Inne · 21 min czytania
Węgiel i diament
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Węgiel i diament
Część pierwsza
1. Mała delikatna dłoń czternastoletniej dziewczynki wyciągnęła z szarego pudełka kawałek papieru. Był to urwany fragment jakiejś lokalnej gazety. Z daleka zauważyć można było na nim wyraźnie nakreślony iks. O taki właśnie „X”. Popatrzyła na ten papier mętnymi, wyczerpanymi oczami. Po chwili zachwiała się lekko i bezwładnie przewróciła. Jej brat, stojący z boku zdążył ją złapać. Zemdlała. Z boku doleciał głos starszego mężczyzny: - I co, ona też? – zapytał Brat dziewczynki nie odpowiedział. Miał na imię Paolo. W życiu był bardzo nieustępliwy, rzadko dawał sobą pomiatać, nawet dorosłym. Zważywszy na to, że miał siedemnaście lat, cechował go twardy i zdecydowany charakter. Wielu podziwiało go za to. Nawet teraz, gdy znajdowali się wraz z dwudziestką innych dzieci i młodych ludzi w zamkniętej celi, mimo tego, że pytanie padło z ust dorosłego mężczyzny, uzbrojonego w pistolet, nie wystraszył się nie okazał żadnego świadectwa uległości. - Zadałem pytanie! A może wolisz, żeby panowie Smith & Wesson przekonali Cię do odpowiedzi? – powiedział z naciskiem, delikatnie gładząc palcami swój przypięty do pasa pistolet w kaburze. - Tak, ona też! Zemdlała, zajmę się nią! – powiedział bardzo spokojnie, ale i dobitnie. Paolo zaniósł siostrę na jej koc, przykrył ją swoim. Sam usiadł obok niej na zimnej podłodze celi. Jego siostra miała na imię Zuzanna. Czternastoletnie dziecko leżało obok niego. Opiekował się nią od dwóch tygodni nieprzerwanie. Cała sprawa wyglądała bardzo nieciekawie i źle. Wracali właśnie z zagranicznych kolonii. Już mieli wsiąść do samolotu w słonecznym Tbilisi, gdy nagle ich przewodniczka zawróciła całą grupę i skierowała ich w stronę kilku półciężarówek. Jacyś ludzie przewieźli ich do budynku na krańcach Tbilisi. Budynek ten kiedyś służył za więzienie. Szary kompleks rozłożony na pustkowiu, otoczony był jak każde więzienie szczelnym łańcuchem ogrodzeń, dołów i wieżyczek wartowniczych. Pomieszczenia te opuszczone stały od kilku dziesięcioleci. Wiatr do woli szalał w pustych celach, ganiał światło i kurz w korytarzach. Tego dnia jednak nawet wiatr dał sobie spokój i nie wychylał się zbytnio. Może bał się groźnie wyglądających ludzi z bronią... Może! Myślę, że to widok garstki bezbronnych dzieci dał mu do myślenia. „Coś tu może być nie w porządku... niech sytuacja rozwija się sama... i przynajmniej nie będzie im tak zimno!” Dzieci zostały wypakowane z samochodów i zaprowadzone do celi. Wypakowane... tak, to wyglądało! Do końca nie wiedzieli zbytnio, co się stało. No może akurat to wiedzieli. Jednak nie znali zamierzeń grupy, która ich sprowadziła w to miejsce. Nie wyglądało to zbyt dobrze! Bo nie było dobrze!
2. Do celi, w której siedzieli na podłodze wyłożonej kocami wszedł nagle mężczyzna w ciemnych okularach. Większość z nich zapamiętała ten szczegół. Ów mężczyzna dość spokojnym i donośnym głosem oznajmił im, że jeśli ich rodzice będą postępować prawidłowo, to im się nic nie stanie i za jakieś dwanaście godzin się rozstaną. Jeśli zaś w ciągu trzech godzin na konto jakiegoś-tam banku nie wpłynie dana kwota, to czworo z nich pożegna się z resztą i ze światem. Pech chciał, że rodzice dzieci nie wpłacili pieniędzy, tzn. ani po trzech godzinach, ani nigdy później. Głupia duma? Raczej stało się tak po namowie policji... Wydział do spraw kontaktów z terrorystami, czy jak to się nazywa zawsze mówi w takich wypadkach „nigdy nie negocjujemy z przestępcami”. Zanim zostały podjęte jakiekolwiek działania, ów mężczyzna w okularach przyniósł dzieciom szare pudełko i kazał wyciągać losy. - to najważniejsza gra w waszym życiu – powiedział. Nie wyjaśnił im, że istotnie grają o swoje życie. Kilku starszych chłopców, w tym i Paolo domyślili się tego, gdy czwórka wylosowała kartki z krzyżykiem. Mała Zuzanna też była w tej czwórce!
