Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 23 min czytania

Weekend

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

1

Wszystko zaczęło się, gdy w czwartek wieczorem zadzwonił do mnie Steven. Był moim najlepszym przyjacielem. Chciał zapytać się czy jadę z nim i jego przyjaciółmi na biwak. Planował wyjechać w piątek, tuż po lekcjach w naszym liceum. Po powiadomieniu rodziców, którzy nie mieli nic przeciwko, zgodziłem się na wspólny wyjazd. Steve przedstawił nasz skład. Annie- jego dziewczyna. Brooke- szalona brunetka, fanka Guns N Roses. Elen- ułożona, spokojna blondynka, która zawsze o wszystkich dbała i tryskała pomocą. Jim- wokalista jednego z podziemnych zespołów Rockowych. Lucas- wyluzowany blondyn nie posiadający żadnej pasji. Podsumowując, była nas siódemka. Po potwierdzeniu obecności na biwaku, Steve wymienił rzeczy, które powinienem ze sobą zabrać. Mówił o śpiworze, ciepłym kocu, własnym żarciu. Wspomniał o sprayach anty komarom i jakimś lekom, gdyby komuś się coś stało. Namiot miał załatwić on. Wczuł się w rolę organizatora, co trochę mnie śmieszyło . Po kliku kolejnych radach zakończyliśmy długą rozmowę. Ucieszony na wieści o wyjeździe wyjąłem dość małą torbę z szafy. Wrzuciłem do niej ciepły koc, włożyłem trzy pary skarpetek, trzy pary gaci, dwa t-shirty, dwie bluzy, długie dresowe spodnie i krótkie sportowe. Zabrałem jeszcze dezodorant, szczoteczkę i pastę. Byłem już prawie gotowy. Został mi jeszcze do spakowania śpiwór. Zapytałem się ojca czy mógłby mi pożyczyć na weekend. Bezpośrednio mi go wręczył, ostrzegając, żebym go nie zniszczył, a co dopiero zgubił. Zawsze był uważny i złościł się, gdy ktoś przekładał lub ruszał jego rzeczy. Wyzywałem go od pedantów. Wepchnąłem śpiwór i stwierdziłem, że jedzenie załatwię jutro przed szkołą. Była 22. Dzisiejszy dzień był dla mnie bardzo ciężki. Każdy czwartek był wykańczający. Po ośmiu godzinach męczarni w szkole, musiałem od razu zmiatać do domu. Tam zjadałem coś na szybko i od razu jechałem na trening koszykówki, w klubie Red Horses, który był oddalony o pięć kilometrów od mojego domu. Po powrocie nie miałem kompletnie na nic siły. Olewałem naukę właśnie dla tych treningów. Były dla mnie niezwykle ważne, ponieważ miałem szansę stać się zawodowym graczem. Schowałem torbę z powrotem do szafy. Poszedłem przebrać się do łazienki i natychmiast rzuciłem się zmęczony na łóżko. Myślałem, czy nie wyjąć książki i nie poczytać trochę przed snem, ale ostatecznie usnąłem, myśląc nad tym. 2

