Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 7 min czytania

Wichra

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Pilnowanie wiatru tego roku było bardzo męczące. Może to wina zbyt długiej zimy, a może mojej starości. Od zawsze tułałam się po tym, a nie innym wrzosowisku i powoli zaczynałam mieć dość. Dlaczego wszyscy oprócz mnie mogą iść na zasłużoną emeryturę? W dodatku lekceważy się to, co robię. Żeby tylko to! Niektórzy nie zdają sobie nawet sprawy z tego, że istnieję. Chyba mam kryzys. Nie cieszy mnie nawet wiosna. Zwykle o tej porze czułam zbawienny przypływ energii, ale nie tym razem. Niebo, mimo że niebieskie do granic możliwości, nie cieszy mnie, przed rozbawionymi promieniami słonecznymi chowam się pod skały i tam pohukuje sobie cicho dla odstraszenia smutków. Na darmo. Snuję się jak upiór po nocy, zamiast odpoczywać w gałęziach jak to mam w zwyczaju. A przecież kiedyś tak nie było. Pamiętam lata, kiedy uwalniałam wiatr i jeździłam na nim nad dachami ludzkich siedzib. Śmiałam się do rozpuku, widząc przerażenie tych istot. Raz nawet, taki jeden wykorzystując moją nieuwagę, próbował mnie opluć! Prostak i cham! Ktoś inny chciał mnie oblać wodą święconą, jakbym miała coś wspólnego z szatanem. A ja pożyteczne stworzenie jestem. Tyle, że niedostosowane społecznie, bo oryginalna i w ogóle no inna taka. Ale chyba wolno, no nie? Artystka ze mnie. Nikt nie potrafi jak ja malować piaskiem, nikt nie zagra piękniejszej melodii na gałęziach, nikt nie stworzy bardziej zachwycających wirów z jesiennych liści. Ale kto to zrozumie… Sama jestem na świecie, ani ojca, ani matki, ani przyjaciela, wietrzna istota na pastwę czasu rzucona, znudzona i lekko zaniepokojona własną przyszłością. Pole mojego działania ogranicza się z każdym rokiem. Żadna to frajda lawirować między kominami, antenami i wieżowcami. Powietrze tam gęste, że poruszać się trudno, łatwo się o coś zaczepić i utknąć w najmniej sprzyjającym miejscu, wystawiona na widok publiczny i skazana na zagładę. Kwaśne deszcze i efekt cieplarniany… same problemy… I jak tu się nie martwić? No jak?

Tym razem mam kłopot innej natury. Na sąsiednim pagórku rozgościł się człowiek. Od dłuższego czasu tam się rządzi i psuje mi plany nocnych lotów. Nie lubię zmian, a muszę omijać go skrzętnie, byle tylko nie zauważył mojego istnienia. Chociaż z drugiej strony…

Przejrzałam się w strumieniu. Przez chwile walczyłam ze śmieciami, szczelnie zasłaniającymi taflę wody, ale po chwili, mogłam już zrobić się na upiorzycę. Przeczesałam włosy trzciną, obmyłam twarz mułem i nadałam sobie najbardziej przerażający wygląd, na jaki było mnie stać. Patrzyłam sama na siebie tonąc w niemym zachwycie. Tylko spójrzcie na moje puste oczodoły! A te kości policzkowe, ledwie obciągnięte skórą w niebanalnym zgniłozielonym kolorze. No i usta, wąskie odsłaniające cały wszechświat znajdujący się w moim wnętrzu. Zakochać się można. Zatrzepotałam spódnicą, dla wzmocnienia efektu. Wszystkie wiatry, huragany, tajfuny, wichury i tornada przebudziły się ze snu i zaczęły swoje szalone tańce wydając przy tym dźwięki, jakby to stado potępionych mieszkało pod moimi halkami, a nie, oswojone wietrzyska wszelkiej maści.

Byłam gotowa. Pozostało jedynie opanować wrodzoną nieśmiałość i stanąć na wysokości zadania. Opracowałam plan w najdrobniejszych szczegółach. Wybrałam środek wrzosowiska, tak, by przybysz zobaczył mnie w całej…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%