Romans · 11 min czytania
Wiara czyni cuda
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Aken było wielkim miastem z długą historią. Jego dzieje sięgały początków ziem i ciągnęły się przez wiele wieków,wypełnionych zarówno okresami głodu, jak i dostatku. Przez te wszystkie lata miasto zdołało ustalić swój ostateczny kształt, którego nie zmieniły nawet usilne starania kolejnych pokoleń władców. Dużą zaletą Aken było jasne rozmieszczenie dzielnic. Każda z nich miała wyraźnie wyznaczoną rolę: były więc miejsca, gdzie mieszkali najbogatsi, części wypełnione kawiarniami i restauracjami, a także zbiorowiska urzędów oraz budynków rządowych. Pośród tego tłumu było jednak miejsce, gdzie nie zapuszczał się nikt o zdrowych zmysłach. Dzielnica mieszkalna niższych warstw społecznych mieściła się, co ciekawe, w samym środku miasta. Wbrew pozorom, było to idealne miejsce– łatwo było stłumić pochodzące stamtąd zagrożenia. W czasie pożaru lub zarazy po prostu zamykało się bramy wiodące do tamtej części. Ten rejon był samowystarczalny. Posiadał własne sklepy, szkoły, pocztę,a nawet kilka lokali w których mogli się spotykać młodzi ludzie. Spotykać się, żyć jak każdy inny człowiek na świecie. Pragnęli choć stwarzać pozory normalnego życia. Byli wyrzutkami społeczeństwa, choć zawinili jedynie niskim urodzeniem i brakiem pieniędzy. Dla nich istniała tylko teraźniejszość: nie było żadnej przyszłości, a przeszłość była zbyt bolesna by ją wspominać.
Frank szedł pustą ulicą. Ciszę zakłócało tylko dalekie pokrzykiwanie dzieci, oraz gwar rozmów dobiegających z jednego z mieszkań. Coś go podkusiło żeby wejść do tej części miasta. Wiedział że było to bardzo głupie, ale zawsze ufał swoim przeczuciom. A one mówiły mu, że tu na niego coś czeka. W swojej kilkuletniej karierze fotografa przekonał się, jak ważna jest intuicja. Gdyby nie ona, zapewne dalej siedziałby na etacie w jakimś marnym brukowcu. Tylko przez przeczucie natknął się na osobę,która pomogła mu wypracować własny styl, dzięki której jego prace były natychmiast rozpoznawane. Ta sama siła pchnęła go teraz do dzielnicy biedoty. Frank nie miał pojęcia czego szuka, dlatego starał się wyłapywać wszystkie informacje jakie do niego docierały. Zamknął oczy. Najpierw skupił się na dźwiękach. Rozmowy. Śmiech. Jakieś dziecko śpiewało piosenkę. Poza tym nienaturalna cisza – żadnych śpiewających ptaków, szumiących liści. Widocznie okolica nie była zbyt przyjazna dla natury. Dobrze. Teraz zapachy. Śmierdzi. Mężczyzna otworzył oczy i zaczął obserwować. Już na pierwszy rzut oka można było rozpoznać, kim są mieszkający tu ludzie. Tynk odpadający ze ścian, walające się wszędzie śmieci. Wąskie uliczki, raczej nie zbudowane z myślą o samochodach. I tak mało kto je tu miał. Nagle uwagę fotografa zwróciła grupka ludzi wychodząca z baru. Frank dopiero teraz zauważył ten lokal – jego drzwi były nieco mniej odrapane niż inne, a nad nimi wisiał brudny szyld. Zdecydowanym krokiem ruszył ku wejściu. Przez głowę przemknęła mu myśl, czy aby jest to całkowicie bezpieczne, ale już za późno było na rozmyślania. Nikt go nie zatrzymał, gdy usiadł na jednym z wysokich stołków umieszczonych przy barze. W pomieszczeniu było zaskakująco czysto i schludnie, a także...pusto. Jedynymi klientami był starszy facet z długą brodą, oraz młoda dziewczyna. Zwłaszcza ta druga zwróciła uwagę Franka. Nie była piękna, ale miała wsobie coś co przykuwało uwagę, zwłaszcza że w chwili obecnej śmiała sięwariacko, co jakiś czas pociągając z trzymanej butelki. Fotograf zamówił piwo i postanowił spróbować zapoznać się z intrygującą dziewczyną. Nie zwróciła na niego uwagi, nawet gdy stanął naprzeciwko niej. Jedynie przestała się śmiać, w zamian za to wzdychając co chwilę. W końcu Frank postanowił przerwać tę dziwną sytuację. - Przepraszam, czy wolno mi zająć pani chwilę? – zapytał, posyłając w stronę nieznajomej uśmiech. W odpowiedzi został zmierzony nieprzychylnym spojrzeniem. Dziewczyna patrzyła na niego badawczo. W pewnej chwili odłożyła butelkę i skrzyżowała ramiona. - Szukaj sobie podrywki gdzie indziej, dziadku – warknęła, przewracając oczami. Frank popatrzył na nią zdziwiony. Może wyglądał na nieco więcej niż swoje trzydzieści lat, ale na pewno nikt nie mógłby nazwać go dziadkiem. Przeciwnie, uchodził za dość przystojnego mężczyznę. Co prawda większość kobiet wolała blondynów, ale i on nie narzekał na brak zainteresowania. Cóż, widocznie dla niej był dziadkiem. Ciekawe, ile lat miała ona? Wyglądała na szesnaście, ale Frank mógłby się założyć że była starsza. Nie wyglądała jak nastolatka usiłująca zgrywać dorosłą. Miała raczej postawę zmęczonej życiem, starej kobiety. - Źle mnie zrozumiałaś. Nazywam się Frank Ismair. Jestem fotografem. Z satysfakcją zauważył że jej wrogość zniknęła, ustępując miejsca zaciekawieniu. Dziewczyna wyprostowała się i ponownie sięgnęła po butelkę. Nie omieszkała obrzucić go jeszcze jednym uważnym spojrzeniem, nim się odezwała. - Jestem Miko. Frank odsunął sobie krzesło i usiadł. Zauważył że dziewczyna obserwuje każdy jego ruch, jakby zaraz miał wyciągnąć pistolet i kogoś zabić. Zapadła niezręczna cisza. Najwyraźniej jego nowa znajoma nie należała do osób rozmownych. Albo po prostu chciała wystawić na próbę jego cierpliwość. - Myślałaś może o zostaniu modelką? – Frank bez namysłu powiedział to, co mu akurat ślina na język przyniosła. Miko prychnęła, wypijając resztę piwa z trzymanej butelki. - Nie, nie myślałam – mruknęła, komicznie podnosząc jedną brew - a co,…