Rodzina · 6 min czytania
Wiatr pełen jaskółek
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Raz, dwa, trzy - kry - jesz TY! Zawołała Marta, niewysoka 15-letnia prawie kobieta. - Martuś, co to za głupie zabawy? Miałaś odrobić lekcje. Mama dziewczyny stanęła w drzwiach lekko poirytowana widokiem córki bawiącej się lalkami. - Kiedy w końcu dorośniesz? Marta założyła swoje zbuntowane oblicze, wyszła, trzasnęła drzwiami. Była wściekła na matkę. Nie lubiła, gdy przeszkadzano jej w tych samotnych wędrówkach po nierealnym świecie. - Mam już tego dość. Siedzi całymi dniami w pokoju, bawi się jak małe dziecko. Co się z nią dzieje? - matka załamywała ręce. Przy każdym takim incydencie Marta wychodziła na wiele godzin, wracała późno w nocy. - Już jej się całkiem pieprzy w tym małym głupim łbie! - odrzekł ojciec dziewczyny. - Trzeba będzie zrobić z nią porządek. Matka zamyśliła się, po czym ruszyła niespokojnie na starym fotelu obitym łamiącą się skórą. Spuściła wzrok.
Wydawało się jakby Marta miała wiecznie wiatr we włosach. Ten ciemny wiatr pełen jaskółek. W ogóle cała pachniała wiatrem. Biegła boso po chodniku. Śpiewała jakąś wpadającą w ucho piosenkę zasłyszaną rano w radiu. Śpiewała coraz głośniej. Na ulicach nie było żywej duszy, choć popołudniowe słońce zalewało kamienice żarem i jasnością. - Marta! Marta! Jacek próbował dobudzić nieprzytomną dziewczynę. - Odpierdol się Jacek! Odpierdol się ode mnie! - Przestań, wstawaj, już północ. Wstawaj i idź do domu... Ludzie dziwnie na nas patrzą. Podobno biegłaś jak głupia przez miasto... - Jacek zawahał się czy skończyć - Wstawaj, dziewczyno! Przecież nie będziesz tu leżeć całą noc. Marta właśnie zdała sobie sprawę, że znów zrobiła z siebie idiotkę. Ale co ją to obchodziło. Teraz najważniejsze, żeby wejść niezauważona do domu. Jeżeli rodzice zorientują się o której przyszła, znowu będzie koszmar. Poza tym brat... - Chcę, żeby umarł! - Kto? - zdziwił się i zaniepokoił Jacek. - Mój brat... - głos Marty drżał. "Znów ma te swoje jazdy" przemknęło przez głowę chłopaka. A jego mętne oczy pociemniały. - Ty nie masz brata - przytulił ją ciepło.
- O której wracasz do domu, mała dziwko!? Ojciec złapał ją za ramię i ścisnął tak mocno, że ciemny siniak zabarwił jej bladą skórę. Matka stała w drzwiach kuchni i tylko obserwowała smutno przebieg wypadków. I tak już dobrze wiedziała co się zaraz stanie. W małej piwnicy dwa na dwa było zbyt ciemno, żeby cokolwiek dostrzec. Marta nauczyła się poruszać po omacku. Zresztą nawet nie musiała się ruszać. Czasem bywa tak, że nie ma się dokąd iść. - Co za wariatka! Słyszała jeszcze wrzask ojca, który powoli ucichał. Już nie płakała, była duża, miała przecież 15 lat. Mama kazała wydorośleć. Tata kazał słuchać i nie odzywać się.
- Jestem już. - powiedziała niepewnie półgłosem, dotykając zimnej ściany, która powoli zmieniała konsystencję, a zimno zaczęło parować oddechem. - Znowu tam byłam. Codziennie jestem. Przez ciebie... Cholera! Znowu przez ciebie! - Nienawidzisz mnie. - Nienawidzę.…