Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 29 min czytania

Widok ze szczytu

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Zuzka, ja już wiem, czemu jesteś właśnie ze mną. - Tak? - Bo jestem znacznie głupszy od ciebie. -Witek, geniuszu, właśnie udowodniłeś swoją tezę samym założeniem. - Posłuchaj, ty naprawdę nie chcesz, żeby ktoś domyślił się twoich sekretów. - Na nic lepszego nie wpadniesz? - Chciałbym wiedzieć, co masz w tej swojej głowie. - Mapę skarbów.

Ranek jest tutaj pojęciem względnym. Tak samo jak kawa. Śniadania w kambuzie są dla Zuzanny rytuałem. Z pewną dozą tolerancji dla drobnych odstępstw od uświęconej rutyny, ona parzy sobie kawę, a Witek tymczasem czai się z herbatą. Rozmawiają, żeby wypełnić czymś chwilę lub dwie, kiedy napoje stygną do smakowitego optimum. Potem kochają się, albo nie, to zależy od kawy. Kłócą się, lub nie, co zależy od herbaty. Potem dwie godziny wachty pokładowej, dwie czuwającej i dwie odpoczywającej, na zmianę z automatami. Witek nalega, żeby utrzymać te barbarzyńskie zwyczaje rodem z podręcznika dla kandydata na sadystycznego oficera floty. Zuzanna przypomina mu wtedy, że są na statku pirackim. Na jej okręcie.

- Witek, dzisiaj nie będzie wacht. - I cały grafik poszedł do kibla. - Nie narzekaj. Nasi wytęsknieni kupcy powinni się zgłosić. - Najwyższy czas. Rozmrażamy jeszcze kogoś? - Nie. Załatwimy to we dwoje. - Myślisz, że tym razem dostaniemy to, czego chcemy? Bo mnie się wydaje, że spróbują nas wykiwać. Dokładnie jak wszyscy przed nimi. - Właśnie na to liczę. - Dlatego wolę towarzystwo maszyn. Ty, Zuza, komplikujesz wszystko, jeszcze zanim coś się zacznie dziać. Automaty są prostsze. Wciskasz guziczek i wiesz, na czym stoisz. - Skończyłeś pić? Chcesz powciskać moje guziczki? - A będę wiedział, na czym stoję? - Połóż się. - Aye, aye skipper.

*

Kupcy przyczaili się za drugim księżycem. Przyklejeni do niego zrobili trzy czwarte orbity i wyskoczyli akurat z tej strony, z której należało się ich spodziewać. Zuzanna ustawiła statek tak, jakby wcale się ich nie spodziewała. Teraz mozolnie manewruje, żeby wejść na styczną z korporacyjną jednostką. Oba okręty mają czas, żeby obwąchać się z bliska. Trwa pieczołowite macanie czujkami, skanowanie, prześwietlanie i snucie domysłów przez pokładowe mózgi. Przybysze mają zgrabny, szybki, dwuosobowy stateczek, który nie posiada uzbrojenia, za to świetnie nadaje się do taranowania. Zuza powozi ogromnym, bezkształtnym transportowcem, z charakteru podobnym do wołu. Jej asem w rękawie jest piekielnie dobre przyspieszenie statku, przydatne, gdy negocjacje handlowe trafia szlag. Ostatnie fazy manewrowania przebiegają na autopilocie. Obie załogi mogą swobodnie zajmować się knuciem. - Witek, mamy na stanie ryż i zieloną herbatę? - Coś się znajdzie. - Nasi goście tym się żywią. I sushi. Jedzą jeszcze sushi. - Poważnie? Mamy przyjemność z tymi skośnookimi dupkami? Słyszałem, że zostało ich tylko kilkanaście tysięcy, zawziętych skurczybyków. - Jak im idzie prześwietlanie nas? - Jak powiedziałaś, że to Kitajce, to wreszcie przestałem się dziwić, jak dobrzy są ci goście. Rozpracowali nas na wskroś, znają systemy tej krypty lepiej ode mnie. - Bardzo dobrze. My gaijini, powinniśmy być głupkowatymi niezdarami.

*

Obie strony postępują według uzgodnionego wcześniej protokołu spotkania. Kurs spotkaniowy, dokowanie, rozłączenie jednostek i postój na orbicie geostacjonarnej. Kupcy okazują duże zaufanie, wchodząc na pokład obcej, potencjalnie wrogiej jednostki. Zuza okazuje dobrą wolę, nie wypompowując im powietrza ze śluzy. Gdy otworzą się grodzie, nie ma już odwrotu.

