Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Duchy · 36 min czytania

Widząca zmarłych

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Wszystko działo się w niewielkim miasteczku. To urocze miejsce sprowadzało do siebie wielu turystów, którzy chętnie je odwiedzali. Głównymi atrakcjami był park i kilka zabytków. Majka miała siedem lat i mieszkała z rodzicami w jednym z mieszkań tutejszych bloków. Rodzina posiadała niewielkie, ale przytulne mieszkanko znajdujące się w centrum miasta. Ściany były pomalowane na ciepłe kolory. Żółć i pomarańcz przeważały. Te barwy były ulubionymi kolorami Majki. Wieczorami przesiadywali w salonie i grali w różne gry które sprawiały im wielką przyjemność. Te wieczorne zabawy sprawiały, że relacje rodziny z dnia na dzień stawały się coraz lepsze. Dziewczynka miała jasne, kręcone włosy na których miała złotą opaskę i niebieskie oczy. Jej śmiech zarażał wszystkich dookoła. Ta radosna duszyczka potrafiła poprawić humor nawet największemu smutasowi. Nikt nigdy nie widział jej przygnębionej. Miała beztroskie dzieciństwo. Uwielbiała się bawić ze swoją koleżanką, Kasią, dlatego często ją do siebie zapraszała. Dziewczynki traktowały się jak siostry. Były jak tak zwane „papużki nierozłączki”. Wszystko robiły razem; śpiewały, tańczyły, bawiły się, w szkole siedziały razem w ławce. Mama Mai widząc jak się świetnie dogadują zaproponowała rodzicom Kasi wspólny piknik w parku. Wszystko się dobrze zapowiadało. Matka dziewczynki chętnie się zgodziła. Kobiety ustaliły termin spotkania. Nie pozostało nic innego jak tylko dokładnie ustalić szczegóły. Nic jednak nie zapowiadało na tak tragiczne skutki tego wyjazdu.

Znajomi mieli wyjechać za dwa dni. W tym czasie robiono zakupy, planowano zabawy dla dziewczynek i szukano spokojnego miejsca, gdzie można by urządzić piknik. Z dala od codziennego zgiełku i pracy. Park był właśnie takim miejscem. Cisza i spokój to jego główne atrakcje, które przyciągały do niego ludzi. Maja z Kasią bardzo się cieszyły z tego pomysłu. Mogłyby się wybiegać i wybawić, aż nogi odmówią im współpracy. Dwa dni oczekiwania sprawiały dziewczynkom wielką radość. Kiedy tylko dowiedziały się o pikniku zaczęły pakować zabawki, które chciały ze sobą zabrać. Nawet nikt nie zauważył jak szybko upłynęły te dwie doby. Nadszedł dzień wyjazdu. Prawie wszystko było już gotowe. Koce i kosze z jedzeniem zostały zapakowane do bagażnika pojazdu. Pozostało tylko podjechać pod dom Kasi i zgarnąć ich rodzinę. Wszyscy mieli jechać jednym samochodem. Był duży, więc nie stanowiło problemu. Tata dziewczynki zaprowadził ją do samochodu i zapiął w foteliku. Został jeszcze jeden wolny dla jej koleżanki. Matka Mai krzątała się jeszcze po mieszkaniu. Wiedziała, że o czymś zapomniała, ale niestety nie mogła sobie przypomnieć co to jest. Dała sobie spokój z myśleniem, zapewne to nic ważnego. Wsiadła do samochodu i pojechali. Miło spędzili czas podróży. Śpiewali wesołe piosenki i opowiadali sobie kawały. Nareszcie dojechali na miejsce. Rodzice Majki wyszli z samochodu i zadzwonili do drzwi. Otworzyła im starsza pani.

- Dzień dobry. Czy zastaliśmy państwa Machowskich?

- Tak, pakują rzeczy na piknik. Wejdźcie. Są w kuchni – Odparła drżącym głosem starsza kobieta.

- Dziękujemy.

- Śmiało, śmiało. Idźcie.

Po wejściu do kuchni zawołali:

- Cześć wszystkim!

- Cześć. Już wychodzimy. A gdzie Majeczka?

- Czeka w samochodzie. Kasia już do niej pobiegła.

- No to chodźcie. Nie ma na co czekać.

Mężczyźni wzięli pozostałe rzeczy i włożyli do bagażnika, gdzie była reszta koców, zabawek i koszy, a kobiety chwilę pogadały i zapięły Kasię w drugim foteliku. W końcu całe towarzystwo wsiadło do samochodu.

