Hobby · 9 min czytania
Wesołe miasteczko - odcinek 12
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Następnego dnia Marie tak jak mówiła - sprawdziła jak śpiewa Frida. Dziewczyna zaśpiewała "Listen to your heart". Zrobiła to tak, że zarówno Per jak i Marie wzruszyli się. - Pięknie... - szepnęła Marie. Po chwili głośniej dodała: - Możesz mnie zastąpić dopóki się z tego nie wyliżę - mówiąc te słowa uśmiechała się i ocierała łzy wzruszenia. - Super, dziękuję! - ucieszyła się Frida. Ucieszyła się tak bardzo, że najpierw objęła Pera. Później chciała też objąć Marie. W porę zorientowała się, że nie może tego zrobić i tylko delikatnie położyła głowę na klatce piersiowej dziewczyny, szepcząc: - Jeszcze raz dziękuję, że się zgodziłaś... - To nic takiego, drobiazg - o dparła Marie delikatnie zaczynając gładzić włosy Fridy. "Co za piękny widok..." - pomyślała Per przyglądając się wszystkiemu z boku. kiedy patrzył tak na dziewczyny - w oku zakręciła mu się kolejna już tego dnia łza. Reszta dnia upłynęła im na rozmowie, żartach, śpiewie. Dwa tygodnie później odbył się pierwszy koncert Roxette, na którym Frida zastąpiła Marie. Koncert został zagrany w Halmstad. na nieszczęście dla zespołu publiczność podzieliła się. Część była za Fridą a część niestety nie. Tym gorzej, że po pierwsze ludzie sprzeciwiający się Fridzie byli w większości a po drugie dali jej wyjątkowo mocno odczuć, że się nie nadaje. Kiedy śpiewała było słychać gwizdy, krzyki. Ludzie wołali: "Jesteś do niczego!" "Nie nadajesz się" "Nie jesteś godna zastępować Marie!" i inne tego typu urągające godności Fridy teksty. Dziewczyna walczyła dzielnie. Starała się nie pokazywać po sobie emocji jakie nią targają. Jedynie zerkając od czasu do czasu na Pera dawała mu swoimi spojrzeniami do zrozumienia, że coś jest nie tak. Dopiero po koncercie dała się ponieść emocjom. Schowała się w najbardziej oddalonym kącie sceny i zaczęła płakać. Słysząc płacz Fridy, Per podszedł do niej. - Te łzy są zupełnie niepotrzebne. Nie płacz, naprawdę świetnie sobie poradziłaś. Marie będzie z ciebie dumna - powiedział. - Wcale nie, wszystko zawaliłam, tak strasznie fałszowałam... Nie słyszałeś tych ludzi? - łkała Frida, tuląc się do Pera. - Masz rację, wygadywali okropne rzeczy - zgodził się Per - A to świadczy o nich, że zwyczajnie nie potrafią przystosować się do zmian. Nie przejmuj się tym - dodał. - Spróbuję, choć będzie ciężko... - szepnęła Frida, dodając po chwili: - Nie mów o tym ani słowa dobrze? - Czemu? - Boję się, że zachowa się jak tamci... - Bzdury. Gdyby tak było - od samego początku byłaby przeciwna temu, żebyś śpiewała ze mną. A poza tym - nie potrafię nie być szczery wobec Marie. Znamy się na tyle długo, że nawet gdybym próbował ją okłamać - zorientowałaby się.. - No to mnie zastrzeliłeś... - Cóż, bywa i tak... - Per spróbował się zaśmiać żeby rozładować emocje. Po kolejnych kilku tygodniach Marie odzyskała wzrok. Było to dla wszystkich tym większym zaskoczeniem, ze Marie "ucinając" sobie drzemkę nie widziała zupełnie nic. Natomiast obudziła się już widząc. "Widzę... Odzyskałam wzrok, udało się..." - szepnęła do siebie rozglądając się po sali. Kiedy zobaczyła Pera śpiącego na krześle przy drzwiach, uśmiechnęła się w duchu i pomyślała: "Zawsze kiedy śpi wygląda tak słodko ale teraz...". To niestety były ostatnie pozytywne myśli Marie. Kiedy kolejny raz rozglądała się po sali - natrafiła wzrokiem na kota, którego wygrała w wesołym miasteczku. Jak na złość, pluszak przypomniał jej wszystkie najgorsze momenty, cały wypadek. Przez pewien czas - niestety bardzo krótki - Marie próbowała powstrzymywać emocje. Potem jednak nie wytrzymała - zaczęła płakać. Robiła wszystko żeby tylko wymazać sprzed oczu wszystkie te przykre obrazy. Niestety - nie udawało jej się to. Kiedy próbowała odwrócić głowę - przeszkadzał jej w tym ból w szyi. Natomiast kiedy zamykała oczy - im mocniej zaciskała powieki - tym bardziej wyraźne stawały się obrazy z wesołego miasteczka co napawało Marie panicznym prawie przerażeniem. Po chwili płacz Marie obudził Pera. - Co się dzieje? - spytał delikatnie, przybliżając się do niej kilkoma susami i zaczynając delikatnie gładzić dłoń przyjaciółki. Bardzo chciał ją do siebie przytulić. Widział, że ona tego potrzebuje ale zdawał sobie sprawę z tego, że nie może tego zrobić nad czym bardzo ubolewał. - Ten kot... wypadek... - Marie była tak roztrzęsiona, że była w stanie wyszeptać tylko te słowa. - Mam go stąd zabrać? - Per domyślał się o co może chodzić Marie ale wolał się upewnić. Na samym początku chciał po zadaniu pytania dodać: "Przecież tak zależało ci na zdobyciu tego