Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 19 min czytania

Wewnętrzny wróg II cz. I

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Altdorf był paskudnym miejscem i zupełnie nie przypominał stolicy potężnego, i otoczonego szacunkiem sąsiednich państw, Imperium. Po ulicach walały się różne śmieci, a obok budynków łatwiej było natknąć się na żebraka, niż na jednego z mieszkańców. Najbardziej jednak straszyły boczne uliczki i alejki. Jeżeli główne ulice były tylko odrobinę czyste, to te boczne sprawiały wrażenie zapuszczonego ogrodu z cegieł, tynku i śmieci. Właśnie dlatego Aesgariel wynajął pokój w gospodzie znajdującej się daleko od śmieciowiska dzielnic przytulonych do miejskich murów. Gospoda, w której zamieszkał elf razem ze swym przyjacielem Odrikiem, nazywała się „Szczęście Kupca” i leżała w dzielnicy handlowej, położonej najbliżej centralnego placu Altdorfu. Główna sala, w której Aesgariel czekał na powrót krasnoluda, była urządzona dobrze, acz niewyszukanie. Karczmarz, grzebiący pod szynkwasem, okazał się zadziwiająco inteligentny i miał talent do odgadywania życzeń gości. Poza nim i elfem na sali siedziało dwóch strażników miejskich popijających piwo z wielkich kufli i rozmawiających wesoło, niepomni tego, że są na służbie. Elf wysłał Odrica, aby ten poszukał ludzi, którzy sprzedaliby im ekwipunek potrzebny do wyprawy w góry. Miał nadzieję, że krasnolud jeszcze przez parę dni nie będzie mógł znaleźć nikogo posiadającego taki sprzęt. Pragnął bowiem głębiej powęszyć wokół wypadków, w wyniku których Neustadt zmieniło się w kupę gruzu zamieszkaną przez zarażonych wyniszczającą chorobą ludzi. Medalion, za pomocą którego udało mu się powstrzymać monstrum, które przyzywali kultyści, był bardzo cenny i Aesgariel nie wątpił, że tylko ktoś z pieniędzmi może stać za wydarzeniami w Neustadt. Postanowił więc powęszyć wokół handlu wyrobami ze złota w Altdorfie, dopóki czegoś nie znajdzie, lub nie utwierdzi się w przekonaniu, że nie ma tu czego szukać. Właśnie do tego potrzebny mu był brak sprzętu do wyprawy w góry, do Karak- Kadrin. Drzwi gospody otworzyły się nagle i całą ich szerokość wypełniła postać Odrica. Krasnolud rozejrzał się po sali i krokiem przywodzącym na myśl wściekłego oficera Gwardii zbliżył się do stolika elfa. Postawszy chwilę opadł na krzesło z głośnym westchnieniem. Donośnym głosem wydawał polecenia oberżyście. Po jego odejściu oznajmił elfowi z dobitną szczerością: - Nie ruszymy z tego przeklętego miasta. Jakiś dwakroć przedymany człowieczek wykupił wszystkie zapasy i sprzęt, ażeby wydłużyć drogę komunikacji z faktoriami górskimi, a nam zostawił parę starych osłów i przegniły wóz.