną jeszcze drugi wybór... -Świątynia życia? Byłem tam. Nie ma tam czego szukać. -