Romans · 11 min czytania
Wiatrowa Dama
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Muzyka w tle : http://www.youtube.com/watch?v=uTZQBfSwWZM&playnext_from=TL&videos=XsHgNNRRdLA
Dach niskiego domku. Rodzaj tarasu. Jasna, ciepła noc. Wystrzępione, czarne chmury, jak niedobitki pokonanej armii, pełzną przez nieboskłon usiany migotliwymi gwiazdami. Zbijają się w ciemny kleks gdzieś na uboczu, mrocznieją, gęstnieją, wygładzają obszarpane krawędzie, by po chwili rozproszyć się pod wpływem chłodnego podmuchu , który rozwiewa jej włosy. Zazwyczaj rude, w delikatnej poświacie gwiazd nabrały koloru płynnego złota. Przymyka oczy, odwraca głowę w stronę wiejącego wiatru, który muska chłodnymi palcami jej twarz o śnieżnobiałej cerze, wodzi po półprzymkniętych powiekach. Składa na jej bladych ustach pocałunek smakujący dalekimi krajami, słonością mórz , wilgocią jesiennych poranków, czerwonym pyłem w skwarne południe. Szepta do ucha obietnice o wielkich przygodach, miejscach nieznanych i wolności, którą wchłania się wraz z haustem orzeźwiającego powietrza w miejscu, o którym Bóg i Diabeł zapomnieli. Wsącza do jej serca rozedrgany niepokój, ciągnącą tęsknotę. Wpada między złote kosmyki, w dziki taniec, plącze je, przeplata z nitkami opowieści o losie złym. Potem dmucha z całą mocą, chucha do ucha chichoczące pożegnanie, pędzi dalej, jęcząc między drzewami, lamentując i szlochając na przemian. Ona wzdycha z lubością, podczas gdy on patrzy z niepokojem na mleczny księżyc. Nic nie mówią. Oddychają spokojnie, z ich ust unosi się srebrzysta para, która przeplata się wzajemnie, trwa krótką chwilę by potem rozpierzchnąć się w gęstniejącą ciemność. Są tak blisko, że niemal boleśnie wyczuwają swoją obecność, jednak się nie dotykają. Ciemność wokół nich pulsuje, czerni się czerń z każdą chwilą. Noc wygłusza wszystko wokół, zalega wszędzie, otula ich kształty miękkością. Pokrywa węglem ich skórę. On nie mogąc dlużej znieść tego bezruchu i otępienia, wyciąga dłoń w jej kierunku. Czerń stawia opór, jak woda. Jego ruch trwa nieskończenie wiele , by wreszcie skończyć się na jej włosach. Zamyka oczy, by widzieć ją wyraźniej. Będzie to czynił jeszcze wiele razy, ale nie tej nocy. Mówiąc prawdzie w oczy będzie to czynił każdej nocy. Widział bardzo dobrze. Jej włosy nie były rude rudością marchewkową, ani rudością ognistą, były rudością miedzianą, piękną, niespotykaną. Wijąc się spadały cudownie miękkimi kosmykami na kark, spływały łagodnie po plecach. Zanurzył palce w rozwianych włosach, starał nauczyć się na pamięć ich dotyku . Tym samym powolnym ruchem podsunął sobie jedno pasmo pod nos i wziął głęboki oddech. Wiedział, że tego zapachu nie zapamięta. Jej włosy pachniały tak jak Ona. Delikatnie, na pograniczu słodyczy, na pograniczu zapachu , świadomości. Ulotnie. Zsunął dłoń na jej twarz, przejechał palcami po policzku w dół, jak człowiek, który osuwa, spada, nieuchronnie. Zatrzymał się na ustach , przejechał po nich delikatnie kciukiem. Idealnie symetryczne, o fakturze jedwabiu, niesamowicie blade. Zjechał niżej. Odnalazł u podstawy jej szyi zagłębienie, gdzie miarowo i równo pulsowała krew. To miejsce nazywał drugim sercem. Marnym odłamkiem tego właściwego. Ale to było jego miejsce... Zwykł sobie wmawiać, że to miejsce pulsuje dla niego, że to pulsowanie nie ma nic wspólnego z biciem serca , które było zarezerwowane dla kogoś innego. Kogoś, kto …. Nie . Bezwiednie zacisnął pięść i cofnął rękę. Pochylił głowę i zamknął mocniej powieki. Poczuł delikatny, pytający dotyk jej chłodnych palców. Chwycił jej drobną dłoń w obie ręce i w uniesieniu przycisnął do niej usta, później oparł na niej czoło, zrezygnowany. Obie jej ręce ujęły go pod brodę, nadal delikatnie, ale stanowczo. Zmusiła go, by podniósł głowę. Kiedy to zrobił, spojrzała mu w oczy, zmęczone już, wyblakło niebieskie. Swoje , wykrojone na kształt migdałów, okolone długimi rzęsami, intensywnie zielone, otworzyła szeroko i świdrowała go nimi, przenikala w głąb, tam, gdzie nie powinna zajrzeć. W tę część jego duszy, w którą on tez nie powinien spoglądać, bo jak zaklęte lustro, odbijała tylko tę drobną, bladą twarz , która miał właśnie przed sobą. A jej oczy szukały u niego wsparcia. W jednej chwili jej drobne ciało znalazło się w jego ramionach. Przyciągnął ją mocno do siebie i otoczyl ramionami. Wtulił twarz w jej miękkie włosy, które bez zastrzeżeń przyjęły kilka gorących łez. Ona położyła głowę na jego piersi, zamknęła oczy i wdychała jego zapach. Słyszała mocne bicie jego serca. Im mocniej ją przytulal, tym większy, bardziej szaleńczy ból przeżywał. Wiedziala to, mimo że nie odzywali się do siebie slowem. Pozwoliła by silne ramiona ukołysaly jej niepokój, uspokoiły choć na chwilę wyrywającą się duszę. Jej myśli pędziły z wiatrem, nie zatrzymywały się tu, jej zmysły smakowały przyszłe wydarzenia, jej podświadomość już poddała gorejące uczucie reinkarnacji- umierało , by odrodzić się w innym wcieleniu. Taka była kolej rzeczy. Wiedział, że ona nie będzie jego, wiedział o tym od samego początku. Ona wiedziała o tym równie dobrze, tak jak równie dobrze wiedziała, że to go nie powstrzyma.…