srodowisko · 11 min czytania
Wiatr
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Ewa nie potrzebowała prognozy pogody, aby wiedzieć, że nadchodzi wiatr. Już na parę godzin przed wiatrem pies zaczynał być niespokojny. Kręcił się po całym domu wyraźnie nie mogąc sobie znaleźć miejsca. Podchodził do okna, siadał i uważnie wpatrywał się w szybę. Okno było nisko, bardzo nisko, zaledwie jakieś 50 cm od ziemi, więc widział przez nie doskonale. Co widział? Tego Ewa nie wiedziała. Ona widziała zwykły, własny, ulubiony widok. Pies musiał widzieć coś innego, strasznego, bo w jego oczach pojawiał się strach. Oczy robiły się wielkie i z lekka nieprzytomne. Mówiła do niego, ale nie słuchał. Nawet nie merdał ogonem. Siedział jak posąg i wpatrywał się w okno, za którym nadal było cicho i spokojnie. Chmury spowijały niebo ciężko wisząc nad górami. Woda fiordu lekko falowała, pokryta małymi zmarszczkami. Wokół było cicho. Tylko pies uparcie wpatrywał się w okno. Nagle wstał i nerwowo zaczął przemierzać pomieszczenia tak jakby kontrolował czy wszystko jest w porządku. Pies właściwie nie miał swojego miejsca. Zazwyczaj chodził za swoim panem lub kładł się w jego pobliżu. Bardzo lubił siedzieć na balkonie. To było jego królestwo. Stamtąd wszystko widział, nad wszystkim miał kontrolę. Nie ujadał na przechodniów ani na z rzadka przejeżdżające samochody. Siedział i obserwował. Był jednak wyjątek - biały pies jednego z dalszych sąsiadów. Biały pies pojawiał się czasem samotnie i rudy lisek, jak nazywała psa Ewa, zamieniał się w demona ziejącego nienawiścią. Parę razy nie udało się uniknąć starcia. Rudy lisek był szybki i skuteczny nawet w stosunku do tego młodszego i większego przeciwnika. Ewa więc pilnowała, żeby nie dochodziło do starć. Dalszy sąsiad miał do tego stosunek ambiwalentny. Nie pilnował psa, nie wiązał, nie zamykał, - a co mu tam, niech się inni martwią. Teraz jednak balkon był zamknięty i nadchodził wiatr a pies krążył nerwowo po domu. Coraz szybciej, coraz niespokojniej. Czasem przysiadał przed oknem i w jego oczach strach przeobrażał się w panikę. Nie słyszał i nie widział niczego innego oprócz tego tam za oknem. A za oknem nadal było cicho i spokojnie.
Tego dnia Ivar oświadczył, że będzie sztorm. W „pogodynce” informowali o sile wiatru do 25m/s. - Tutaj może być nawet więcej - powiedział Ivar. - Zawsze tak jest – dodał.
Zaczęli więc przygotowania. Chowali wszystko co nie było przytwierdzone do czegokolwiek, co mogło gdzieś polecieć. Okrętowy porządek. Chowali doniczki i krzesła. Stół też schowali chociaż zazwyczaj po prostu odwracało się go do góry nogami i zahaczało o balustradę. Natomiast wieloletnia surfinia Ewy powędrowała do garażu aby przeczekać wiatr. Pojemniki na śmieci przywiązali liną do wkrętów przytwierdzonych do ściany domu. Potem pozamykali wszystkie wywietrzniki w oknach, które również zostały dokładnie zamknięte. Pies był coraz bardziej niespokojny. Zaczynał się ślinić. Miał duże i coraz bardziej nieprzytomne oczy. Drżał na całym ciele.
- Co to tak huczy?- spytała Ewa. - To wiatr nadchodzi - odpowiedział Ivar. Od strony gór nadchodziło coraz bliżej huczenie narastające w siłę. Zbliżało się jak nadlatujące bombowce. W miarę jak przybierało na sile, psa ogarniała coraz większa panika. Zerwał się z miejsca, przebiegł przez kuchnię, zbiegł schodami na dół, schował się pod nie i za moment znowu był na górze dygocący ze strachu. Nie można go było powstrzymać ani przytrzymać, bo wyrywał się jak dziki i biegł wciąż przed siebie szukając schronienia, którego jakoś nie potrafił znaleźć. - Zostaw go, - powiedział Ivar. – - Nie można mu pomóc. Nie mogę mu dawać tabletek uspokajających, bo jego stare serce nie wytrzyma. A tak jest nadzieja, że przeżyje jeszcze ten sztorm. Nawet w pralni nie mogę go zamknąć, bo wyje. - - Chodź tu! - powiedział do psa, ale ten nie przyszedł. Rozpłaszczył się na podłodze. Właśnie wtedy wiatr dopadł do domu. Dopadł, bo po prostu uderzył w dom. Zatrząsł nim tak, aż zabrzęczały kubki w szafce i zadźwięczały kryształowe kieliszki. - Coś w nas uderzyło? - spytała Ewa trochę niepewnie. - Nie, to tylko wiatr, - odpowiedział spokojnie. - Przygotuj latarkę i świece na wszelki wypadek.
Część 22 / 2
Dom trząsł się w porywach wiatru. Wiatr nie zawodził. On huczał i bił w dom porywami. „Wietrzne fale”, - jak nazywał to Ivar. Bo wiatr zachowywał się tak samo jak fale morskie. Cofał się, spiętrzał i uderzał. Coraz silniej i coraz wścieklej. Tak wściekle, że dom drżał. W szyby walił deszcz również falami i już nic nie było widać.
- Posiedzimy jeszcze parę godzin dopóki się trochę nie uspokoi, bo to nigdy nic nie wiadomo, a potem pójdziemy spać - powiedział Ivar. – - Spać? Przy takim hałasie? – - Spać, - potwierdził. To nie jest nic takiego, jak się trochę uspokoi, będzie można spać,- powiedział i poszedł do łazienki. Pies powlókł się za nim. Zostawiła drzwi do kuchni otwarte tak aby pies miał dostęp do miski z wodą, której na pewno będzie tej nocy potrzebował więcej niż zazwyczaj.
Siedzieli w głębi salonu na wygodnych fotelach i oglądali telewizję. W wiadomościach informowano o możliwości ekstremalnego zagrożenia na wybrzeżu i zalecano pozostawanie w domach, a już na pewno unikanie dalszych podróży. - No, no, może zdrowo powiać, - powiedział Ivar i zaraz dodał – zapomnij o jutrzejszej szkole. Na 99 % promy nie będą kursowały przy takiej pogodzie. Zresztą zadzwonisz, to tutaj normalne. -
Ewa rozglądała się za psem. Znalazła go na dole pod schodami. Siedział tam ciężko dysząc. - Niech tam siedzi – powiedział…