Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 20 min czytania

Wiatr cz.2

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział 8

Gwałtownie otworzyły się drzwi do mieszkania i wbiegli do niego Michał i Leon. Pokonali na nogach dziewięć pięter, lecz nie było tego po nich widać. Leon miał dość czasu żeby sobie wszystko poukładać w głowie. Był pewny jednego. Nikt im już nie pomoże. Koniec już niedługo Tego drugiego nie był do końca pewien. - zeszyt Leonie. Musisz mi go pokazać. - leży na tapczanie w dużym pokoju.- wyrwał się z zamyślenia. Michał minął go w przedpokoju i wbiegł do salonu. Na tapczanie leżał opisany przez tego biedaka zeszyt. Podniósł go i przewertował kilka stron. Zatrzymał wzrok na kartce z napisem moriar Leon i westchnął. Po chwili znów zaczął szukać czegoś dalej wertując kartki. - Michale, czego szukasz? – Leon wszedł do pokoju i stanął obok niego. - usiądź. Coś ci pokażę. Przewertował jeszcze kilka stron. - jest! – krzyknął i przybliżył się do niego. - Popatrz Leonie na ten fragment. Leon popatrzył na odręcznie zapisany tekst. Czytał go już wcześniej, lecz przeoczył nie zastanawiając się dłużej nad jego znaczeniem. Nagle na środku łąki zaczęła tworzyć się trąba powietrzna. Przeraziłem się i zacząłem uciekać. Jednak, kiedy dotarłem do linii drzew i odwróciłem się zobaczyłem, że trąba zniknęła. Zamiast niej stał mężczyzna ubrany na biało. Skinął na mnie żebym podszedł do niego. Zrobiłem to. Kiedy podszedłem do niego zobaczyłem jego twarz. Surowa, przecięta zmarszczkami. Z niebieskimi oczami. Powiedział żebym się nie bał. Że nic mi nie grozi. Uspokoiłem się, bo w rzeczywistości tak było. ‘ nie mam zbyt wiele czasu’ powiedział. Usiedliśmy na trawie. Była mokra. Lecz nie przeszkadzało mi to. Czułem się jak w raju. - spotkał go – szepnął Michał – spotkał go i dlatego nie dotarł do Ciebie. Leon spojrzał na niego. Ten wciąż skrywał przed nim wiele tajemnic. - kogo? Kogo spotkał? - to długa i smutna historia. Nie musisz jej całej słuchać. Tobie wystarczy wiedzieć, że dobrze się stało, że spotkał jednego z siedmiu. - kogo? - Jednego z siedmiu. - Michale, ja muszę wiedzieć. - dobra, siadaj i słuchaj. Te sny, tak realne, które zarazem były tak przerażające nie śniły się każdemu z pięciu miliardów ludzi. Pamiętał dziedziniec zamkowy, pamiętał przerażające ponadnaturalnych rozmiarów wilki, które przyśniły mu się pewnej nocy. Pamiętał krwotok z nosa, który pojawił mu się następnego ranka. Pamiętał jak Michał krwawił, kiedy dobiegł do niego, kiedy stał koło fontanny. Teraz jego Anioł Stróż, bo tym był dla niego Michał opowiadał mu najbardziej niesamowitą historię, jaką kiedykolwiek słyszał.