3. Gdy Zuzanna ocknęła się, leżała na kocu. Obok niej leżał Paolo. Zauważył, że ocknęła się i zaczął mówić do niej spokojnym głosem, jednak śpieszył się, jakby zaraz miało mu zabraknąć czasu. Pytał, jak się czuje, czy nie boli ją głowa... zadawał jej podobne pytania do tych, które co dzień słyszała podczas wakacji. Opiekował się nią aż nadto! Pocałował ją w czoło i powiedział spokojnym głosem. - Musisz zachowywać się spokojnie, bez niepotrzebnych nerwów. Obiecaj mi to! Skinęła głową, choć jeszcze do końca nie wiedziała co się dzieje. Zły sen, jakim miała się okazać rzeczywistość nie rozpłynął się tylko dalej z pełną mocą kołatał w jej głowie, ciągle dając znać o sobie. - Nic Ci się nie stanie, wiesz, że nigdy bym na to nie pozwolił, prawda? Czule pogłaskał ją po głowie delikatnie mierzwiąc jej włosy. - Posłuchaj mnie uważnie. Nikomu nic nie zrobią. Zależy im tylko na pieniądzach. Może są bezduszni, ale mają trochę rozumu. Jeśli komuś z nas stanie się krzywda, wtedy nici z ich planów. A porażki nie zniosą. Wierzyła mu! Nie dlatego, że musiała, lecz dlatego, że ją przekonał. Przytuliła się do niego, była już spokojna. - Gdyby jednak coś miało się stać – kończył – idź za większą grupą, najlepiej za Karolem. I o nic się nie martw! – uśmiechnął się do niej. Karol – tak miał na imię jego najlepszy przyjaciel, który razem z nimi pojechał na te pechowe kolonie do Gruzji. Skoro Paolo ufał mu bezgranicznie, wiedziała, że ona też może!
Część 22 / 2
4. Dziwny spokój, który jeszcze kilka minut temu panował w jej sercu, teraz ustąpił miejsca przerażeniu. I to w najgorszej, najstraszniejszej formie. Płakała, wręcz szlochała leżąc na kocu. I była sama. Dość powiedzieć, że pieniądze z okupu nie płynęły na czas. Paolo mówił jej, obiecywał że nic się nie stanie. Dlaczego on to zrobił, jak mógł?! To nie było uczciwe, jak mógł?! Oddychała szybko w dusznej i wilgotnej celi. Karol starał się ją uspokoić, ale to na nic! Dlaczego on mi to zrobił? Rozumiała teraz wszystko... nic się nie mogło jej przytrafić, bo to on wziął na siebie jej kartkę. Jej los...! Jeżeli nicość jest wszystkim, to właśnie w tej chwili tak się czuła. Miała w sobie wiele pozytywnych uczuć i negatywnych też, wiele pytań, wiele żalu. Jednak to wszystko było niczym. Nie miała nic. O Boże!! Dlaczego??!!!
5. Do końca życia na przemian chciała zapomnieć o wydarzeniach tamtych dni, lub żeby okazały się nieprawdą! Tak rzadko zdarza się to, czego człowiek chce. Wspomnieniom tym towarzyszyły też obrazy ich uwolnienia. Jeszcze nigdy nie widziała tak brutalnych ludzi. Do końca sama nie była pewna, jak im wszystkim udało się wyjść z tej sytuacji cało. Karol starał się odwrócić jej uwagę, lub czasem zasłaniał jej oczy. Cała reszta wspomnień zlała się z ciemną masą nadziei i żalu. Nie mogła i nie chciała nawet przypominać sobie reakcji jej rodziców na wieść o tym, co się stało. Pamiętała, że Karol właśnie opowiedział im o wszystkim. Długo potem obiecała sobie, że już nikt nie będzie się za nią poświęcał, sama będzie robiła to, co do niej należy. Pamiętała jeszcze ostatnie słowa Paolo „Pamiętaj, że nawet z ciemnego węgla po latach powstaje diament. Będzie dobrze, zawsze byłem i zawsze będę z Tobą”. Potem właśnie zrozumiała, co miało się zdarzyć, ale jego już nie było. Cała reszta wspomnień zatarła się i utworzyła jedną ciemną kulę, do której już nigdy nie mogła zajrzeć.
