Opowiadanie · 10 min czytania
When U come back to me
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Znowu się spóźni. Jak zwykle, więc towarzystwo powinno być przyzwyczajone. Szybko zebrała torebkę, klucze, telefon, włożyła okulary przeciwsłoneczne i zamknęła za sobą drzwi. Zbiegła po schodach, cztery piętra. Otworzyła ciężkie drzwi od klatki schodowej i znalazła się w holu. Wysokie obcasy stukały o chodnik, usłyszała dzwonek swojej komórki. Szybko, idąc równocześnie, znalazła ją i za zdziwieniem odczytała nazwę na wyświetlaczu. Zanim jednak zdążyła odebrać zobaczyła go stojącego prawie naprzeciwko niej. Dzieliło ich zaledwie kilka kroków. Nieświadomie upuściła trzymane w ręce klucze. Szybko podszedł i schylił się po nie. Wracając do pozycji stojącej przeklął z zachwytu w duchu – z bliska zobaczył smukłe, idealnie opalone nogi, płaski brzuch, wcięcie w talii, biust… Miała na sobie czerwoną, obcisłą sukienkę. I wyglądała w niej świetnie. - Cześć… - powiedział niepewnie oddając jej klucze. Specjalnie dotknął przy tym jej dłoni, ale ona bardzo szybko ją cofnęła. - Co ty tu robisz? – wyminęła go szybko i ruszyła w swoim kierunku. Próbowała zapanować nad oddechem i szalonym biciem serca. - Chciałem pogadać. - Myślisz, że mamy o czym? – postawiła na sarkazm - Noo… po prostu… dawno się nie widzieliśmy… - …tak, i od tego czasu wiele się zmieniło. A teraz wybacz, śpieszę się. - Daj mi pół godziny. - Nie mam nawet kasy na komórce, żeby wysłać smsa. – wyciągnął w jej stronę swój telefon. - Zadzwoń. To naprawdę dla mnie ważne. Przyjechałem tu tyle kilometrów, jutro… - Tym razem nikt cię o to nie prosił. - Proszę cię. – w sumie co jej szkodziło. - Jezzzu! Czy ona mogłaby się chociaż raz nie spóźnić… mamy zarezerwowany ten stolik…! – Krzysiu niecierpliwie przestępował z nogi na nogę. - Pewnie zaraz będzie… - Ola usłyszała dzwonek telefonu – Widzicie, pewnie to ona! – przeczytała z pewnym zdziwieniem i zaskoczeniem napis na wyświetlaczu. Wszyscy milczeli, a ona tylko kiwała głową. - I co, pewnie dojdzie…! – Krzyś jak zwykle się wkurzył. - Owszem, ale… - spojrzała znacząco na Natalię - …dzwoniła z telefonu Łukasza… - po zebranych przeszedł cichy pomruk zdziwienia – Dojdzie do nas… Całą drogę, jaką pokonywali jego samochodem, modlił się, żeby wytrzymać. Nie może jej dotknąć, bo wtedy nie powstrzyma się już na pewno. Nie miał pewności, czy czuł do niej jedynie pociąg fizyczny, czy coś więcej, wiedział jednak że jest to uczucie silniejsze, niż jakiekolwiek inne które kiedykolwiek czuł. Większe nawet od tego, które było gdy się poznawali, gdy byli razem…Bo teraz nie musiał sobie wyobrażać jak to jest z nią w łóżku. Wiedział to. Wiedział, że nigdy nie było mu lepiej. I obawiał się, że nigdy nie będzie. Dlaczego nie chciała z nim rozmawiać? W jakimś sensie to pojmował, ale z drugiej strony nie mógł uwierzyć, że nie czuje do niego tego samego. Już. Usiedli w jakiejś knajpce, blisko Rynku, żeby nie musiała później zbyt dużo chodzić. Nie wiedzieć czemu zatrzymała się z wahaniem tuż przed wejściem. - Czego się napijesz? – spytał przyjaźnie gdy już usiedli przy oknie. - Niczego. Dziękuję. – uśmiechnęła się do zdziwionej kelnerki. - Ja poproszę kawę. – mówiąc to nie odrywał wzroku od oczu towarzyszki. - A teraz mów, czego chcesz. - Nie powiesz mi jak ci poszła matura? I w ogóle gdzie studiujesz? – cisza. Patrzyła na swoje ręce bawiące się telefonem. Też przez chwile na nie patrzył, pomalowane na bordowo paznokcie potrafiły przykuć uwagę. Zamknęła z bólem oczy, a później spojrzała na niego. - Żartujesz, mam nadzieję. - Chciałbym wiedzieć… - zaczął niepewnie. - Przejdź do rzeczy, zostało ci 20 minut. – skoro tak stawia sprawę. - Jutro mam ożenić się z Justyną. Na poważnie. – nie chciała, żeby widział jakiekolwiek uczucia na jej twarzy. Zwłaszcza ból. – Wczoraj powiedziała mi… że gdyby nie ty, nigdy by do tego nie doszło. - Fajnie. – odparła czując jakąś ulgę, choć smutek i żal były silniejsze. - Boże, Malutka! Dlaczego to zrobiłaś?! – zamknęła oczy. Przypomniała sobie wydarzenia sprzed półtora roku. Każdą minutę, sekundę… wszystko. - Cześć Justyna, mówi… Justyna. - Nie znam twojego numeru, możesz mi przypomnieć skąd się znamy…? - Nie znamy się osobiści. Jestem… byłą twojego byłego, Łukasza. – przez chwile bała się, że tamta rzuci słuchawką, ale, o dziwo, nie. - Nie rozumiem… - Zerwaliśmy niedawno. Chciałam porozmawiać. O was. - Nie sądzę, że jest o czym Musze kończyć. - To dla mnie bardzo ważne. Dla ciebie też, jeśli chcesz do niego wrócić. – nie dało się odmówić. Umówimy się w knajpce niedaleko rynku. Usiadła przy oknie, nerwowo spoglądając na zegarek. Justyna spóźniała się już 10 minutę. Chociaż to jej bardziej powinno zależeć. Może bała się jakiejś agresji, pretensji, podstępu? W tym momencie weszła do knajpki. Dokładnie taka, jak na zdjęciu. Nie poznały się nigdy osobiście. I, jak można było wywnioskować po rozmowie telefonicznej, pierwsza Justyna nie wiedziała o drugiej. Wymieniły serdeczności, a właściwie formalności. Zamówiły po herbacie. Nastało milczenie. - Bałam się, że nie…