Witek się poci. Spotkał kiedyś Japończyka, albo nawet dwóch i nawet nie chciał o tym rozmawiać. Zuza czuje, że skoro przysłano tutaj takich dwóch bezkompromisowych ekstremistów, to wreszcie ktoś ją potraktował poważnie. Pajączek szepcze jej do ucha sprawdzone i zweryfikowane informacje. Nie ma tego za dużo. Ten ważniejszy, to pan Maeda, co najmniej stołek dyrektorski. Ten drugi, to Ichiro Jakiśtam, przede wszystkim pilot, a możliwe, że spec od mokrej roboty. Tyle pewnego. Reszta to dezinformacja, kamuflaż i ściema. Mogą nawet nie być Japończykami. - Witek, mam do ciebie ogromną prośbę. - Rozkaz, chciałaś powiedzieć. Będę posłuszny, mój szogunie. - Trzymaj gębę na kłódkę i stań z boku, trochę z tyłu. Oni mają tendencję, do uznawania facetów za ważniejszych. Ten, kto mniej mówi w czasie spotkania, wychodzi na większego bossa. Prezentuj się groźnie i tajemniczo. Kapitan Blood, Czarnobrody, takie klimaty. - A ty? - Ja będę twoją papugą.

*

Pan Maeda. Łysina, brzuszek w stylu dobrze nakarmionego Buddy, wypielęgnowane dłonie. O krok za nim Ichiro. Niziutki, smukły, proporcjonalny. Pilot, ochroniarz, a może i kochanek. - Moje ty ryżowe ciasteczko – mówi Zuza z kocim uśmiechem na twarzy. - Ryżowe ciasteczko tobie, pani. Przepraszam, jeżeli nie dość dobrze przyswoję sobie obyczaje, panujące na twoim statku – odpowiada Ichiro wykonując bezpieczne ćwierć ukłonu. Pan Maeda nic nie mówi. Nie kłania się. Reaguje tylko na rytm skomplikowanego baletu, jaki tańczą dwa statki próbujące ustawić się na niekolizyjnych kursach. Nie daje się wytracić z równowagi, w każdym tego słowa znaczeniu. Ichiro pełni rolę głosu grubasa. Dokonuje nieistotnej w gruncie rzeczy prezentacji, zasypuje gospodarzy zbędnymi komplementami. Gdy pilot tłumaczy swojemu szefowi odpowiedzi Zuzanny, ten mówi do niego cicho, zachowując kamienny wyraz twarzy. Pucułowate oblicze Maedy wygląda jak doskonała imitacja porcelanowej maski. Oficjalne powitanie kończy się chwilą niezręcznego milczenia. Zuza przez chwile stopniuje napięcie, po czym prowadzi gości do mesy. Siadają przy stole, który wygląda na konferencyjny, ale Witek ceni go bardziej za jego walory rekreacyjne. Pilotka pyta, czy panowie życzą sobie herbaty, co spotyka się z pełną rezerwy aprobatą, więc dostają, czego chcieli. Na stole lądują cztery kubki parującej ekspresówki i spodeczek na „szczurki”. Tradycji staje się zadość. Ceremonia parzenia herbaty zakończona. Zuzanna odstawia kubek. - Czy pan Maeda zechce porozmawiać o szczegółach transakcji? - Pan Maeda z radością wysłucha pani propozycji, pani Zuzan-no – odpowiada Ichiro. - W pełni funkcjonalna stacja wydobywcza typu luna. Zlokalizowana na krasz sajcie. Bez poważniejszych anomalii. System operacyjny placówki w stanie hibernacji. W środku prawdopodobnie artefakt. - Pan Maeda uprzejmie prosi o udostępnienie danych potwierdzających pani informacje. - Już są przesyłane na wasz statek. Możecie się z nimi zapoznać dowolnym łączem, waszym lub naszym, osobiste linki też powinny działać. - Pan Maeda uprzejmie dziękuje i prosi, abym przekazał wyrazy uznania dla pani sprawności organizacyjnej. Pozwolicie państwo, że pan Maeda poświęci chwilę na zapoznanie się nowymi danymi. Herbata stygnie pracowicie w kompletnej ciszy. Zuza unosi kubek do ust. Wszystko, co przesłania twarz, utrudni skośnookim odczytanie mimiki. Świadomość takich detali potrafi decydować o życiu lub śmierci. Witek unosi dłoń do ust. Ziewa. Nudzi się. Maeda nie dostał niczego, czego nie wywęszyłby wcześniej, gdy włamali się do systemów operacyjnych statku. Odgrywa tę komedię, bo musi, lub po prostu chce. Jak dotąd nie zareagował na żadną prowokację i widoczne oznaki braku szacunku. To, że jest opanowany, było jasne od samego początku. Zuza musi wysondować granice jego samokontroli. Po dłuższej chwili grubasek kiwa głową. Ichiro nachyla się ku niemu. Po wymianie kilku chrząknięć i stęknięć okraszonych przeciąganymi