Część druga
1. Wyszedł nagle. Na dworze panował gęsty mrok, przez który przedzierały się strugi jesiennego deszczu. Ona została w domu. Sięgnęła po papierosa i podeszła do okna, wychodzącego na małe podwórko przed kamienicą. Robiła tak zawsze po poważnej kłótni. Myślała wtedy o swojej szkolnej miłości, która przez dziesięć lat nie opuszczała jej duszy. Cofała się w czasie marzyła o tym jedynym. Cudowne czasy. Najlepiej zapamiętała wspólną rozmowę o... - Mamo, nie widziałaś mojej apaszki od babci? – wyrwała ją brutalnie z podróży do przeszłości córka. - Nie, skarbie – odpowiedziała zawiedziona. Julka to jej jedyne szczęście w tym okrutnym świecie. To właśnie ona była przyczyną jej zupełnie nieudanego małżeństwa. Z początku sądziła, że związek może się udać, ale po pierwszych dwóch latach pozbawiono ją wszelkich złudzeń. Mieli paradoksalnie odmienne charaktery, byli uparci i zazwyczaj godziła ich córka, która cierpiała najbardziej. Jednak tym razem miarka się przebrała i postanowili się rozwieść. Nie było sensu ciągnąć związku bez żadnej przyszłości, który był obfity w kłamstwa, zdrady i pozbawiony uczucia. Oboje uważali, że to najlepsze wyjście. Julka była prawie dorosła i z czasem zrozumiała rodziców, którzy nie potrafili odnaleźć wspólnego języka na niebezpiecznej linii życia. Jeszcze nie planowała przyszłości już po zakończeniu sprawy rozwodowej. Ciągle była atrakcyjną osobą, ale również bardzo zdecydowaną i pewną siebie, dlatego też nie chciała ponownie popełnić błędu jakim jest małżeństwo. Zwyczajnie nie wierzyła, że los kiedyś się do niej uśmiechnie i pragnęła szczęścia wyłącznie dla dziecka. Wyjątkowego dziecka. Julia miała porażenie mózgu od urodzenia. Uczęszczała najpierw do przedszkola integracyjnego, a następnie do podstawówki oraz gimnazjum, również integracyjnych. Mimo choroby dziewczyna była niezwykle samodzielna i nigdy nie sprawiała problemów, nawet w szkole. Być może dzięki słabemu zaawansowaniu choroby. Do tego dochodziły jej zdolności plastyczne. Miała cudowny dar nanoszenia swoich uczuć, marzeń, niepokojów na płótno. Malowała już w przedszkolu, jednakże w sposób nieśmiały, mało dojrzały i niewyraźny. Z czasem jej zdolności zaczęły nabierać wyrazu i zachwycały niemal każdego oglądającego jej prace. Finansowo zawsze im się układało. Julka ma najlepszych rehabilitantów, ma nawet własnego mecenasa, który organizuje wystawy jej prac. To już koniec jej cierpień związanych z mężem. Po rozwodzie zaczyna nowe życie i całą uwagę skupia na córce. Tak będzie najlepiej. Z pracą nie będzie problemów, ponieważ to ona jest właścicielką firmy, w której pracuje i nikt jej stamtąd nie zwolni.
2. Stała w kolejce w drogerii i czekała na swoją kolej. Nagle poczuła czyjś oddech na karku. Nie odwracała się, bo po co. To przecież zwykły klient, który pewnie pragnie zdobyć jakiś cudowny flakonik perfum. Jednak owy oddech stopniowo stawał się szybszy, a jego właściciel zaczął wydawać nieokreślone dźwięki. Odwróciła się zaniepokojona i ujrzała dziwną twarz. Była to twarz mężczyzny w średnim wieku, już poorana zmarszczkami. Najciekawsze były oczy. Duże, błyszczące, czarne jak heban. Wpatrywały się w nią ze śmiałością, wyzywająco z niezwykłą prowokacją.