- Gotowi do drogi? – Zapytał tata Kasi.

- Gotowi! – Odpowiedziała niczym chórem reszta.

Wszyscy z uśmiechami wyjechali z podwórka. Babcia Kasi machała im na pożegnanie. Dziewczynki przykleiły się do szyb i stroiły głupie miny do przechodniów. Taka zabawa sprawiała im dużo frajdy. Śmiały się z reakcji ludzi, a że przejeżdżali przez osiedle, na ulicy było ich całkiem sporo. Wszyscy się śmiali i wesoło rozmawiali. Prawie wszyscy. Jedynie tata Mai miał niepokojący wyraz twarzy. Odniósł wrażenie, że coś się dzieje z hamulcami. Miał złe przeczucia. Po9stanowił zatrzymać się na najbliższym parkingu. Jeszcze tylko skrzyżowanie i za trzysta metrów mógł spokojnie zrobić krótki postój. Chciał zahamować, ponieważ musiał ustąpić pierwszeństwa, ale nie udało się. W jednej chwili dla całej szóstki świat zamarł. Każde z nich słyszało łopot swego serca i krzyk pozostałych, gdy z ogromną prędkością uderzało uderzało w nich drugie auto. Z dużego, pięknego samochodu pozostał jedynie wrak. Maszyna wbiła go w metalowy słup latarni. Szyby były potłuczone w drobny mak, a co kilkadziesiąt centymetrów leżały pojedyncze części karoserii. Jedno z kół, które odpadło kręciło się bez ustanku w koło. Z pojazdu unosił się gęsty dym. Huk był tak potężny, że ludzie zgromadzili się niemal z całego miasteczka. Sprawca uciekł z miejsca wypadku. Wszyscy patrzyli z niedowierzaniem na to, co się stało.

- Ludzie! Co się gapicie! Dzwońcie po karetkę! – Wreszcie ktoś krzyknął.

Niespełna po dwóch minutach przed domem stały dwa radiowozy, trzy karetki i jeden wóz strażacki. Natychmiast rozpoczęła się akcja ratunkowa. Straż wyciągała ciała ofiar i oddawała ich pod opiekę lekarzy. Niestety uratowano tylko małą Maję, po czym zawieziono ją na sygnale do szpitala. Miała wiele obrażeń zarówno zewnętrznych jak i wewnętrznych. Cała reszta zginęła na miejscu. Widok pakowania zmasakrowanych ciał do czarnych worków był okropny. Wszystkie ofiary, to jeszcze bardzo młodymi ludźmi. Całe życie było przed nimi. Czy to naprawdę musiało się tak skończyć? Najgorsze było to, że nikt nie widział tego zdarzenia. Nikt, nie mógł ułatwić policji dochodzenia. Nikt, nie mógł być świadkiem, który złożyłby zeznania. Nikt, nie mógł temu zapobiec. Policjanci próbowali zidentyfikować ciała, jednak udało się rozpoznać tylko rodzinę Kasi. Matka Mai zapomniała o zabraniu dokumentów. Niby ważna rzecz, a łatwo o niej zapomnieć. Na szczęście babcia Kasi znała państwa Szczygielskich i podała komisarzowi dokładne dane. Kiedy policja spisywała raport w szpitalu trwała walka o życie małej Majki. Szanse były małe, ale lekarze się nie poddawali. Dzielnie walczyli o jej życie i udało się. Po wielu godzinach, dzięki aparaturze i nowoczesnej medycynie udało się. Dziewczynka zaczęła samodzielnie oddychać. Pomału dochodziła do siebie. Kilka dni leżenia w szpitalnym łóżku i fachowej opieki potrafiły czynić cuda. Przez cały miesiąc wypytywała pielęgniarki i lekarzy o mamę, tatę i Kasię, ale nikt nie miał serca powiedzieć jej prawdy. Każdy jej mówił, że wyjechali na chwilę, ale zaraz wrócą. Maja czekała na nich dzień po dniu, jednak oni nie wracali. Już nie była taka pełna energii jak kiedyś. To czekanie odbierało jej radość życia. To był dla niej najgorszy okres w ostatnim czasie.

- Kiedy oni do mnie przyjadą? – pytała ciągle z rozpaczą w oczach Majka.

- Przyjadą kochanie, przyjadą. – odpowiedziała jej pielęgniarka.

