Inne · 9 min czytania
Weekend Antoniego
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
IMPREZA
Piątek, wieczór – moment zamykający kolejny tydzień harówki. Bary i lokale odżywają na nowo. Wypełniają się ludźmi. Huczą i kręcą kolorowymi światłami. Nie ma szefów, matmy ani smutnych twarzy. Po godzinie zabawa rozkręca się na dobre. W rytmicznym łomocie panie i panowie wyciskają z siebie siódme poty robiąc sprężyste wygibasy lub tankują przy barze. Samotni szybko znajdują towarzyszy na weekend. Taki obraz imprezy miał przed oczami Antoni. Jego myśli tańczyły mu w głowie wyskakując uszami. Cały drżał na myśl, że ten piątek postanowił spędzić inaczej niż zwykle. Stał w cieniu swojego skromnego mieszkania i patrzył w gwiazdy przez wielkie okno. Wielka, ciemna otchłań za oknem wzywała go. Jeszcze chwilę ręce trzymał w kieszeniach. Potem ruszył. - Trzeba się bawić. Trzeba się bawić – powtarzał sobie jakby w transie. Założył kurtkę i buty. Po cichu zdjął łańcuszek, odsunął zasuwę, a drzwi rozwarły się. Skrzypnęły raz a dobrze. Ukazały starzejące się ściany korytarza. Światło Księżyca padało na stopnie przez niskie szyby. Wszystko było niebieskie. Rozejrzał się wokół. Ani żywej duszy. - Pewnie wszyscy są na zabawie – powiedział do siebie, a głos jego powrócił i uderzył po uszach. Wyszedł na podwórko. Krążyły w jego okolicach legendy o super spelunie zwanej Ibiza. Mówiono, że jest tam odlotowa muzyka (cokolwiek to znaczy) oraz klimaciarski wystrój. Mówiono, że wszyscy tam chodzą. - Jak trzeba się bawić, to tylko tam – pomyślał. Założył kapelusz, ręce wsunął do kieszeni, skulił się i poszedł jasno oświetlonym deptakiem. W dzień jest tu dużo ludzi. Teraz był tutaj zupełnie sam. Po jakichś pięciu minutach skręcił w stronę starej, nieskończonej budowli. Psy ujadały za płotem, a on grzązł po kolana w deskach. Była to droga na skróty. W końcu wyszedł z powrotem na miasto i zobaczył w oddali migające światła. Otrzepał się z desek. Poprawił kapelusz. Wiedział, że mógł się jeszcze wycofać, ale ruszył przed siebie. Widać, że nie panował do końca nad własnym ciałem. Zbliżał się powoli do wejścia. Chusteczką w groszki otarł pot z czoła. Po chwili pojawił się nowy pot. Dyszał coraz bardziej. Serce dzwoniło. Jego kroki usłyszeli ludzie stojący przy wejściu. Spojrzeli. Nie! Ich zabójczy wzrok przeszył Antoniego na wylot. Serce na chwilę przestało bić. Opadł z sił, przewrócił się, lecz podążał dalej. Pełzał. Chwycił za klamkę. - Trzeba się bawić – powtarzał sobie zlany potem, jakby wyszedł spod prysznica. – O mój Boże, do dzieła. Zdyszany wpadł do środka. W mig został uderzony głośną muzyką, oślepiony światłami. Odskoczył do tyłu. - Co się dzieje? – spytał sam siebie. – To ufo? Rozglądał się wokół przerażony. - Trzeba się bawić – powtarzał sobie znowu. Wszyscy zaczęli gapić się na niego. Przerwano muzykę. Przerwano światła. Wszyscy zamilkli. Znieruchomieli. Otworzyli oczy szeroko. W rogu po lewej siedziała kobieta w błękitnej, błyszczącej sukni wieczorowej. Na stopach miała niebieskie sandały na szpilce. Noga założona na nogę tak, że jedna stopa dumnie zadzierała się w górę. Siedziała przy okrągłym stoliku sama z drinkiem w dłoni. Patrzyła się w stolik i wybuchła śmiechem. Jej śmiech rozchodził się na cały lokal. Śmiała się bez końca. Śmiała się w kółko i od nowa. Cały czas patrzyła w stolik. Antoni chciał zniknąć. Odzyskał orientację w przestrzeni i uciekł stamtąd gdzie pieprz rośnie. Biegł długo. Zniknął w ciemnej otchłani.
PRAWDZIWA MIŁOŚĆ
Sobota, popołudnie. Wszyscy siedzieli w kinie na filmie „Prawdziwa miłość 3”. Opowiada on o losach młodego, superprzystojnego Emiliano, który już po raz trzeci doznaje niepowtarzalnego smaku prawdziwej miłości. Krytycy pisali o nim krótko: wartka akcja i realistyczne efekty specjalne. Podobał się wszystkim, więc Antoni także postanowił się nań wybrać. Usiadł w trzecim rzędzie obok staruszki. Po nużących reklamach światło przygasło i wszyscy zaczęli podskakiwać z podniecenia. Już na samym początku Antoniego wbiła w fotel wieść, że Karolina nie żyje. Później napięcie tylko rosło. W połowie filmu ukazała się widzom słynna scena zapierającego dech w piersiach pocałunku Emiliano z Krystel połączona z masakrą piłą łańcuchową oraz wybuchem termojądrowym. - Samo życie – zauważyła staruszka. Antoni nie mógł oderwać oczu od ekranu. Niestety nawet dobre filmy kiedyś się kończą. Gdy światło ponownie rozbłyśnie, trzeba pokonać odrętwienie i wraz z prądem tłoczących się ludzi wypłynąć na…