O 6.30 obudziło mnie brzęczenie budzika znajdującego się na szafce nocnej. Po kilku walnięciach w niego, nie przestawał uparcie dzwonić. Doprowadzało mnie to do szału. Poddałem się w końcu głośnym dźwiękom, wyłączając go kompletnie i podnosząc tyłek z ciepłego, przyjemnego łóżka. Po wzięciu prysznica i ubraniu się, zszedłem na dół i przywitałem rodziców, którzy spożywali opychające śniadanie. Dołączyłem do nich, ale nie miałem kompletnie ochoty, więc, aby rodzice się nie czepiali, wciągnąłem jedną kanapkę z pasztetem, popijając szklanką soku pomarańczowego. Przy stole mama zaczęła rozmowę na temat zbliżającego się biwaku. - Nick, dokąd się wybieracie na ten cały biwak?- pytała bezlitośnie. - Mamo! Już mówiłem ci, że nie wiem. Steve powiedział tylko tyle, że pojedziemy na weekend do pobliskiego lasu. - Co za głupoty! Tam będzie niebezpiecznie! Ilu was tam jedzie?- Takiego typu pytania dręczyły mnie cały ranek. Nie wytrzymując, szybko wstałem od stołu. Pobiegłem na górę, gwałtownie otworzyłem drzwi od mojego pokoju i chwyciłem plecak z książkami leżący na nieposłanym łóżku. Następnie z szafy wyjąłem zostawioną wczoraj wieczorem torbę z niezbędnymi rzeczami na biwak. Złapałem prawą ręką za uchwyt i wyszedłem zamykając hałaśliwie drzwi. Gdy schodziłem po schodach, przypomniało mi się, że muszę mieć jakieś żarcie. A żeby je kupić należy mieć pieniądze. Portfel- pomyślałem i wróciłem się do pokoju. Wyjąłem go z szuflady w biurku i sprawdziłem czy trzymam telefon w kieszeni. Po obmacaniu się, ponownie zszedłem na dół. Tata kończył poranną kawę, a mama grzebała w szafce stojącej przy telewizorze. Przy wyjściowych drzwiach, krzyknąłem, że już wychodzę i będę dopiero w niedziele. Tata przytaknął, mama wykrzyczała, abym na siebie uważał i koniecznie codziennie dzwonił. Nie odpowiedziałem. Otwierając drzwi poraziło mnie mocne Californijskie słońce. Sięgnąłem po okulary znajdujące się w plecaku. Założyłem je na nos i mocnym krokiem ruszyłem przed siebie. Miałem na sobie żółtą koszulkę Led Zeppelin, czarne spodenki i białe buty Nike. Spojrzałem na zegarek w telefonie. Była 7.23. Do szkoły szedłem na piechotę około piętnastu minut. Mogłem równie dobrze podjechać trzy przystanki autobusem, ale skoro miałem czas, wolałem się przejść. Nie przepadałem jeździć komunikacją miejską. W autobusach strasznie śmierdziało starymi ludźmi, którzy zamiast spacerować, wolą kisić się w gorącym pomieszczeniu na kółkach, nieustannie się przy tym pocąc. Po drodze miałem zajść do sklepu, aby wykonać kolejne polecenie Steva. Szedłem tak pięć minut gwałtownie drapiąc się w nos. Strasznie mnie od rana swędział. Tego ranka temperatura powietrza wynosiła 28 stopni C. Było wyjątkowo gorąco. Idąc, rozmyślałem na temat naszej wyprawy. Byłem ciekawy czy Steve wymyślił jakieś zajęcia. Sądząc po jego zapale do organizacji na pewno ma jakieś plany. Zastanawiałem się na temat Brooke. Chciałem ją poznać, bo sądząc po opowieściach Lucasa, który był jej dobrym kumplem, dziewczyna jest naprawdę sympatyczna i wyluzowana. Na chwilę przerwałem rozmyślania, ponieważ zbliżałem się do sklepu. Wszedłem i poczułem przyjemny powiew chłodnego powietrza. Podszedłem dalej, przywitałem się z Johnem. Był on właścicielem sklepu, a przez to, że często się tu zjawiałem, poznaliśmy się. Powiedziałem, że potrzebuję jakiś dziesięciu kiełbas na ognisko i kilku browarów Paulanera wraz z dwoma paczkami chipsów. Wręczył mi wymienione produkty, pytając jeszcze o liczbę butelek piwa . – Podaj mi pięć, John- odparłem. Wyjął i wpakował do torby przed tym wciskając jakieś cyferki na kasie. Zapytał się czy to wszystko. Pokręciłem głową i zapytałem ile płacę. – 17.50$ - odpowiedział. Sięgnąłem do tylnej kieszeni po portfel. Wyjąłem z niego dwadzieścia dolców i wręczyłem mu . Wydał resztę, podał zakupy, pożegnaliśmy się i wyszedłem z chłodnego raju. Skręciłem w prawo. Do szkoły miałem zaledwie trzy minuty drogi. Ponownie założyłem okulary przeciwsłoneczne i powróciłem do poprzednich myśli. Chwile potem usłyszałem czyjś głoś, wykrzykujący moje imię. Był to Lucas. Z daleka wyglądał jakby wybierał się w podróż dookoła świata. Miał plecak i dwie małe torby. Na jego głowie leżała biała czapka z daszkiem. Szedł w białej koszuli, białych spodniach ¾ oraz sandałach. Podszedł do mnie z wielkim uśmiechem. - Siema, ziom- powiedział. - Siema. Po co ci tyle bagażu? Co ty tam