Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Wojna · 7 min czytania

Wiara silniejsza niż śmierć: cz.1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

I

Długo się zastanawiałem, czy opisać moje uczucia i wspomnienia, które rozdzierają moją duszę. Zadałem sobie pytanie, czy tak piękną historię mogę zabrać do grobu? Czy losy moich sąsiadów mogą wreszcie ujrzeć światło dzienne? Myślę, że mogą, aby uświadomić innym ludziom jak życie i rodzina są kruche i w każdej z chwili narażone na śmiertelne niebezpieczeństwa. Jak jedno słowo, a czasem i nawet jeden gest niszczy wszystko co kochaliśmy, do czego byliśmy nie odwrotnie przywiązani czasem o tym nie wiedząc.

Pamiętam to jak dziś, chociaż minęło wiele lat. Wojna domowa w Bośni i Hercegowinie. Mieszkaliśmy w zubożałych barakach, które w każdej chwili były narażone na niebezpieczeństwo z nieba i z ziemi. Codziennie na naszą wioskę spadał deszcz pocisków pochłaniając dziesiątki ludzkich dusz. Błękit nieba rozdzierał odgłos wybuchów, krzyku ludzi, a w powietrzu tkwiła woń ludzkiego cierpienia i śmierci.

W baraku obok mnie mieszkała rodzina, to właśnie tej rodziny losy tak mnie dotknęły, mimo, że wokoło być może ludzie cierpieli jeszcze bardziej.

Melisa podeszła do swojej matki leżącej na kocu. - Przyniosłam ci lekarstwa matko i trochę chleba.- rzekła wręczając matce małą tabletkę i kromkę chleba. - A ty?- zapytała matka. Melisa dobrze wiedziała co to znaczy. - Ja już jadłam- odpowiedziała, choć jej wnętrze rozdzierał głód.

Matka cierpiała na groźna odmianę grypy, śmiertelną.

Pomogła matce łyknąć tabletkę i wyszła na ulicę. Zwłoki ludzi gniły porzucone, przez nikogo nie zauważone. Ludzie mieli dość swoich problemów i cierpień, by przejmować się czymś jeszcze.

Nagle zza chmur wyłoniły się samoloty wroga. Na ulicy dało się zauważyć panikę. Nikt nie wiedział, czy te samoloty tylko tędy przelatują, aby dotrzeć do celu, czy też mają zbombardować ich wioskę.

Tłum ludzi na ulicy skupił się w jednym miejscy, przy schronie. Był jedyny schron jaki zdołali wykopać. Był wstanie zmieść pół wioski, a druga połowa, no cóż, już nie żyła.

Ostatnie bombardowanie miało miejsce około pół miesiąca przed wydarzeniami, które opisuję teraz. Mieli szczęście. Ziemi dotknęły tylko 2 bomby. Reszta wybuchła w czasie spadania, albo nie trafiła i wleciała do pobliskich stawów.

Mimo to dużo ludzi poniosło śmierć, a dwa razy więcej zostało rannych. Ranni cierpią bardzo, gdyż w pobliżu nie ma żadnego szpitala polowego. Chyba byłoby dla nich lepiej gdyby zmarli.

Od tego czasu wybudowano właśnie ten schron. Był tam na co dzień uzupełniany zapas żywności, chociaż i tej nie było zbyt wiele, a nawet ośmielę się powiedzieć, że jej po prostu brakowało.

Ludzie wbiegli gwałtownie do schronu przepychając się na wzajem. Ojciec Melisy, schorowany staruszek był wśród nich.

Melisa wbiegła do baraku by zabrać swoją matkę. Było jednak już za późno. Silniki samolotów grzmiały tuż nad ich głowami. Samoloty zeszły na bardzo niską wysokość, było więc wiadomo, że będą bombardować ich wioskę. Dało się tylko słyszeć huk, tumany piasku wzbiły się w powietrze. Później była cisza. Słychać było jęki ludzi, płaczące dziecko, piasek opadał bezszelestnie. Warkot samolotów oddalał się z każdą chwilą. W końcu nie było słychać go wcale.

II

Ludzie wyszli ze schronu rozglądając się wokół. Niektórzy byli jeszcze w szoku. Jedna kobiet dostała krwotoku. Wszyscy szukali wzrokiem miejsca gdzie trafiła bomba…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Wiara silniejsza niż śmierć: cz.1 — czytnik · opowiadania