Erotyka · 17 min czytania
What U do to me
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Kolejna impreza, na którą wyciągnęli mnie kumple. Nie wiem na ile chciałem się wyluzować i zapomnieć o swojej byłej kobiecie, która nie mogła beze mnie żyć, a mnie po prostu już męczyło życie w związku (zwłaszcza z nią), a na ile po prostu próbowałem przypomnieć sobie jak to się imprezuje z ludźmi, których nie widziałem od matury. Klub, jeden z tych w Krakowie, o których wie każdy. A że znajomi znali właścicieli, to czemu nie – najlepsze loże, najlepsze drinki, piwo nie rozcieńczane z wodą po niższej cenie, DJ który wie co grać, wystarczy ze zobaczy odpowiednią twarz uśmiechającą się w jego stronę… żyć nie umierać! Na dużej, skórzanej kanapie w części dla VIPów siedziała cała ekipa. Nie pamiętam dlaczego staliśmy w kurtkach dłuższą chwilę, dopełnialiśmy jakichś powitalnych rytuałów. Wtedy ją poznałem. Przechodząc między nami w stronę swojej koleżanki siłą rzeczy otarła się o nas. O mnie. Poczułem zapach jej perfum, jakichś cholernie drogich, przynajmniej takie odniosłem wrażenie. Stanęła. Między nami. Między facetami, których kompletnie nie znała. Odwróciła głowę i spojrzała mi w oczy. - Prawdziwe króliki, prawda? – przez kilka pierwszych sekund nie mogłem zrozumieć o co jej chodzi. Dopiero potem przypomniałem sobie o podszyciu mojej kurtki. - Tak… - już chciałem się przedstawić, spytać znajomych kto to, bo przecież z nimi siedziała, ale ona jak gdyby nigdy nic wyminęła Piotrka i usiadła popijając piwo. Spodobała mi się. Nie była wysoka, wręcz przeciwnie. Brunetka, o niebieskich, dużych oczach. Tyłek miała fajny, przynajmniej w tych spodniach. I biust… idealnej wielkości. Tak mi się wydawało, chociaż może wtedy była to kwestia tego duże dekoltu…
Okazało się, że to bardzo dobra kumpela jednego z moich kumpli. Temat tej dziewczyny wypłynął przypadkowo, naprawdę nie miałem na to żadnego wpływu! Rafał przedstawił ją w samych superlatywach. Żadnych wad. Szczera, oddana, błyskotliwa, optymistka, ale realistka zarazem, zawsze wesoła, lubi dużo gadać, ale można jej zaufać. Śmieszna, najczęściej żartuje z siebie, głównie z małego wzrostu i niezdarności. Ale jak trzeba, to w pełni poważna, nie obraża się, wie kiedy przestać i kiedy zacząć. Dla przyjaciół jest zawsze, kiedy jej potrzebują, nieważna godzina, dzień, wydarzenie… bez niej na imprezie jest pusto, może tańczyć godzinami, robi to nawet dobrze… wyobrażałem sobie wtedy jak się musi ruszać, żeby to sprawdzić wystarczyło przejść się na parkiet… Dopiero po jakiejś chwili zaczęło mi się wydawać, że gdzieś już coś podobnego o kimś słyszałem. - … tak, chodzi do tego liceum co my chodziliśmy… - dorzucił Rafał popijając browar. - Zaraz, zaraz… a to nie jest przypadkiem Bee? – rzuciłem niepewnie. Rafał zaśmiał się. - Przecież mówię o niej od początku… - w sumie przedstawił ją jako Agnieszkę. Jako Bee była bardziej znana. Tak zwana osoba-legenda. Ludzie-legendy, to tacy, wszyscy których wszyscy cośtam słyszeli, jak poznają się osobiście to czują jakby znali się od dawna. A ja wreszcie poznałem Bee. Tą, z której zawsze się śmiałem, bo przecież jak niegdyś szesnastolatka może udzielać rad osiemnastoletnim facetom. Jak może się z nimi normalnie kumplować, nie lecieć na nich i tak dobrze ich znać? Ale to były dawne czasy. Teraz wszyscy byliśmy starsi. I nadal chciało mi się śmiać, ale z tych jej przyjaciół. Bo ja osobiście z taką zajebistą laską tylko przyjaźnić bym się nie mógł… ;]
- Fajna kurtka. – rzuciła na jednej z kolejnych imprez. Cały czas chodziłem na nie dla niej. Przynajmniej od tamtej pory. – A właściwie to futerko, jest takie milusie… - mrugnęła przyjaźnie gładząc podszycie wspomnianej kurtki trzymanej na kolanach. - Proste… - odparłem po swojemu sięgając po kufel - Może to głupio zabrzmi, ale miałabym ochotę się rozebrać i poczuć to królicze futerko na nagim ciele… - rzuciła z błyskiem w oku. Normalnie potraktowałbym to jako podryw, ale ona po prostu wyrażała swoje myśli. Nie zmienia to oczywiście faktu, że użyłem całej swojej silnej woli aby nie zakrztusić się piwem. Jej nagie ciało jedynie w mojej kurtce…
Następna impreza. Nie mogła wpaść. Straciłem ochotę na zabawę. Potem seria kolejnych, albo ja z nie reprezentatywnymi kumplami, albo z byłą… trudno w takich warunkach podtrzymywać znajomość.