- Odric przerwał na chwilę, aby uspokoić skołatane nerwy kuflem piwa, przyniesionym mu przez oberżystę. Kilka chwil później odstawił próżne naczynie i podjął na nowo wątek- Na następną dostawę ekwipunku musimy czekać co najmniej dwa tygodnie. Aesgariel nie pokazał po sobie, że dłuższy pobyt w stolicy Imperium sprzyja jego planom. Miał bowiem zamiar wytropić przywódców kultystów, odpowiedzialnych za zajście w Neustadt. Elf wiedział od czego zacząć: od przepytania miejscowych jubilerów. Medalion, który znalazł w lesie i którego użył do zamknięcia portalu był wykonany ze złota najwyższej próby i tylko nielicznych byłoby stać na sfinansowanie wykonania go. Kultyści więc musieli ukrywać się w gronie bogatych kupców i arystokratów. Odric kaszlnął i spojrzał w dno swojego kufla. Pomachał nim oberżyście, który natychmiast napełnił go z garnca, który trzymał pod pachą i na powrót odsunął się za kontuar. Odric upił niewielki łyk piwa i spojrzał w oczy elfowi: - Możesz to ukrywać, ale ja wiem, że cieszy cię nasz wymuszony pobyt tu, w Altdorfie. Za dobrze cię znam, byś mógł to przede mną ukryć. - Co ty możesz o tym wiedzieć?- Aesgariel spojrzał na krasnoluda. Po chwili opuścił wzrok na stół- Chcę zakończyć to, co zaczęliśmy w Neustadt. Nienawidzę patrzeć na cierpienie, które dotyka ludzi ze strony stworów Chaosu i jego wyznawców. Dobrze wiem co to oznacza. Odric wlepił wzrok w brązowe oczy przyjaciela. Chwilę później zapytał: - To od czego zaczynamy? - Mam zamiar popytać miejscowych jubilerów o medalion, który znalazłem przy Vogelu i który posłużył do zamknięcia przejścia do demonicznego wymiaru. Taki amulet nie mógł być tani, więc szukamy przywódców sekty w kręgach arystokracji i bogatych kupców. - Ciekawe jak zamierzasz dowieść im związku z sektą czczącą Mrocznych Bogów? Tacy ludzie na pewno mają wsparcie w Radzie Imperialnej. - Nic im nie udowodnię, ale mogę ich zniszczyć. Nie pozwolę, aby ich działalność rozszerzyła się na wszystkie większe miasta Imperium.- elf przerwał na chwilę. Odric w tym czasie zdążył pociągnąć kislevskiej z bukłaka przy pasie i zdrowo beknąć. – Ale nic dziś już nie zrobimy. Zaczniemy jutro o świcie. Musimy poznać mniej więcej plan Altdorfu i rozmieszczenie wszystkich ważniejszych miejsc. Teraz proponuję udać się na spoczynek. Aesgariel odsunął krzesło i udał się w stronę schodów prowadzących na górę gospody przechodząc przez wypełnione już w połowie wnętrze głównej sali. Odric także wstał i ruszył za elfem.” Cholera- pomyślał- mam co do tego złe przeczucia”

