Hobby · 6 min czytania
Wesołe miasteczko - odcinek 11
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Dobrze, jeśli chcesz - zgodził się. Jego głos brzmiał już prawie zupełnie normalnie. Dziewczyna kolejny raz ucałowała uradowana Pera w policzek. Tym razem nie zareagowała tak jak wcześniej. Do pokoju Marie weszli przytuleni do siebie. - Przyniosę płyty. - mruknął Per, wychodząc. Kilka razy Frida usłyszała złowieszczy huk z jego pokoju. Okazało się, że Perowi często leciały z rąk różne rzeczy. Po kilku chwilach wrócił z kilkoma płytami. Wkładając jedną z nich do odtwarzacza, powiedział: - Przepraszam cię za ten rumor... Myśli za często uciekały mi w stronę Marie i... - Ani trochę ci się nie dziwię, nie masz mnie za co przepraszać - odpowiedziała dziewczyna, patrząc na Pera ze wsparciem i współczuciem. Plan dziewczyny podziałał. Ballady pomogły jej usnąć. Nawet Per zasnął na moment. Obudził się jednak po jakiejś chwili, bo wydało mu się, że słyszy Marie. "To już przesada. Jeszcze trochę i popadnę w jakąś schizofrenię albo coś gorszego" - pomyślał, okrywając szczelniej Fridę, zabierając płyty i wychodząc. Zanim jednak spokojnie zasnął - myśli znów powędrowały w stronę przyjaciółki co skończyło się płaczem Pera. "Co za wstyd... Nie zapłaczę nigdy więcej" - pomyślał, kiedy emocje opadły. Chwilę później zasnął. Następnego dnia pojechali do Marie i spędzili z nią cały czas przeznaczony na odwiedziny. Przebywali w jej sali na zmianę. Od początku opowiadali jej o wszystkim co dzieje się wokół, o tym, że przez wypadek Per zawiesił działalność Roxette a fani często pytają o to jak czuje się Marie i czy byłyby jakieś szanse na ich powrót i o wielu, wielu innych rzeczach. Opowiadając o tym wierzyli głęboko w to, że Marie słyszy i rozumie ich słowa. Pewnego dnia, jakieś dwa miesiące po tym jak Per i Frida zaczęli odwiedzać Marie, chłopak wykorzystał moment, w którym był z przyjaciółką sam i szepnął, czerwieniąc się przy tym: - Wiesz... Chyba zakochałem się w Fridzie... Jest taka jak ty a wiem, że u ciebie nie mam najmniejszych szans... Szkoda, że nie możesz powiedzieć mi co o nas myślisz... W tym momencie Marie pierwszy raz zareagowała: delikatnie ruszyła dłonią, którą Per trzymał w swojej. Niestety ruch był zbyt delikatny. Rozemocjonowany go nie wyczuł a gdyby był spokojny - byłoby niestety najprawdopodobniej tak samo. Natomiast kiedy od wypadku minęło pół roku - w tym czasie Per i Frida odwiedzali Marie codziennie, opowiadali jej o wszystkim, śpiewali piosenki Roxette, Per grał bazy melodyczne najczęściej na harmonijce ustnej co wzruszało Fridę - Marie odzyskała przytomność. Odzyskała przytomność ale nie widziała zupełnie nic. Wyczuła, że ktoś trzyma ją za rękę ale po dotyku zorientowała się, że to nie Per. Jego dłoń poznałaby po jego ulubionym sygnecie i zegarku, który dostał od niej na urodziny rok temu. - Kim jesteś...? Czemu jest zupełnie ciemno, czemu nic nie widzę...? - pytała przerażona Marie. Bała się ale nie puszczała ręki Fridy. - Jestem Frida, uratowałam cię w miasteczku - odpowiedziała dziewczyna. Była równie przerażona jak Marie ale ton jej…