Część 22 / 2
- O czym rozmawiacie? – spytałem dosiadając się do Bee i Piotrka. Wystarczająco wypiłem, żeby nie musieć przejmować się innymi. - O ulubionych pozycjach. – odpowiedziała krótko uśmiechając się rozbrajająco. - I do czego doszliście? – cisza – Piotrek to wiem, a ty wolisz na górze, czy na dole? – myślałem, że obróci wszystko w żart. - To facet powinien dominować, gdzieś w końcu musicie rządzić, no nie? – zaśmiali się oboje – A tak serio mówiąc, to co tam "na górze" czy "na dole"… od tyłu najlepiej… - Naprawdę? – oboje z Piotrkiem poczuliśmy nagły przypływ gorąca. Przynajmniej tak mi się wydaje… - To źle…? – spytała niepewnie robiąc sztuczną, niewinną minkę. - Nie, tylko… no ja najszybciej tak kończę. Co nie zmienia faktu, że też tę właśnie lubię najbardziej. – Bee uśmiechnęła się po tej mojej wypowiedzi. - A wasza największa fantazja erotyczna? Spełniona lub niespełniona... – wiedziałem, że nie lubi piwa z sokiem. Ale zawsze przez rurkę. I nie pali. Choć nie wyobraża sobie, żeby facet nie palił po stosunku. Też mi powiedziała. - Moje wszystkie… no prawie wszystkie spełniłem. I nie chce o tym mówić, bo to sprawy między mną a moja byłą… - rzuciłem jak najbardziej szczerze. Piotrek skapitulował. – A twoja? - W pociągu… - popatrzyła mi w oczy tak, jakby to było wyzwanie. - W pociągu…? W kiblu? - Nie, po prostu. – znów łyk piwa. Jezu, jak ona mnie kręciła!
- Słyszałam, że jesteś rozchwytywany. - Zależy w jakim sensie… - mrugnąłem porozumiewawczo. Kolejny wspólny wypad. Kolejny tylko dla niej. - Jeden z niewielu, który podobno odmawia dziewczynom, które chcą tylko seksu… - wiedziałem, że Piotrek znów coś chlapnął, bo znów siedział obok niej. Znów gadali. Poczułem dziwne ukłucie w żołądku na samą myśl o tym, że między nimi może coś być. Przecież to nie facet dla niej! - To nawet prawda, powiem szczerze… - Jasne… - Naprawdę. Cztery… pięć panienek "Michał, zajebiście mnie kręcisz, przeleć mnie" spławiłem… - odparłem zgodnie z prawdą. - Mhm, ale "Michał, chodźmy do mnie na godzinę" już nie… - wybuchnęła śmiechem razem z Piotrkiem. Że też akurat z moim najlepszym kumplem, który wiedział wszystko… - Dobra jesteś. Naprawdę, dobra. – rzuciłem tylko. Piotrek wstał po piwo. - Czym się zajmują twoi rodzice? – spytała zmieniając diametralnie temat. - Moja mama siedzi w domu, tato ma firmę. - Jaką? – patrzyła tymi swoimi dużymi oczami znad drinka lub soku, a właściwie resztki. - Nabiał, mleczne przetwory… takie tam. - Jogobella?! – zaczęła się śmiać, właściwie nie wiedziałem czemu. - No nie zupełnie, bo to… nieważne, też. – Wyłowiła ze szklanki cytrynę i zjadła ją. Potem to samo zrobiła z lodem. – A ty co chcesz robić po maturze? - Jak będę "duża i dojrzała"…? – uśmiechnąłem się, a ona niespodziewanie nachyliła się w moją stronę. Musnęła zimnym od lodu językiem opuszek mojego ucha i wyszeptała zmysłowo – "…owocem Jogobelli…".
Trudno było mi zrozumieć, jak znaleźliśmy się w moim mieszkaniu. Jakoś tak, zamiast w stronę jej przystanku skierowaliśmy się tutaj. Usiadła na wysokim barowym krześle przy blacie oddzielającym kuchnię od salonu. Piliśmy jakieś drinki, ale chyba tylko z zasady, żeby było co robić. Potem włączyła jakąś płytę z nastrojową muzyką (sam nie wiedziałem, że takie mam…), popatrzyła chwilę na śnieg padający za oknem, a potem spytała: - Zatańczymy, barmanie? I tańczyliśmy chwilę. Moja była nie miała takich pomysłów, nawet gdy mnie podrywała. Teraz czułem jakąś magię, przyciągnie, fascynację… Powoli zaciągnęła mnie do sypialni. Muskała wargami moją szyję. Zamknąłem oczy, przecież takie rzeczy się nie zdarzają. A jeśli nawet, nie mogą skończyć się dobrze. Wplotłem ręce w jej włosy, chwile poddawałem się jej pieszczocie, potem sam delikatnie uniosłem jej głowę za podbródek i zacząłem smakować jej usta. Pachniała alkoholem i tymi swoimi perfumami (Chanel "Chance"). Chciałem jak najszybciej pozbawić ją ubrania, patrzeć na nią, jak leży w moim łóżku, całkiem naga i zdana tylko na mnie. Ona natomiast zaczęła rozpinać moją koszulę. Miała zimne palce, co wbrew wszelkim pozorom, było bardzo przyjemne. Postanowiłem nie zostawać w tyle –