Romans · 27 min czytania
Whisky Girl
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Nie wiedział za bardzo, jak zacząć tę znajomość. Dziewczyna, na którą zwrócił uwagę już na samym początku imprezy, siedziała przy barze sama. Popijała whisky (chyba czwartą tego wieczoru) i raz po raz zapalała papierosa. Wydmuchiwała dym w górę, a pijąc nie krzywiła się nawet odrobinę. Jarek siedział nerwowo na swoim miejscu, próbował rozmawiać ze znajomymi, z którymi tu przyszedł, próbował znaleźć inną dziewczynę, bardziej przystępną, z którą mógłby szybciej i łatwiej rozpocząć rozmowę, ale nie potrafił. Ta przy barze nie była może najładniejsza, w samym tym klubie kilka innych mogłoby się pochwalić lepszą figurą, ale mimo to, tylko ona przykuwała uwagę większości wchodzących facetów. Było w niej coś, co nie pozwalało przejść obok obojętnie. Idealnie upięte włosy? Makijaż podkreślający oczy? Opięte spodnie albo buty na obcasie? Nie. Chodziło o coś innego. Odwagę i niezależność? To, że przyszła tu sama, że piła jak prawdziwy facet, i może jeszcze sposób, w jaki paliła te papierosy... Gdy zobaczył zainteresowane spojrzenie barmana, który z powodu zbyt dużej ilości klientów nie mógł spokojnie z nią pogadać, postanowił zadziałać. Usiadł obok, zamówił to, co ona, patrzył przez chwilę w przestrzeń. Nie odzywał się, nie wiedział jak zacząć, a chwila ciszy wydawała mu się nawet pomocna. Udawał, że w ogóle nie zwraca na nią uwagi. Wypił łyk trunku i skrzywił się nieco. - Ciężka noc... – zaczął bez sensu, karcąc się w myślach. Nawet na niego nie spojrzała, zaciągnęła się kolejnym papierosem, wypuściła dym, zgasiła go. – Czemu siedzisz tu sama? – wypił łyk napoju i ledwo powstrzymał kaszel. Nie lubił czystych alkoholi. Spojrzała na niego i uśmiechnęła się. Gdyby stał, pewnie zapadłby się pod ziemię, ale postanowił twardo patrzyć jej w oczy. - Czego chcesz? – spytała patrząc znów na butelki ustawione za barem. - Pomyślałem, że potrzebujesz... - Nie. – Coraz bardziej się denerwował, nie miał kontroli nad sytuacją. Nie znosił odmowy. - Gdybyś nie potrzebowała towarzystwa, kupiłabyś wódkę i wypiła ją sama w domu. – postawił na obojętność, choć sam fakt, że się przysiadł, całkowicie temu przeczył. Spojrzała na niego obiema rękami trzymając swoją szklankę. - Chłopcze, ile ty w ogóle masz lat? – ona się go pyta? O takie banały? - Prawie 21... – uśmiechnęła się. - Nie zawracaj sobie mną głowy. – wypiła łyk, jakby to była zwykł woda. – W twoim wieku bywałam w miejscach, o których tobie się nawet nie śniło. Przeżyłam sytuacje, o których ty nie masz zielonego pojęcia. – co teraz? Nigdy nie przeprowadzał podobnej rozmowy. Barman uśmiechnął się z wyższością. O nie. Tak łatwo mu nie pójdzie. - Teraz mamy więc dwa wyjścia. – zaczął powoli, jakby zupełnie nie przywiązując do tego wagi. - My? – jakby zdziwiła się, że jeszcze z nią rozmawia. - Albo mi o tym wszystkim opowiesz... - Albo? – świdrowała go spojrzeniem, tak jak przez cały wieczór te butelki. - ...albo mi je