Za każdym razem udzielano jej tej samej odpowiedzi, a mała stawała się coraz bardziej osowiała. Za nie cały tydzień miała być wypisana ze szpitala. Dziewczynka myślała, że to rodzice przyjadą ją zabrać z tego okropnego miejsca. Ta myśl dodawała jej trochę otuchy, ale nadal nie była taka radosna jak kiedyś. Białe ściany i duże metalowe łóżko nie były czymś, co by ją mogło uszczęśliwić. To nie był jej przytulny pokoik, do którego wieczorami przychodzili rodzice i śpiewali jej kołysanki. Rodzina miała tak dobre relacje, że Majka nie wyobrażała sobie życia bez nich. Ten tydzień był najdłuższym tygodniem jaki pamiętała, ale kiedyś musiał minąć. Rozległo się pukanie do drzwi. Rozradowana podbiegła aby je otworzyć.

- Mamusia! Mamusia – krzyczała uradowana.

Jednak po chwili uśmiech ponownie zniknął z jej pięknej twarzyczki. To nie była ona. W drzwiach stała wysoka, elegancka kobieta. Była ubrana w piękny, beżowy płaszcz, biały szal i duży brązowawy kapelusz. Na nogach miała cieliste czółenka. Przyjechała, aby zabrać ją do domu dziecka. - Dzień dobry Maju. Mam na imię Danuta. - powitała ją kobieta. – Gotowa do drogi?

- A dokąd ? I gdzie są rodzicie? – Zapytała dziewczynka wyglądając zza niej.

- Jak to? Nikt Ci nie powiedział?

- O czym?

- Poczekaj tu na mnie chwileczkę. Dobrze? – Poprosiła ją kobieta i szybko wyszła z sali. Zdenerwowana poszła do gabinetu lekarskiego. Nie mogła uwierzyć w to, że przez cały miesiąc nikt z nią nie porozmawiał na ten temat. Przecież dziecku była potrzebna rozmowa w towarzystwie psychologa. Trzeba było jej delikatnie powiedzieć, że rodzice już do niej nie wrócą, że nigdy ich już nie zobaczy. Zapukała do drzwi i gwałtownie je otworzyła. Ordynator się dziwnie na nią popatrzył.

- Dzień dobry. Niech pani trochę ochłonie i usiądzie – powiedział – Co panią do mnie sprowadza?.

- Dzień dobry. Chciałam się zapytać dlaczego nikt nie oznajmił Mai, że jedynie ona przeżyła ten tragiczny wypadek?

Lekarz zdjął okulary, popatrzył na kobietę i odpowiedział.

- Nikt nie miał odwagi. Nie chcieliśmy jej zmartwić.

-.Zmartwić? Ta dziewczynka czeka na rodziców od miesiąca. Trzeba było z nią porozmawiać.

Najlepiej w towarzystwie psychologa. Ona jest smutna teraz. Czeka na nich a oni nie przyjadą. Ona nie ma pojęcia o ich śmierci. - Nie wiem co mam pani powiedzieć. Wszyscy wiemy, że należało ją o tym poinformować, ale nikt nie miał odwagi.

- Sama jej o tym powiem. Poproszę o wypis małej. – zażądała kobieta.

- Wypis jest w recepcji. - odpowiedział doktor.

- Dobrze. Do widzenia. – powiedziała oschle i wyszła zanim lekarz jej odpowiedział.

- Do widzenia.

Kobieta szybkim krokiem szła do sali Mai. Nie wiedziała jeszcze jak powiadomi ją o śmierci bliskich jej osób, ale intuicja jej mówiła, że im prędzej jej powie tym lepiej. Weszła do pokoju z nie pewnym uśmiechem. Majka patrzyła z ciekawością co się teraz wydarzy. Kobieta przykucnęła, złapała za jej nieduże rączki i smutnym głosem powiedziała.

- Mejeczko, muszę Ci coś powiedzieć. Widzisz, w życiu dzieją się różne rzeczy. Zarówno te dobre jak i złe. Pamiętasz wypadek, prawda? Dziewczynka skinęła głową, pozwalając mówić przyszłej opiekunce dalej.

- Wypadek przeżyłaś tylko ty. Twoi rodzice, rodzice Kasi i sama Kasia zginęli na miejscu. Ciebie nie Strasznie mi przykro. – Powiedziała z głębokim żalem kobieta.

- To nie prawda, nie prawda! – Krzyczała zapłakana Majka – Oni tu przyjadą. Tatuś mnie stąd zabierze i będzie tak jak dawniej. Oni żyją. Pani kłamie!

- Nie Maju. Tak bardzo mi przykro.. – Odparła pani Danusia.