*** Czarny kot cicho przebiegł koło nóg swojej pani. Lekko wyprężył się muskając grzbietem łydki karmicielki. - wiem Mistrzu – szepnęła dziewczyna stojąca w oknie – zaczyna się. Mistrz ziewnął szeroko odsłaniając uzębienie i wskoczył na parapet. Usiadł i popatrzył na nią. Nie chciał już nigdzie wychodzić. Jego lenistwo kazało mu ją przekonać by zostali. Tu przecież jest ciepło, a na zewnątrz zbiera się na potężną wichurę. - postanowione- zerknęła na niego i pogłaskała po grzbiecie – oni nie dadzą sobie rady. Mistrz zamiauczał godząc się z decyzją Pani. Ta odwróciła się od okna i podeszła do telefonu. Chwyciła za słuchawkę i nacisnęła pierwszy zaprogramowany numer w aparacie. Odczekała chwilę i powiedziała. - musimy im pomóc – odłożyła słuchawkę. Podniosła ponownie i nacisnęła dwójkę. Kiedy ktoś odezwał się po drugiej stronie powtórzyła. - musimy im pomóc Kiedy doszła do szóstego zaprogramowanego numeru zawahała się. Mistrz znów pojawił się obok niej. - nie jestem pewna czy się zgodzi – pochyliła się nad nim Zgodzi się, pomyślał Mistrz i miauknął jakby chciał to powiedzieć. - masz rację, zgodziło się pięciu, ten też musi – podniosła słuchawkę. Kot szybki susem przedostał się do sypialni i wskoczył na łóżko. Zaraz wyruszą i jemu przyda się krótki odpoczynek lub nawet krótka drzemka. Do jego uszu dotarły ostatnie słowa jego Pani. - musisz nam pomóc, w przeciwnym razie koniec przybliży się jeszcze bardziej niż sądziliśmy...

