Psychologia · 6 min czytania
wena-reaktywacja
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Dziś nastał kolejny dzień, …dzień niby zwyczajny, bo podobny do poprzednich, niby inny, bo kolejny i zróżnicowany pod względem jakichkolwiek rozrywek typu wszelakiego…, choć dziś nie obfitował w jakiekolwiek, ale to przecież nieważne… Stary dobry nowy dzień... Stary, bo podobny do innych z serii: "rozdrapywanie ran pozostających gdzieś tam w ukryciu, lecz ukazujących się w przypływie nicnierobienia i innych tego typu rzeczy jako zwyczajny objaw maniakalnego lenistwa połączonego z naturalnie wynaturzonym rodzajem przygnębienia bezobjawowego…". Bo w gruncie rzeczy czasem przychodzi taki właśnie dzień i nastrój typowo nietypowy zmuszający nas do refleksji, mimo, iż z góry wiadomo wszem i wobec, że do niczego konstruktywnego one nie doprowadzą, jedynie nadwerężą psychikę i, i tak już skołatane serce, skład inąd kawą, nie przemyśleniami… I tak też w drodze na margines myśli rozbieżnie nietrzymających się tematu docelowego wracam do meritum …Otóż rozdrapuję wszystko i odkrywam najbardziej odległe wspomnienia i co się okazuje? Ano to, że w najbardziej niespotykanych wcześniej momentach mojego, jakże krótkiego acz treściwego żywota, zaczynam pisać…, przelewać na papier lub, mówiąc dosadniej, posługując się dotknięciami klawiatury, moje myśli …Wtedy wraca ona, pani i strażniczka tekstu mądrzejszego niż zwyczajne „Cześć mam na imię X i lubię rysować….”, a może to kolejne złudzenie??? Cóż o złudzeniach będzie później…na razie mowa tu o czymś górnolotnym i wysublimowanym z wszelkich domysłów… Mówiąc krótko: wena wraca i pisze bzdury takie właśnie, a na domiar złego sądzę niestrudzenie ze są wartościowe… (kołatanie myśli ciąg dalszy…monolog wewnętrzny akt pierwszy).No, ale przecież musza być wartościowe, bo są moje, moje, moje, tylko moje, skrywane gdzieś tam we wnętrzu wnętrza mojej duszy anioła (przesadzam, ale to na potrzeby literatury wyższej przecież)... Więc stanęło na tym, że są wartościowe, przemawiają za lękami, obawami, za tym, co piękne i za tym, co nieodgadnione (tajemnica spowiła widownie), zadręczanie się własnymi bojami sądów i potencjalnych myśli, których tu dużo za dużo lub moja wada wzroku daje o sobie znać… Tak czy siak wena wraca, ja pisze i zagłębiam się w tą ciszę (jak to jeden z zespołów hh napisał i zaśpiewał niegdyś). Tak czy owak muszę się lojalnie przyznać, że cicho tu nie jest, a owy hip-hop już wspomniany ani trochę mnie nie kręci … Ale wyszło ładnie, tak ludowo, (bo jak przystało na Słowiankę rodowitą z herbem w CV rymy muszą być… To niczym Witkacy,…choć on zwariował bidulek,…no nie ważne zachwyt być musi…) …Udręka,…rozpaczliwe poszukiwanie zbieżnych wydarzeń na autostradzie wspomnień, które…