pokażesz. – dokończył. Nie wiedział, do czego to wszystko doprowadzi. Odwróciła się na krześle w jego stronę. Mógł podziwiać teraz jej kolana, które prawie dotykały jego uda. Zapaliła papierosa. - A co JA będę z tego mieć? – patrzyła lekko rozbawiona. Cóż, nie było to takie trudne, jak myślał. - Posłuchasz o moich doświadczeniach. Błędnie zakładasz, że jestem dzieciakiem. – również się do niej odwrócił, podnosząc szklankę tak, by wiedziała ze pije jej zdrowie. Ona natomiast opuściła wzrok na ziemię. Jej ciałem wstrząsnął dreszcz, jakby płakała. Pomyślał, że nie, nie ma ochoty chyba wysłuchiwać zwierzeń obcej, udającej zimną sukę, babki. Uśmiech powoli znikał z jego twarzy, czuł gorzki smak Johnnie'go Walker'a w ustach i zastanawiał się, jak najszybciej stąd uciec. Ale gdy powoli odchyliła głowie w tył, zrozumiał, że ona nie płakała, tylko... śmiała się. Głośno, wyraźnie, na całe gardło, ale przede wszystkim, SZYDERCZO. Z niego. Odstawił szklankę, patrzył na nią próbując zrozumieć, co takiego śmiesznego powiedział. - Wiesz, wszyscy jesteście tacy sami. – powiedziała, śmiejąc się nadal. – Różnicie się jedynie kolorem włosów, oczu, wzrostem... jak ciuchy w sklepach. Rozumiesz? – czuł się jak idiota, młody, przyłapany na chojractwie chłopak. – Nie rozumiesz. – nagle wyraz jej twarzy stał się poważny, nie wyrażający żadnych uczuć. – Kobiety są bardziej bezwzględne od was. To my pociągamy za sznurki, my wiemy, jak dobierać słowa, żebyście myśleli, że macie kontrolę nad sytuacją. Wam się wydaje, że to my jesteśmy takie same, że wystarczy przeczytać jedną instrukcję obsługi i używać do końca życia... – jej oczy śmiały się nadal. Spokojnie odwróciła się spowrotem do baru, opierając na nim swoje łokcie i dopiła whisky. Jarek siedział oszołomiony i patrzył na jej profil. Wydała mu się jeszcze bardziej pociągająca, jeszcze trudniejsza do zdobycia. I wiedział już, że nie odpuści. Wiedział, że następnym razem, w tym klubie, pojawią się razem. - Jeszcze tu siedzisz? – spytała, gdy barman dolewał jej alkoholu do szklanki. - Siedzę, bo się mylisz. – mówił automatycznie, nie myśląc nawet jak podważyć jej słowa. To co mówiła i jak się zachowywała, obudziło w nim najrzadziej używane szare komórki. Gra była warta świeczki. Ona uśmiechnęła się pod nosem. - Oczywiście. Nie mam racji. Schematyczne. - Nie, nie mowie, że całkiem nie masz racji. – i nagle jest, pojawił sie pomysł, szatański. Umysł poskładał wiele urywków z życia, które wydawały mu się nieprzydatne. Miał w końcu starszą siostrę, miał koleżanki i przyjaciółki. Uśmiechnął się do swoich myśli, patrzył rozbawionym wzrokiem na nią i jej reakcję. – Bo to co mówisz, jest prawdą, kobiety rządzą tym światem. Rządzą wieloma facetami, ale do czasu. – odwróciła głowę i patrzyła badawczo. Po oczach widać było ilość alkoholu, jaką wypiła. - Taa? - Owszem. Gdyby było inaczej, nie siedziałabyś tutaj i nie piła. Gdybyś mogła mieć każdego faceta. - Mogę. - Nie, możesz mieć wielu. Poza tym jednym, którego