*** - wbrew wszystkiemu, co się stało, mamy mnóstwo czasu. W tym momencie czas się nie liczy. Michał zmarszczył brew i w tym momencie obie zbiegły mu się w środku czoła. Przybrał dzięki temu poważniejszy wyraz twarzy i kontynuował. - do niedawna było nas wielu, co zapewne wiesz. Około pół tysiąca osób. Lecz demon, to czyste zło– podrapał się po czole – tak mi lepiej o nim myśleć i... – nerwowo zmrużył oczy... Ból. ...Starając się wymazać złe wspomnienia - o czym to ja mówiłem? - czyste zło... - ach tak, staraj się także go tak nazywać. Czyste Zło chodziło po Ziemi od początku jej istnienia, od momentu, kiedy człowiek zrobił pierwszy oddech, kiedy otworzył oczy i zobaczył drugiego człowieka. Gdybyśmy skolonizowali Księżyc zapewne również by się tam pojawiło. On jest częścią tego co robimy. Jeśli zranisz przyjaciela on o tym wie, jeśli go zabijesz on się z tego ucieszy. Nasze zło, które czynimy obraca się przeciwko nam w jego postaci. Nie zabijesz go, bo to również jest złem. Myślałem, że jest takim samym człowiekiem jak my. Istotą, która oddycha tym samym powietrzem, jest. Ale nie człowiekiem. Jest demonem. - więc, prawdę mówiąc jest niezniszczalny? Michał splótł dłonie palcami i oparł się o fotel. - niestety tak. Niemożliwe jest dla naszego gatunku zniszczenie go całkowicie. Możemy jedynie ograniczyć jego pole działania, ale sądząc z tego, co się wyprawia na świecie on wygrywa. - to, dlatego mnie wtedy powstrzymałeś? - tak – podniósł głos jak kiedyś jego nauczyciel z historii – Leon nie miałbyś z nim żadnych szans. - a ty? Michał znów zamknął oczy. Wspomnienie przerażenia i bezradności powróciło. Poczuł znów łańcuchy i wbijające się w ciało szpony bicza zakończonego małymi kotwiczkami. Krew spływająca mu po nogach, niepotrafiąca zestygnąć, gdy znów kolejny strumień podążał za poprzednim - próbowałem. Wstał i podszedł do okna. Widok rozpościerał się niesamowity. Łagodne i z pozoru bezpieczne szczyty gór falowały beztrosko różnokolorowymi liśćmi drzew. Może w tym roku zerwie się wiatr, pomyślał. Nadzieja na spotkanie jedynego w tych czasach sojusznika rosła w miarę jak patrzył na wywyższający się z łagodnej poziomo ułożonej litery S wierzchołek z dokładnie zaznaczonym przecinką drzew. - co zrobimy. Ma dziewczynę. – Leon wyrwał go z jego myśli. - tak ma – odpowiedział wciąż nie odrywając wzroku z tego wierzchołka, – ale to nie o nią mu chodzi w tym wszystkim. Ona jest tylko narzędziem w jego ręku, przynętą ażeby zwabić Ciebie do jego zamku. - Mnie? - tak, - Michał odwrócił się do swojego młodszego kolegi zdjął płaszcz. Pod spodem miał tylko podkoszulek bez rękawów odsłaniające ramiona. Leon zauważył, że na każdym przedramieniu widnieją tatuaże. Po cztery grube kreski na każdym połączone krzyżem, być może zdobiły ciało, ale równocześnie były znakiem. Znakiem, który miał również Leon. On miał jedną kreskę na lewym przedramieniu. Kazał sobie zrobić, kiedy miał osiemnaście lat. Teraz zobaczył, że nie przypadkowo wybrał taki wzór. - od wieków tacy jak my odwalają brudną robotę za resztę – podszedł z powrotem do fotela i usiadł. Leon nie przestawał gapić się w jego tatuaże. Dlaczego aż osiem, myślał. – Teraz kiedy czas na Ziemi się kończy albo zwycięży albo ... Oczy ponownie zamknęły mu się, kiedy ból, jaki czuł podczas tortur ponownie przeszedł ciało. Stęchlizna i wilgoć, jaka panowała w lochach znów podrażniła jego nozdrza. Przed oczami stanął obraz, jaki tak długo starał się wymazać. Odsłonili mu oczy by mógł widzieć swojego oprawcę. Widział go doskonale i po piątym uderzeniu, jakie smagło jego tors już nie zamykał oczu by dokładnie zapamiętać jego twarz. Twarz, która zmieniła się z dnia na dzień. Twarz, która codziennie uśmiechała się do niego i pomagała mu jak brat. Kolejne uderzenie i ostry przeszywający ból. Usta oprawcy wygięły się w diabelskim uśmieszku. Otworzył oczy. Za dużo razy widział tę twarz. Twarz, którą pamiętał jeszcze z dzieciństwa. Twarz, którą darzył miłością. Braterską. - Michał? – Leon szturchnął go w ramię. - ach tak. Jak dobrze ci się już przedstawiłem jestem twoim Aniołem Stróżem, jesteśmy jednym. To, że mnie widzisz, znaczy jedno. Masz dar. Być może jako ostatni, choć doszły nas słuchy, że pozostało jeszcze kilka osób. - są tacy sami jak ja? – przerwał Leon, choć do końca nie rozumiał kim jest. - Leonie jesteś zwyczajnym człowiekiem, który ma dar. Potrafisz rozpoznać dobro w innym człowieku. Wiesz, które poczynania innych ludzi są dobre, a które zasługują na potępienie. Co najważniejsze potrafisz przekazywać dobro, co pokazałeś podczas wizyty u Łysego. - ale to są sny. - prawda, sny. Ale teraz już nie śnisz i możesz działać. Dotychczas mogłeś to robić tylko we śnie, ponieważ było to dla twojego bezpieczeństwa. Łysek nie mógł nic ci wtedy zrobić. Taki mały bonus. Teraz, kiedy wie, że ty jako człowiek możesz mu przeszkodzić jesteś w coraz większym niebezpieczeństwie. Na pewno pamiętasz sny, podczas których walczyłeś, uciekałeś, goniłeś. Robiłeś to naprawdę, będąc bezpiecznym podczas snu. Teraz zmierzysz się z nim naprawdę. Rada na pewno się już zbiera, mam nadzieję... - rada? - Rada siedmiu. Siedmiu wielkich dobrych, którzy pozostali w ukryciu by ludzie mogli żyć po swojemu. Nie wtrącają się w wasze sprawy i reagują przy wielkich zagrożeniach. - jak na przykład teraz? - tak teraz to już nie są przelewki. Łysy ma ogromną armię za sobą i zobaczysz ich, kiedy zacznie się ściemniać. - czyli za jakieś dwie godziny – Leon zerknął na zegarek. - chodź – uśmiechnął się do niego i wstał. Leon zobaczył, że oprócz tego uśmiechu na jego twarzy zagościł ból. Ból wspomnień, których nie chciał przywoływać. - widzisz tą górę? – Michał wskazał w sam środek przewróconej litery S. – tam teraz idziemy.

Rozdział 9

Jesień, ta, która nastała…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%