Filozofia · 15 min czytania
Wiadomość w butelce
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wiadomość w butelce
Lał deszcz. Ciemne chmury przysłoniły niebo. Silny wiatr hulał po ulicach. Zdyszany mężczyzna ledwo przedzierał się przez strugi wody. Ludzi już nie było, zapadał zmrok. Zatrzymał się w nikłym świetle latarni. Zmęczony oparł się o delikatny słup. Jego oddech był szybki i krótki. Nie był już pierwszej młodości. Na skroniach pojawiała się siwizna, na czole głębokie bruzdy. Jego zamszowe buty przemokły, po płaszczu spływały stróżki wody. Nagle usłyszał kroki. Jednym ruchem opuścił czarny kapelusz na oczy, prawą rękę schował pod długi, do ziemi płaszcz. Kobieta ubrana w niezwykle krótką spódniczkę przeszła obok, nie zwracając na niego uwagi. Ustaw ułożyły mu się w delikatny uśmiech. Zaraz jednak znów przybrał poważny wyraz twarzy, rysy się wyostrzyły, sylwetka wyprostowała. Szybkim krokiem ruszył dalej. Szaruga, wyginające się na wietrze drzewa, i migotające latarnie wprawiały go w podły nastrój. „Jak najszybciej do domu” – mruczał pod nosem. Nagle poczuł ze traci równowagę. Po chwili zorientował się, iż leży na chodniku. Obraz starych budynków, w mgnieniu oka zamienił się na widok szarych cementowych płyt. Poczuł w ustach słony zapach krwi. Z przerażeniem spojrzał na podtuczone szkło i czerwoną plamę na chodniku. Krople deszczu zdawały się być niezwykle ciężkie. W oddali wirował na wietrze jego czarny kapelusz. Długie, jasne włosy opadły mu na twarz, rozmazując krew po skroniach. Z trudem uniósł głowę. Mętnym wzrokiem rozejrzał się dookoła. Jego spojrzenie napotkało zmoczoną deszczem kartkę papieru. Wtedy dopiero zauważył, że odłamki szkła tworzą butelkę. „Wiadomość w butelce w środku miasta?”- zdziwił się. Ostatkiem sił podniósł list, stanął na nogach i powlókł się dalej. Rozcięte czoło zostawiało drobne ślady na chodniku. Z przerażeniem spojrzał w sklepową szybę. Zmasakrowana twarz, brudne włosy sprawiały, iż wyglądał przerażająco. Przyspieszył kroku. Wciśniętą we wewnętrzną kieszeń kartka uwierała jego myśli. Z trudem otworzył drzwi mieszkania. Padł na kanapę. Obudził się rano. Przez noc krew zastygła mu na włosach i twarzy, w miejscu gdzie zostawił buty powstała wielka kałuża. Z trudem podniósł się, obmył twarz i zmienił ubranie. Już miał schować płaszcz do szafy, kiedy w jego umyśle zajaśniało jedno słowo „kartka”. Pośpiesznie wyciągnął ją z kieszeni.
S.O.S. Pomóż mi!(tu część wiadomości rozmazał deszcz)ul. Konstantynowa. Jaś.
„Dziwne”- pomyślał mężczyzna, poczym bez zastanowienia zgniótł kartę i już miał ją wyrzucić do kosza, kiedy ktoś zapukał do drzwi. W jego mieszkaniu był to niezwykle rzadki odgłos. Nie miał zbyt wielu przyjaciół, nie utrzymywał kontaktów z rodziną. Na klatce stała drobna brunetka. Gładko związane włosy opadały jej na kark. Na zielonej kurtce niechlujnie zwisał czerwony szalik. -Cześć- powiedziała nieśmiało. – Co słychać? -Nic ciekawego- odparł, a wyszło mu to niezwykle sztucznie. Przez dłuższy czas patrzyli na siebie zmieszani. Cisza przeciągała się niemiłosiernie. Policzki dziewczyny zapłonęły. -Mogę wejść?- zapytała nieśmiało. -Proszę Kiedy tylko weszła od razu pożałowała, że tu przyszła. Pomieszczenie było ciemne. Bordowe zasłony nie wpuszczały światła. Wszędzie unosiły się kłęby dymu z papierosów. Po całym mieszkaniu porozrzucane były ubrania. W kuchni stały sterty brudnych naczyń. Na stole leżały puste butelki. Mężczyzna czuł się wyraźnie zakłopotany. Jednym ruchem dłoni zrzucił stertę ubrań na podłogę i wskazał kobiecie fotel. -Napijesz się czegoś?- zapytał w końcu. -A co masz?