Inne · 3 min czytania
Wehikuł
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Radosław Tomala
Wehikuł
Wyjazdu rodziców Marcin wyczekiwał ze zniecierpliwieniem już od dobrych trzech tygodni. Jak każdy młody chłopiec marzył, by zasiąść za kierownicą najnowszego Mercedesa i z przeciwsłonecznymi okularami na twarzy zapuścić ośmiocylindrowy silnik. Następnie takim samochodem przejechać po głównej ulicy miasta, z ręką wystawioną przez okno, którą można by pozdrawiać patrzących zazdrosnym okiem przechodniów. O godzinie osiemnastej zero-zero marzenia Marcina zaczęły się spełniać. Chłopiec wygodnie usiadł na głębokim, pokrytym skórzaną tapicerką fotelu. Unosząc się lekko położył dłonie na chłodnej, miękkiej i aksamitnej kierownicy. Opuszkami palców poczuł miejsce, gdzie znajdowały się ręcznie założone szwy ze schowaną do środka nitką. Wziął kilka głębokich oddechów, delektując się zapachem nowości, luksusu i elegancji. Potem prawą rękę oderwał od kierownicy i położył ją na rączce zmiany biegów. Nawet jego mała, chuda dłoń idealnie układała się na kulistej, drewnianej gałce. Wszystko w tym samochodzie było jak ze snu. Także malutki, plastykowy medalik z wizerunkiem Matki Bożej wyglądał w aucie jakby był wykonany ze szczerego złota. Miał prawdziwą wartość, a nie tylko symboliczną. Sprawiał, że człowiek chciał go zerwać z lusterka kierowcy i założyć