Filozofia · 6 min czytania
Wiara jak Dupa
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wstając dziś rano, jak co dzień, niezmiennie od dwóch tygodni, na silnym kacu, którego woda z kranu nie ugasi, pomyślałem że chcę się wreszcie zakochać. Zakochać tak jak zakochują się ludzie, którzy umieją kochać, ja mam wrażenie że pozbyłem się tej umiejętności parę lat temu, jak Eliza powiedziała żebym wyszedł z jej mieszkania, a ja wyszedłem, odwracając się na pięcie. Zbiegłem ze schodów, właściwie to się z nich stoczyłem pijany, ale próbowałem utrzymać równowagę, więc, niech będzie że zbiegłem. Potem zadzwoniła jeszcze parę razy, że powinienem wrócić, przeprosić, kupić kwiaty, bombonierkę, jakąś tandetną broszkę, łańcuszek, albo bransoletkę, ale ilekroć chciałem wyjść i kupić zawsze kupowałem wódkę. Nie chciało mi się patrzeć w jej wielkie ufne oczy, pełne usta, i się tłumaczyć głupio że to nie ja, że to wódka przeze mnie mówiła. Od tamtej chwili, od tamtych dni, widziałem Elize parę razy z przystojnym, zadbanym, młodym mężczyznom, z pełnym uzębieniem i dbającym o świeży wygląd twarzy, podczas gdy moja była już zaorana przez pług starości i alkoholowych libacji. Kochałem ja kiedyś i myślę że mógłbym nawet z nią sobie życie ułożyć, ale uciekłem w pewnym momencie. Moja matka mówiła jeszcze, jak biedaczka żyła, że umiem tylko uciekać, spierdalać jak myszy, szczury po kuchennej, drewnianej podłodze, że żadna kobieta ze mną nie wytrzyma, i że wyląduję w rynsztoku jak mój ojciec. Jestem już prawie na miejscu. - Czym się pan zajmuję panie Kaczmarek? - Tym czym mój ojciec. - Nie znam pana ojca. - Głównie piciem.
Próbuję jakoś wyjść wreszcie z domu, ale się boję. Boję się bramy, choć ciemna, nie porazi mnie żaden promień słońca, którego akurat dziś najmniej potrzebuję, ulicy i ludzi, choć wiem że zbyt wielu tu i dziś ich nie spotkam, wszak godzina wczesna, śpieszą się do pracy, albo już pracują na lata emerytury, na podatki, na nowy samochód, kino domowe, i wyjazd z rodziną na wczasy nad morze. Ja pierdole dziś wyjazdy z rodziną i kino domowe, ja mam kaca, a boję się z domu wyjść żeby wódkę kupić. Położyć się, przytulić do pełnej butelki i spijać, tak żebym nie musiał wychodzić, a tu kurwa dupa, trzeba wyjść. Zsunąłem się po poręczy na sam dół klatki schodowej. Nogi mnie rwą, brak magnezu, to normalne po takich wygibasach alkoholowych. Teraz tylko żebym nikogo nie spotkał, nie zniósł bym tego żebym miał się z kimś dzielić wódką, i samotnością, która dziś akurat mi nie przeszkadza. Ulica na szczęście pusta, ani żywej, ani martwej duszy, żadnego jestestwa, nawet pana…