samogłoskami, prostuje się odrobinę sztywniejszy, niż wcześniej. - Pan Maeda jest wdzięczny za precyzyjne informacje, lecz z ogromnym zaskoczeniem stwierdza brak danych dostępowych. Z pewnością przez pomyłkę, lub nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności nie zamieściliście państwo haseł, loginów, certyfikatów oraz niezbędnych procedur i protokołów, bez których niemożliwy jest satysfakcjonujący dostęp do bazy. To jest moment, w którym należy nimi dobrze potrząsnąć. Zuza nachyla się lekko nad stołem skierowana w stronę Maedy. - Och, na pewno przez pomyłkę, gapiostwo, albo ze zwykłej głupoty dane identyfikacyjne statku, na którym nam zależy, odnoszą się do kompletnego rupiecia nadającego się na złomowanie? Ichiro zrywa się z miejsca już w połowie wypowiedzi Zuzanny. Zaczyna gniewnie mówić po japońsku. Po trzech zadaniach płynnie zmienia język. Szybkość jego reakcji utwierdza Zuzę w przekonaniu, że spodziewali się jej zagrania, a swoją kwestię Ichiro ma dobrze wyćwiczoną. - … i zarzucacie panu Maedzie złą wolę? Obraża pani gościa na swoim własnym pokładzie! Pani absurdalne zarzuty, wyssane z palca insynuacje, niestosowne zachowanie czynią z pani osobę niegodną przebywania przy tym stole. Zuzanna uderza paznokciem w kubek. Witek jest gotów. Długo czekał na sygnał. Teraz on daje popis gry aktorskiej. - Siadaj i milcz! - Jak pan śmie zwracać się do mnie w taki sposób! - Nie będę rozmawiał z tobą. Ucisz się i pozwól panu Maedzie wysłuchać, co mam do powiedzenia. - Pan Maeda… - Pan Maeda doskonale rozumie każde słowo. Zapewne mówi płynniej ode mnie. Ichiro siada ponaglony skinieniem grubaska. Maeda splata dłonie na brzuchu. Uśmiecha się uprzejmie. - Proszę, niech pan mówi, panie Witoldzie. - Żądamy bardziej adekwatnej zapłaty za umożliwienie wam przejęcia Luny. - Co pan ma na myśli? - Przesyłamy wam współrzędne jednostki, która bardziej odpowiada naszym oczekiwaniom. Interesuje nas także jej ładunek. - Pan pozwoli, że skontaktuję się z moimi mocodawcami, zanim podejmę jakąkolwiek decyzję. - Proszę skorzystać z naszych systemów łączności. Transmisja nie będzie rejestrowana. Jestem pewien, że pański pilot dołoży wszelkich starań, żeby ją należycie zabezpieczyć. - To bardzo wspaniałomyślne z pana strony. Takie rozwiązanie pozwoli nam zaoszczędzić czas. - Bardzo panu dziękuję za wyrozumiałość. Pani Zuzanna wskaże panom drogę do przedziału komunikacyjnego. Będziemy panów oczekiwać przy tym stole. - Dziękujemy za herbatę.

*

Herbata wystygła i przestała być smaczna. Ichiro i Maeda zamknęli się na głucho. Biorąc pod uwagę opóźnienie przekazu mają zajecie nawet na kilka godzin. Witek odstawia pusty kubek. Wygląda na bardzo z siebie zadowolonego. - Jak wypadłem? Dobrze, co? - Zasłużyłeś na Oskara. Prawdziwy z ciebie aktor kabuki. - Dziękuję, pani reżyser. Kupili to? - Albo łyknęli wszystko, albo chcą nas przekonać, że tak jest. Z nimi nic, nigdy nie wiadomo. Zupełnie jak z pszczołami, jak mawiał Kubuś Puchatek. - Przestań z tym Puchatkiem. - Puchatek jest zen. - Mogłem im wygarnąć po japońsku, wiesz, dla lepszego efektu. - Dałbyś im znać, że się ich spodziewaliśmy. Dobrze wyszło, jak wyszło. Powinni uznać ciebie za samca alfa. Tobie przypadnie Maeda, ja się zajmę tym malutkim, Ichiro. - Nie wiem, czy tak dobrze trafiłaś. Przekonany do końca nie jestem. - Udało ci się ich zeskanować? Gadaj, co wiesz. - Usiedli odwrotnie, niż zakładaliśmy. Maeda dostał się w mniejszą wiązkę, a jest ekranowany jak sam Budda. Nic na niego nie mam. - A Ichiro? - Chodzący arsenał. Wszczepy, biotyka, nano ofensywne i defensywne, nawet jego pajączek ma dziwną sygnaturę. - Jaką? - Podobną do naszej. - Czyli wyhodowali go sobie. - Złamali własne zasady, żeby uzyskać takiego twojego złego brata bliźniaka. Słodkie. - Jeżeli dobrze to rozgrywamy, według nich, Ichiro jest kontrą na ciebie. Podobno ty tu rządzisz. - Może chcesz się zamienić? - Uważaj na siebie. Proszę.