naprawdę chcesz. – i on i ona wiedzieli już, że wygrał. Odstawił pustą szklankę i zamówił setkę czystej. Uśmiechnęła się, tak jakby znalazła jeszcze jedną lukę w jego rozumowaniu, ostatnie wyjście ewakuacyjne dla samej siebie. - Jego też mogę zaciągnąć do łóżka. – zaciągnęła się papierosem i spojrzała na barmana, który nie rozumiał nic z tej rozmowy. - W to nie wątpię. Ale nigdy nie będziesz go miała. – wypił wódkę, zapłacił. Wstał. – Kobiety są naprawdę silne i przebiegłe... do momentu, w którym się zakochają. – odwrócił się, aby odejść. Nawet, gdyby nie chciała dłużej rozmawiać, wyszedł obronną ręką z tego starcia. Spodziewał się, że złapie go za ramię, albo zawoła, ale ona nie zareagowała. Spędził w klubie jeszcze kilka godzin, walcząc ze sobą, żeby nie złamać się i nie podejść. Porozmawiał ze znajomymi, wypił kilka piw, poszedł potańczyć, a kiedy wrócił, jej już nie było. Jego plan nie wypalił, chyba pierwszy raz w życiu. - Spodobałeś jej się. – powiedział barman nalewając mu kolejne piwo. Zaskoczony popatrzył pytająco – Z nikim nie rozmawiała tak długo jak z tobą. Często tu przychodzi, pije cały wieczór, a potem wychodzi, zawsze o 2:34. Nigdy nie chce z nikim rozmawiać. - Więc skąd wiesz, że się jej spodobałem? - Czekała, aż wrócisz. Patrzyła na ciebie, jak się bawiłeś. - Ma jakieś stałe dni, kiedy się tu pojawia? – czuł satysfakcję, choć wiedział, że jeszcze nie wygrał tej potyczki. - Nie, raczej nieregularnie. Ale często. - Dzięki. Rozmyślał, co może zrobić z tą szczątkową wiedzą, którą o niej posiadał. Postanowił zaryzykować, postawić na jedno zdanie. Wychodząc z klubu zostawił barmanowi kartkę dla niej. Uśmiechnął się wyobrażając sobie wyraz jej twarzy, gdy ją przeczyta. I liczył na cud.
Cud zdarzył się tydzień później, gdy Jarek znów trafił w to samo miejsce. Nie, bynajmniej nie zapomniał o dziewczynie z whisky, miał nawet nadzieję, że znów ją tu zastanie, ale postanowił być twardy i nie szukać jej po wszystkich knajpach w mieście. Dlatego, gdy podszedł do baru żeby zamówić alkohol, zdziwił sie nieco, ale i ucieszył, gdy barman podał mu poskładaną, wyrwaną z gazety kartkę. Wiedział, że to od niej. Wiedział, że to znaczy cholernie dużo. Barman spokojnie nalewał kolejne piwo do kufla i spytał, jakby obojętnie, co takiego Jarek napisał tej dziewczynie, że udało mu się uzyskać odpowiedź. Jarek nie był pewny, czy pracownik knajpy sobie przypadkiem nie żartuje – mógł przecież sam przeczytać, mógł być jej dobrym znajomym, wspólnikiem do podrywów i Bóg wie czego jeszcze. Postanowił jednak zachować pokerową twarz. Uśmiechnął się i rozłożył trzymany w ręce papier. Nie znalazł tam nic więcej, poza wyraźnie napisanym adresem, nazwą klubu, datą i godziną. Nie wiele rozumiał. Nie wiedział też, czy zastosować się do tego całego rozkazu, jaki mu ewidentnie wydała na tym skrawku reklamy. Zanim odszedł, pomyślał, że barman i tak nie zrozumie, jeśli nie słyszał ich rozmowy. - Takie tam, mądrości życiowe. – u uśmiechnął się porozumiewawczo.
