Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Thriller · 6 min czytania

Weronika

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

– Kocham cię – szepnęła Weronika, żegnając wyjeżdżającego do pracy męża. Prawdziwe szczęście długo kazało na siebie czekać, lecz sprawiło, że przeszłe koszmary powoli traciły raniącą ostrość. Dzieciństwo wspominała, jako pasmo strachu i krzyków. Rodzice nigdy nie potrafili się dogadać. Spokój miał nadejść na studiach. Akademicki sufit wydawał się znacznie przyjemniejszy od domowego. Nie spędzała już bezsennych nocy na jego obserwowaniu. Związała się nawet z przystojnym sportowcem. Nie kochała go, lecz bardzo potrzebowała wtedy czułości i poczucia bezpieczeństwa. Pewnego deszczowego wieczoru ukochany zaproponował przejażdżkę nowym samochodem. Zgodziła się z bez wahania. To był błąd. Zatrzymał się w środku lasu, gdzie zechciał zapłaty za swoje starania. Próbowała się wyrwać i uciec, lecz znieruchomiała pod wpływem mocnych uderzeń pięści. Straszył, że ją zabije, jeśli z nim zerwie, lub powie komuś o gwałcie. Przez wiele miesięcy wybuchała płaczem na dźwięk uderzających w okna kropel deszczu. Niosły wspomnienie tamtego wieczoru. Milczała, lecz nie zamierzała trwać w tym chorym związku. Rzuciła studia i przeprowadziła się, aby uciec od wszelkich złowrogich cieni miasta. Zaczęła pracować w niewielkiej restauracji. Wpadła w oko jej młodemu właścicielowi, który szukał kobiety przekładającej miłość nad materialne dobra. Kilka miesięcy później wzięli ślub. Robert znał wszystkie ciernie gnieżdżące się w umyśle Weroniki. Wiedziała, że zostałby dziś, gdyby o to poprosiła, lecz chciała przezwyciężyć strach i pozwolić mu na ten ważny dla dalszej kariery kilkudniowy wyjazd. Położyła się spać bardzo wcześnie, lecz mimo tego listopadowe słońce schowało się już za horyzontem. Zamknęła oczy i pomodliła się o spokojną noc bez towarzystwa koszmarów. Niestety tamten potwór powrócił. Leżał tuż obok niej. Poznała go po zapachu. Zdawał się stadem pełzających pod skórą żmij. Wyskoczyła z łóżka. – Dawno się nie widzieliśmy ¬– zarechotał obleśnie. Chciała uciec, ale leżący na stole nóż do listów podsunął inny pomysł. Chwyciła go spoconą dłonią i wbiła w podbrzusze wstającego gwałciciela. W tej samej chwili się obudziła. Błyskawicznie zapaliła lampkę i rozejrzała się po pokoju. Nikogo tu nie było. Żadnych śladów, ani zapachu krwi. Wstrzymała oddech, próbując dosłyszeć jakiegokolwiek odgłos prócz tykania zegara, który wskazywał dwudziestą drugą sześć. Nic. Poczuła się małą dziewczynką, chcącą iść do sypialni rodziców przez czyhającego w szafie potwora. Nie chciała jednak niepokoić telefonami Roberta. Drewniane drzwi na korytarz były jak zwykle lekko uchylone. Wzięła kilka

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%