…

Pogrążone w mroku pomieszczenie raz po raz rozbłyskiwało dziwnym światłem oświetlając dwie postacie odziane w czarno- brązowe szaty ozdobione złotym obszyciem na rękawach. - Kurwa, czemu nie możemy się z nimi skontaktować?!- rzucił zirytowany człowiek mocnym głosem, z kapturem nasuniętym na twarz. Jego towarzysz uderzył pięścią w niewielki stoliczek przed sobą. - Pewnie dobrał się im do dupy ten pieprzony szyszkojad, Aesgariel i jego tępawy kompan. Raczej eksperyment z Neustadt powinniśmy uznać za nieudany. - Skoro tam mi się nie udało zacznę na nowo tutaj, w Altdorfie, na dużo większą skalę. I tym razem nikt nie zdoła mnie powstrzymać.

…

Jesienny poranek w Altdorfie był bardzo mglisty i raczej nie nastrajał optymistycznie. Aesgariel, pomimo, że w zwyczaju ma wstawać wcześnie, dzisiaj przebudził się kilka godzin później, co w jego przypadku oznaczało jakieś większe problemy. Lecz nie mógł się nad tym dłużej zastanawiać, bo przez ścianę słyszał odgłosy budzącego się krasnoluda, który bardziej przypominał trzask łamanych kości, a nie zwykłe rozciąganie się. Aesgariel wstał z łóżka, ubrał się i wyszedł na korytarz. Wkrótce dołączył do niego nie do końca przebudzony Odric, ze zmierzwioną po śnie brodą i klejącymi się jeszcze oczyma. Bez słowa stoczył się na dół, do sali głównej i od razu donośnie zamówił piwo. Elf udał się za nim i dołączył do niego przy stoliku. Krasnolud zamoczył usta w piwie i ożywił się trochę. - To co dziś robimy?- spytał, jakby nie pamiętał wczorajszej rozmowy. Aesgariel rzucił okiem na krzątającego się w pobliżu oberżystę, który natychmiast udał się na zaplecze. - Dzisiaj rozejrzymy się trochę w mieście i poznam rozkład wszystkich ważniejszych miejsc w Altdorfie. Później złożymy wizytę kilku jubilerom i popytamy o medalion i człowieka, który go zamówił. Mam nadzieję, że nie stracimy tylko czasu na bezowocne śledztwo. Teraz proponuję posilenie się, bo potem możemy nie mieć okazji.

…

Ulice przed południem pełne były już ludzi i trudne stało się poruszanie po mieście. Pokrzykiwania kupców mieszały się z wrzaskami bawiących się dzieci. Tu i ówdzie zza przesłony rzednącej już mgły widać było patrole odzianej w czerwono- niebieskie mundury straży miejskiej, starającej się opanować chaos na ulicach. Przeciskając się przez ciżbę ludności miejskiej Aesgariel raz po raz słyszał przekleństwa słane przez Odrica oraz widział, jak krasnolud robił użytek ze swoich łokci. Sam też daleki był od spokoju, ponieważ ludzie zdawali się dbać tylko o własne interesy. Przez umysł elfa przemknęła myśl, że to najprawdopodobniej z tego powodu ludzie tak często są nękani przez mutacje i opętania przez demony Chaosu. Kres rozmyślaniom przyniosło zbliżenie się do jednego z wielu sklepów jubilerskich w dzielnicy kupieckiej Altdorfu. Szyld nad wejściem przedstawiał rękę dzierżącą pilniczek oraz niewielki pierścień, a pod rysunkiem znajdował się napis:” Bogactwa Edritha”. Aesgariel pchnął drzwi i wszedł do środka. Za nim kroczył Odric obserwując przechodniów. Wnętrze sklepu raczej nie kojarzyło się zbytnio ze sklepem jubilera. Jedyne, co mogłoby o tym świadczyć to zestaw szkieł powiększających w niewielkiej, otwartej szkatułce, oraz niewielkie szczypce, najpewniej służące do wyjmowania i osadzania kamieni szlachetnych. Cała reszta pomieszczenia była pusta. Dalej, w głębi pomieszczenia znajdowały się drzwi do pracowni jubilera i najpewniej zbiór kamieni oraz kruszców. Za ladą, na niewysokim stołku siedziała istota niższa nawet od krasnoluda, trochę drobniejsza, ale z równie imponującą, długą i wypielęgnowaną brodą okalającą twarz. Gnom wodził za nimi wzrokiem dłuższą chwilę, a następnie odezwał się szorstkim głosem: - Czym mogę panom służyć? - Poszukujemy informacji o pewnym przedmiocie, o którym pan, być może słyszał jako jubiler. - Do rzeczy synu, do rzeczy- gnom zaczął się niecierpliwić- Mój czas jest cenny. - Czy w pańskim sklepie był człowiek, który szukał amuletu o kształcie koła z okiem pośrodku? - Może i był, ale byle komu nie mogę wyjawić informacji o kliencie. Wiecie chyba o co chodzi. Taka zawodowa dyskrecja, jeśli mogę to tak nazwać. - A czy mam powiedzieć co ten człowiek zrobił z tym amuletem? Jeśli to rozpowiem to zostanie pan oskarżony o czczenie Chaosu i zapewne w związku z tym spalony na stosie.- Aesgariel pochylił się do przodu wpatrując się w oczy gnomiego jubilera- Więc proszę wybierać: życie czy śmierć w płomieniach? Jubiler zaczął się wahać i głęboko się zamyślił, o czym…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Wewnętrzny wróg II cz. I — czytnik · opowiadania