Długo myślał, czy skusić się, czy raczej pokazać, że to wszystko nic nie znaczyło i nigdy więcej nie szukać z nią kontaktu. Doszedł jednak do wniosku, że trzeba wykorzystywać okazje dane przez los. Nie spóźnił się więc ani minuty - dokładnie o 23 wszedł do wskazanego lokalu, zajął obojętnie miejsce obok towarzyszki, zamówił martini. Ona, jak za pierwszym razem, piła Jonnie'go Walker'a. I paliła papierosa. Była ubrana bardzo podobnie, choć Jarkowi wydawała się jeszcze bardziej seksowna. Może dlatego, że dzisiaj nie był obcym jej facetem, może dlatego, że wypił już trochę przed wyjściem z domu. Uśmiechnęła się do niego, gdy wychylił łyk ze swojego kieliszka. - Czemu przyszedłeś? – spytała zaciągając się dymem. - Bo... nie chciałem, żebyś musiała pić sama. – jej rozbawiony wzrok wybił go nieco z rytmu. Wokół nich siedziało wiele osób, jakichś Anglików lub Szkotów, wszyscy patrzyli na nią. - A nie dlatego, że chciałeś mnie przelecieć? – znów odwróciła głowę w kierunku baru. O co jej chodziło, dlaczego była taka? Dlaczego z minuty na minutę popadała w kolejną skrajność? - Na pewno nie mniej, niż ty mnie. I na pewno nie bardziej. – tak. Teraz on był górą. Obojętnie wypił kolejny łyk trunku. Czuł na sobie jej spojrzenie. - Więc czego chcesz? – spytała po bardzo długiej chwili ciszy. Napięcie między nią a Jarkiem wydawało mu się być nie do zniesienia. Jakby non stop balansowali na granicy, choć jeszcze wczoraj czy tydzień temu nie wyobrażał sobie nawet, że można granicę tę aż tak naciągać. - Chyba udowodnić ci coś. - Co? – znów ten uśmiech. Spojrzał jej w oczy. Nie wyrażały tego, co cała mimika. Były smutne. - Że nie jesteś najlepsza. I wcale nie musisz. – skarcił się w myślach. Co on właściwie robił? Do czego dążył?! Ona skinęła na barmana, który dolał jej whisky. Chyba zadziałało, bo przestała już udawać, że świetnie się bawi. - Kim ty w ogóle jesteś? Dlaczego... - Uwierz mi, że sam się nad tym zastanawiam. – teraz trzeba było zdecydować, jak dalej poprowadzić całą znajomość. Postanowił w końcu, że przejmie inicjatywę. Wystarczająco długo trwał już ten spektakl, w którym role rozmywały się i pojawiały na nowo. Usiadł więc przodem do niej, wyciągnął rękę przed siebie. - Jestem Jarek. – popatrzyła zdziwiona. Ale również się odwróciła i uścisnęła jego dłoń. - Magda. - Pozwolisz, że zaproszę cię do stolika? – skinęła głową, zabrała torebkę i ruszyła w kierunku wolnego miejsca. Teraz mógł zobaczyć ją w całej okazałości, nie była może wysoka, ale z wdziękiem poruszała biodrami, a jej wcięcie w talii było wręcz idealne. Włosy musiała mieć długie, bo spięte wysoko w koński ogon, dosięgały łopatek. Teraz musiała zacząć się normalna rozmowa, jakby naprawdę udało mu się ją poderwać. Wiedział, że tak nie jest, wiedział, że to może być tylko kolejna gra z jej strony. Cieszyła go ta niepewność. - Miejmy te formalności już za sobą... – rzuciła spokojnie - ...czym się zajmujesz? - Studiuję. I pracuję. – odpowiedział. Dziwnie brzmiały zwykłe pytania w jej ustach. – A ty? - Jestem kelnerką. – odpowiedziała rozbrajająco szczerze. – Czytam. Piszę. Słucham muzyki. I piję. – pociągnęła łyk ze swojej szklanki – Co studiujesz? - Informatykę, właściwie grafikę komputerową. A pracuję jako... tworzę strony internetowe dla firm. Lubię to. Tworzę też inne rzeczy. - Tworzysz. Jesteś artystą? – przy zaciąganiu się unosiła głowę do góry i zamykała oczy. Teraz zauważył, że ma paznokcie pomalowane na bordowo, a wokół nadgarstków niezliczoną ilość bransoletek. - Nie wiem, chyba nie. Jestem DJem. – rzucił spokojnie, wiedział, że na niej pewnie nie zrobi to wrażenia. O dziwo, zrobiło. - Rodzaj muzyki? - Mój własny. – jej spojrzenie było tak przenikliwe, że kontynuował. Podał nazwę klubu, dni, nazwy projektów. Ona nie odzywała się, jedynie patrzyła spokojnie na niego. Obserwowała ruchy, mimikę, zamykała oczy, żeby lepiej słyszeć barwę głosu. Treść jego opowieści nie był ważny, wiedziała o nim wszystko, czego potrzebowała. – A ty? Przy jakiej muzyce się bawisz? - Nie bawię się. Słucham jej. - No tak, ale chyba czasami tańczysz. Widać to po tym, jak chodzisz. – blef. Ale trafiony. - Tańczę, dużo. Ale tylko wtedy, kiedy mam na to ochotę. Ostatnio rzadko mi się to zdarza. Przy tym trybie życia... – podniosłą szklankę w geście toastu i wypiła do