trzymasz? – odparłem z zainteresowaniem. - No wiesz- na jego twarzy zagościła jeszcze większa oznaka zadowolenia -Browary, a co innego- zapytał, jakby to było pytanie retoryczne. -Słuchaj. Ja nawet nie wiem dokąd i czym jedziemy na ten biwak, dostałeś jakieś informację na ten temat? - No proste! Jedziemy furgonetką Jima do lasu oddalonego o jakieś czternaście kilometry. Jeszcze nie wiadomo o której dokładnie wyruszymy, ale wszystko ustalimy po szkole. Furgonetka Jima to dziewięcioletni czarny Dodge. W środku zawsze przewala się pełno resztek po żarciu z dużą ilością pustych butelek po piwie. Miałem zaszczyt jechać tym vanem tylko raz i nawet mi się podobało. Typowo Rockowy klimat tego auta do mnie przemawiał. Były tam poprzyklejane plakaty Rolling Stonesów, Aerosmith, AC/DC, Bon Jovi czy The Who i The Doors. Szliśmy tak rozmawiając i już prawie wchodziliśmy do szkoły, gdy usłyszałem kolejny bardzo znajomy głos, wykrzykujący moje imię. Był to Steven. Szedł szybkim krokiem, śmiesznie odpychając torbę nogą, którą trzymał w prawej dłoni. Był ubrany w zieloną koszulkę, na której widniał zabawny napis ,, Przewodnik Steven,,. Podszedł do nas z poważną miną. - Siemano laski! – wykrzyczał, wybuchając śmiechem. - A ciebie co tak śmieszy, bałwanie?- zapytałem. - Właściwie to nie wiem. Cieszę się bardzo na ten wyjazd. Będzie zabawnie . Mam nadzieję, że macie jakieś żarcie, bo najbliższy supermarket jest siedem kilometrów od miejsca, w którym rozstawimy biwak, a nie mamy zamiaru ciągle tam jeździć. Kiwnąłem głową i rzekłem, że mam pakiet kiełbasek i chipsy. Lucas powiedział o swoim zaopatrzeniu składającym się z prawie samego alkoholu. -Dobrze – odparł z zadowoleniem Steve. Weszliśmy we trójkę do szkoły. Udaliśmy się do swoich szafek. Po drodze uścisnąłem dłoń kilkom znajomym. Gdy doszedłem, wcisnąłem tam ostrożnie torbę uważając na butelki piwa. Zamknąłem, włożyłem kluczyk do kieszeni, założyłem plecak i podszedłem do Steva, stojącego nieco dalej ode mnie. Tylko z nim, z uczestników całej nadchodzącej wyprawy chodziłem razem do klasy. - Ruszaj się- powiedziałem ziewając. - No już, już. Muszę wypakować z plecaka niektóre rzeczy i wsadzić je do torby – szybko odpowiedział. - Gdzie Annie ?- zapytałem jękliwym głosem. - Zaspała jak zwykle. Zadzwoniłem do niej pół godziny temu i jeszcze leżała w łóżku. Zjawi się na drugą lekcję- odpowiedział zasuwając suwak plecaka. Potaknąłem i zaraz potem Steve zamkną szafkę, założył plecak i klepnął mnie w plecy. - Gotowe! Jaką lekcję teraz mamy, smutasie ?- zapytał z uśmiechem. - Chyba angielski- odpowiedziałem.- Ej! Chwila! Dzisiaj jest przecież sprawdzian z angielskiego! Umiesz cokolwiek ?- zapytałem niespokojnie - Cholera! Nie. Która godzina ? Sięgnąłem do kieszeni po telefon i odblokowałem klawiaturę. - 7.54. To co robimy? Zostajemy czy wychodzimy ? - Oczywiście, że wychodzimy. Pójdziemy po Annie, ok? - W porządku. Więc chodźmy – odparłem z małym uśmiechem. - A plecaki ? Co z nimi? Zostawiamy w szafkach, czy zabieramy ze sobą? - Zostawmy – odpowiedziałem. - Dobra. Annie mieszkała niecały kilometr od szkoły, więc przeszliśmy się spokojnym krokiem. Podczas spacerowania rozmawialiśmy o planach, jakie Steve wymyślił na zbliżającą się wycieczkę. Mówił mi o tym, że chłopaki mają zamiar przestraszyć dziewczyny, przebierając się w obszarpane ubrania i zakładając do tego maski Jima, przedstawiające ohydne potwory. Wspomniał także coś o ognisku, jednak nie był zbyt szczegółowy i cały czas odpowiadał, że dowiem się wszystkiego na miejscu. Tymczasem doszliśmy już do domu Annie. Steve wyjął z kieszeni Nokie i wystukał numer. -Hej kochanie! Stoję właśnie z Nickiem pod Twoim domem. Możemy wejść? Są twoi rodzice? Steven wysłuchiwał uważnie co odpowiada mu jego dziewczyna. - No w porządku. To my tu poczekamy – powiedział, spokojnym tonem. Rozłączył się całusem w słuchawkę. - Musimy na nią poczekać około pięciu minut. - oznajmił. - Ok. - Jak myślisz, Jim weźmie jakieś zioło czy dragi?- zapytałem z zainteresowaniem. - Jestem tego pewien. To nawet lepiej. Wszyscy będą wyluzowani. Zapowiada się naprawdę wspaniały weekend- odparł z zadowoleniem. - O tak! Z pewnością. A ta dziewczyna? Chodzi mi o Brooke. Jaka ona jest? – zapytałem. Nie ukrywałem chęci poznania teraz jakiejś dziewczyny. Już od prawie pięciu miesięcy…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Weekend — czytnik · opowiadania