Witek od czasu do czasu rozmawia ze statkiem. Trzyma rękę na pulsie. Zuzanna ogranicza się do zabawy wyschniętymi torebkami z herbatą. Stara się jak najmniej korzystać z pajączka. Nie jest to proste, bo wszędobylska bestyjka wyczuwa Ichiro. Na razie trzeba się skupić na utrzymaniu gry pozorów. Okazuj słabość, gdy jesteś silny, demonstruj siłę, gdzie jesteś najsłabszy. Takie sprawy. Podczas gdy Zuza planuje wojnę umysłów, jej nawigator ogłasza swoje odkrycie. - Zuza, oni coś kombinują. - Od samego początku, kochany, a nawet wcześniej. Właśnie na to liczyliśmy, pamiętasz? - Nadają na ten ich statek matkę, czy inny krążownik. Każda odpowiedź, którą dostają, przychodzi szybciej od poprzedniej. Sprawdziłem po zwrotkach, ich nie można opóźnić. - Ta ich wielka kupa złomu leci do nas. - Bardzo szybko. Na moje oko, zapierdala. - Jak wejdą w zasięg, mogą do nas strzelić bez wdawania się w ceregiele. - Masz rację. Poświęcą statek i tych dwóch, jak tylko upewnią się, że załatwią przy okazji świętą od pajączków. - Witek, nie nazywaj mnie tak. Nie lubię być wkurwiana bardziej, niż wynika to z sytuacji. - Może załatwmy tych dwóch pajaców i spadajmy? Tak po prostu. - Najpierw muszę się upewnić, że dadzą nam coś, po co nie damy rady polecieć sami. Witku, zanim zrobisz coś głupiego, wystrzel paczuszkę przez śluzę lajfpoda. - Już pora? - Tak. Będziemy zamykali umowę. Trzeba się zabezpieczyć.

*

Ciało Witka leży w sekcji łączności. Ma skręcony kark, wydłubane oko i złamane obie ręce, jedną w łokciu, drugą w nadgarstku. To musiała być piękna walka. Gdy piloci biorą się za łby, świat wstrzymuje oddech, bo jest to cholernie piękne przedstawienie. Na drugi raz nawigator będzie wiedział, żeby nie wchodzić w zwarcie ze skośnookimi. Witek dal się sprowokować, to pewne. I tak nie udałoby się uniknąć konfrontacji, więc dobrze się stało, że to nie padło na Zuzę. Dobrze mieć jeszcze jakieś nieodkryte karty w zanadrzu. Dobrze byłoby wiedzieć, co jeszcze kombinują Maeda i spółka. Wszystko w swoim czasie. Zuzanna lokalizuje gości. Przez chwilę korci ją, żeby nadać im status intruzów, a wtedy statek przyłączyłby się do zabawy na kilka dość dla nich nieprzyjemnych sposobów. Ocenia ten pomysł, jako skrajnie głupi, godny najwyżej na razie świętej pamięci Witka. Maeda w sterówce, jaszcze nic nie kombinuje. Ichiro w mesie, pierwsza linia obrony. Najpierw cyber ninja. Stają naprzeciw siebie. Ichiro przyjmuje postawę obronną. Zuza wyrównuje oddech. Koncentruje się. Dostrzega u przeciwnika ślady zmęczenia walką. Widzi, że pilot przenosi ciężar ciała na prawą nogę. Oszczędza lewe kolano. Witek nie sprzedał skóry za darmo. Wypracował Zuzie znaczną przewagę. Ichiro oczekuje ataku. Pewnie też kalkuluje szanse, sprawdza w myślach skuteczność technik. Proszę bardzo, Zuzannie się nie spieszy, zemsta najlepiej smakuje na zimno. Japończyk opuszcza ręce wzdłuż tułowia.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Widok ze szczytu — czytnik · opowiadania