- zadała pytanie, którego się nie spodziewał. Po chwili milczenia odparł: -Piwo, kilka butelek czegoś mocniejszego i może znajdzie się jakaś torebka herbaty. -Więc poproszę herbatę. Umył jedną szklankę i wyciągnął czajnik. Po chwili postawił pełne naczynie na stole. -Niestety nie mam cukru ani cytryny. -Nie szkodzi- powiedziała, uśmiechając się. Znów nastała ta krępująca cisza. On zastanawiał się, po co ona tu przyszła. Ona bardzo chciała nawiązać rozmowę. -Skoro zostaliśmy sąsiadami to może poznajmy się bliżej. Ja studiuje prawo. A ty? Czym się zajmujesz? -Pisze książki. -To bardzo ciekawe. Wydałeś już coś? -W zasadzie drukuje książki we fragmentach w czasopismach. Jedna z nich niedługo wyjdzie w całości- sam zdziwił się swoją szczerością. -Czy to jakiś nieudany rękopis?- spytała patrząc na zgniecioną kartkę na stole. -Nie- zawahał się. – To nic ważnego. Prawdę mówiąc znalazłem na ulicy. Spojrzała na niego pytającym wzrokiem.- Możesz przeczytać. -To bardzo dziwne. Ktoś potrzebuje pomocy. Ta kartka leżała tak po prostu na ulicy?- -Przecież mówiłem, to nic ważnego. Zaraz wyrzucę to do kosza. -Nie!- prawie krzyknęła. –Może ktoś potrzebuje pomocy. Powinniśmy go odnaleźć. -Powinniśmy? My? Przepraszam cię, ale chyba się za bardzo przejęłaś. Zaraz wyrzucę tą kartkę i będzie po wszystkim. -Tak nie można. Ten ktoś miał wielkie szczęście, że udało nam się znaleźć tę kartkę. -Słucham?! To ja ją znalazłem i to ja ją wyrzucę- uniósł rękę i chwycił świstek. Dziewczyna złapała go i spojrzała w jego niebywale niebieskie, duże oczy. Mówi się, że oczy są zwierciadłem ludzkiej duszy. A jego oczy były piękne. W kolorze nieba, głębokie. Od kiedy w nie spojrzała wiedziała już o nim wszystko. Jak bardzo samotnym, skrzywdzonym przez życie jest człowiekiem. Nie mówiąc słowa zrozumiała, że ten zgorzkniały, opuszczony mężczyzna potrzebuje odrobiny uwagi i bliskości drugiego człowieka. -Chyba powinnaś już pójść- powiedział odrywając od niej wzrok. -Mogę jeszcze przyjść? -Jak chcesz- odparł i otworzył drzwi. Po kilku godzinach przed telewizorem, kolacją składającą się z paczki chipsów i puszki piwa położył się spać. Rano obudził go potworny ból głowy. Powoli zwlókł się z łóżka. Jego oczy napotkały zgniecioną kartkę. Chwycił ją i już szedł, aby ja wyrzucić, kiedy jego wzrok napotkał zwrot: pomóż mi! Ręka zadrżała mu. „Może ktoś naprawdę potrzebuje pomocy –pomyślał.- To pewnie jakiś głupi żart”- zmienił zdanie. Jednym ruchem ręki wrzucił kartkę do kosza. Jednak ten krotki zwrot, skierowany właśnie do niego utkwił mu w pamięci. Cały dzień minął mu na biciu się z myślami. Ciągle jednak usprawiedliwiał swoje zachowanie. „To jakaś niedorzeczność, nie mam adresu, co ja mogę zrobi?”- Powtarzał sobie. Oglądał telewizje, poszedł do sklepu, napisał kilka zdań swojej niedokończonej książki, jednak nie mógł się skupić. Wreszcie położył się spać. Przed oczami miał ten wystający z kosza świstek z prośbą o pomoc. Przewracał się z boku na bok. Słyszał tykanie zegara, przejeżdżające za oknem samochody. Momentami udawało mu się zająć czymś myśli, jednak wszystko kojarzyło u się z tą nieszczęsną kartką. Przypomniał sobie telewizyjne wiadomości, te samotne, bezdomne dzieci, o których wspomniano. „Może to któreś z nich napisało list?”- przyszło mu do głowy. Przewracając się z boku na bok przez pół nocy, nie wytrzymał. Wstał i wyciągnął kartkę z kosza. Rozprostował i położył na stole. „Jutro cię odnajdę”- pomyślał i od razu poczuł niesamowitą ulgę. Już nie musiał sobie wmawiać ze jest dobrym i wspaniałym człowiekiem. Teraz to poczuł. Pogodzenie się z tą sytuacją sprawiło mu ogromną radość. W jednym momencie całe jego życie stało się proste,…