Nie mogąc patrzeć jak Maja płacze i tupie nóżkami kobieta przytuliła ją. Drżące ciało dziewczynki nagle osunęło się na ziemię. Majka siedziała na zimnej posadzce i płakała. Kobieta ze swojego doświadczenia wiedziała, że wszelkie słowa będą zbędne, więc przytuliła dziewczynkę jeszcze mocniej pozwalając jej się wypłakać. Siedząc na podłodze spędziły dobre pół godziny. Mała potrzebowała czasu, żeby się uspokoić. Może gdyby powiedziano jej wcześniej i nie robiono nadziei na to, że zobaczy rodziców zareagowała by łagodniej. Dziewczynce nadal spływały po policzkach łzy, jednak wstała, wzięła swoją niedużą walizkę z niewielką zawartością i łkając wydukała jedynie dwa słowa.

- Możemy iść.

Opiekunce pękało serce kiedy na nią patrzyła. Wzięła ją za rękę i wyprowadziła z sali. Kiedy obie mijały personel, wszyscy widzieli fatalny stan dziewczynki. Dopiero teraz uświadomili sobie jak wielki błąd popełnili. Jak wielki zadali jej ból. Najpierw wmawiano jej, że w dniu wypisu odbiorą ją rodzice, a teraz dowiaduje się, że nigdy ich nie zobaczy. Nikt jeszcze nie widział jej tak smutnej. Doszły do recepcji. Dziewczynka usiadła na krzesełku. Patrzyła tylko smutno na swoje buciki. Kobieta wzięła wypis, podeszła do niej i wzięła ją za rękę, wyprowadzając z budynku. Kiedy wyszły ze szpitala czekał już na nie samochód. Wsiadły i pojechały. Podróż trwała około godziny. Dziewczynka w tym czasie nie odezwała się ani słowem, pomimo, że opiekunka próbowała jakoś do niej zagadać. Majka tylko wpatrywała się w szybę i patrzyła na miasto które opuszczali. Miejsce do którego dotarły niezbyt przypadło Majce do gustu. Placówka była bardzo ponura. Średniej wielkości budynek z małymi oknami to nie było coś co dziewczynka sobie wyobrażała. Dom był szary i popękany. Do drzwi wejściowych prowadziły szerokie, białe schody. Widać było, że budynek jest stary i prosi się o odnowienie. Ten widok sprawiał, że od razu chciało się stamtąd uciekać. Nikt by nie chciał mieszkać w czymś takim, nawet przez kilka miesięcy a nawet dni. Widząc minę majki kobieta powiedziała.

- Nie martw się to tylko tak wygląda od zewnątrz, w środku jest całkiem miło i przytulnie – Powiedziała. – Chodź ze mną.

Mała podreptała za nią po piaszczystej dróżce. Zatrzymała się przed białymi schodkami prowadzącymi do wejścia i usiadła na walizce.

- Majka, co ty robisz? Chodź, nie wygłupiaj się. – Lekko uniosła ton opiekunka.

- Ale ja nie chcę tu być. Ja chcę do domu – krzyczała dziewczynka.

- Maju na razie to będzie twój dom. Poznasz nowe koleżanki - powiedziała życzliwie kobieta. - Nie chcę nowego domu ani nowych koleżanek! – Upierała się Maja.

- Dobrze więc chwilę sobie tutaj posiedzimy. Jak ci się zrobi zimno może zechcesz wejść do środka. Zapowiada się chłodny wieczór. – Powiedziała kobieta i usiadła przy niej.

Majka wzruszyła tylko obojętnie ramionami. Smutnym wzrokiem wpatrywała się w ziemię. Zauważywszy patyk wzięła go i zaczęła rysować. Na ścieżce szybko pojawiło się kilka postaci otoczonych dużym sercem. Kobieta patrząc na jej poczynania zorientowała się, że mała narysowała rodziców, Kasię i siebie. Już wiedziała, że musi znaleźć jej kochającą rodzinę zastępczą. Dziewczynka potrzebuje miłości i ciepła. Zgłasza się do nich wiele takich rodzin, któraś na pewno będzie odpowiednia. Jednak problem tkwił w tym, że Majka nie chciała żadnej nowej rodziny. Robiło się już ciemno, chłodny wiatr muskał policzki dziewczynki. Poczuła, że ma gęsią skórkę i trochę nią za trzęsło. Nowa opiekunka gdy to zobaczyła powiedziała. - Maju możemy wreszcie wejść? Nie bądź taka uparta. Wszyscy tam na Ciebie czekają. – Dziewczynka nic nie odpowiedziała. Wstała i powoli podeszła do wejścia. Pani Danusia poszła za nią. Otworzyła drzwi pośpieszając małą aby weszła szybciej. Wchodząc Maja rozglądała się na początku swoimi ciekawskimi oczami i nieco zmieniła zdanie o tym domu. Myślała, że skoro z zewnątrz wyglądał tak okropnie to w środku będzie podobnie. Okazało się, że jest zupełnie inaczej. Było całkiem przytulnie, a dzieci bawiące się wraz z opiekunami tworzyły domową atmosferę. Kobieta oprowadzała Majkę po domu. Najpierw pokazała jej parter a potem weszły po schodach na górę gdzie były pokoje dzieci. Na oklejonych tapetą w zielono białe pasy ścianach wisiały zdjęcia szczęśliwych podopiecznych i ładne obrazki. W budynku było tak wiele korytarzy i drzwi, że można się było w nim zgubić. Na jednych z nich zobaczyła na złotej tabliczce wyryte imiona w których jedno z nich należało do niej.

- Czy to będzie mój pokój? – Zapytała wskazując palcem.

- Tak. Będziesz go dzieliła z Elizą i Zosią – odpowiedziała wesoło kobieta. Chodź, zostawimy walizkę i pójdziemy na kolację. Zapoznasz się tam z innymi dziećmi.

Majka zbiegła wesoło po schodach. Zdawało się, że chociaż na chwilę zapomniała o tragedii. Wydawało się nawet, że jej się tu spodobało. Kiedy weszła z panią Danusią do jadalni wszystkie głowy zwróciły się w ich stronę. Opiekunka przedstawiła Majkę innym dzieciom. Bardzo się ucieszyły, że będą miały nową koleżankę, szczególnie Eliza i Zosia z którymi miała mieszkać w pokoju. Usiadła pomiędzy nimi. Jadalnia była bardzo duża. Dębowy stół rozciągał się na całą długość pokoju, żeby wszystkie dzieci się zmieściły. Ściany były pomalowane na czerwony kolor. Czerwień w tym domu miała oznaczać miłość. Wszyscy tutaj traktowali się jak rodzeństwo. Nie było krzyku i kłótni, zazdrości ani nienawiści. Każdy był taki życzliwy i pomocny. Te wszystkie zdjęcia i atmosfera przypomniały Majce jak to było kiedyś w domu razem z rodzicami. Na chwilę ponownie posmutniała. Straciła apetyt. Pogrzebała tylko widelcem w jedzeniu. Grubsza pani nagle zadzwoniła dzwonkiem. Maja rozejrzała się nie wiedziała co to oznacza, ale wszyscy wstali i ustawili się w kolejce więc uczyniła to samo. Wszyscy wychodzili kolejno z sali. Najpierw szli do łazienek umyć ręce po kolacji a potem rozchodzili się do pokoi. Zośka i Eliza pokazały jej łóżko na którym będzie spała i szafę w której może powiesić swoje ubrania. Pokój bardzo podobał się dziewczynce. Był pomarańczowy tak jak jej poprzedni, a na ścianie wisiał obrazek z namalowanymi słonecznikami, ale to nadal nie był jej stary pokój pełen zabawek i miłości rodziców. Dostała duże i wygodne łóżko pełne poduszek, ale wolała swoje stare. Zabawki już nie były te same i nie sprawiały jej tyle radości co poprzednie. Dziewczynki pobawiły się i porozmawiały przez moment. Potem zmówiły pacierz, przebrały się w kolorowe piżamki i poszły spać ponieważ Maja była zmęczona po całym dniu. Dziewczynka zanim zasnęła dużo płakała. W swojej modlitwie prosiła Pana Boga aby dał jej możliwość zobaczenia jeszcze raz rodziców i Kasi. Usnęła z nadzieją wysłuchania jej prośby. Spała już dobre trzy godziny kiedy obudził ją dźwięk gwałtownie otwieranego okna. Dziewczynka zerwała się na równe nogi, poczuła chłód. Nagle przez okno wleciał duch jej matki. Blada, długowłosa blondynka w białej, zwiewnej sukni wyciągnęła do niej rękę. Wiatr rozwiewał jej lśniące włosy i suknie. Maja ze zdziwienia przetarła oczy i uśmiechnęła się szeroko.

- Mamusiu, ty żyjesz! – Wykrzyczała szczęśliwa – a ta pani mówiła że już Cię nie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Widząca zmarłych — czytnik · opowiadania