Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 24 min czytania

Widzieliście kiedyś własną śmierć?

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

dodatek odautorski: to wszystko wydarzyło się w rzeczywistości... niestety _^_>

I

Tego dnia tata jak zwykle obudził mnie przed siódmą. Wstałam, ubrałam się i poszłam do kuchni zjeść śniadanie. Mój kochany tatuś musiał się oczywiście doczepić... - Co tak mało? – zakpił – zemdlejesz w tej szkole jak zjesz tylko tyle. - Jak bum cyk cyk i figa z makiem nieborakiem – rzuciłam moim słynnym powiedzonkiem i zabrałam się za jedzenie. Po kilku gryzach stało się jednak coś dziwnego. Zakręciło mi się w głowie. Jednocześnie poczułam także cholerny ból brzucha. Jęknęłam. - Kurczę pieczone! Pasta do zębów się skończyła! – usłyszałam nagle krzyk ojca dochodzący z łazienki. Chciałam zawołać, że ja mam zdeczka gorszy problem ale nie mogłam wydać z siebie głosu. Czułam już ból w całym ciele – przeszywający, rozdzierający od środka. Kolana się pode mną ugięły. Upadłam na podłogę z wrzaskiem. Nie mogłam oddychać. Rodzina usłyszała mój wcześniejszy okrzyk. W jednej chwili wszyscy znaleźli się w kuchni i przyglądali się moim wysiłkom ze zdziwieniem. Ja natomiast widziałam ich jak przez mgłę. Dusiłam się. Płuca mnie paliły. Marzyłam o oddechu. Powietrza... I wtedy zobaczyłam ciemność...

II

Kasia opadła z krzykiem na podłogę. Wiła się na niej z bólu, kiedy jej rodzina wpadła do kuchni. Dziewczyna złapała się za gardło dając im do zrozumienia, że się dusi. W tym samym momencie jej siostra wpadła w berserk. Rzuciła mamie, żeby zadzwoniła do szpitala, a sama zajęła się ratowaniem siostry. Była w końcu studentką medycyny, nie mogła stać obok i przyglądać się cierpieniom Kasi. Zabrała się za przeprowadzanie sztucznego oddychania, lecz w tej samej chwili poczuła, że jej młodsza siostra zemdlała. Oddychanie usta-usta nic nie dawało. Czoło Magdy pokryło się kropelkami potu. Spróbowała masażu serca z jednoczesnym sztucznym oddychaniem, w czym pomógł jej tata. On również znał się na pierwszej pomocy. Uczył w szkole PO... Matka dziewczyn wyglądała, jakby sama ledwo trzymała się na nogach. Obserwowała wysiłki swojej córki i męża w napięciu. Oczy zaszły jej łzami. Nie mogła nawet postąpić tych paru kroków w stronę telefonu. Wszystko działo się tak szybko. W progu stał również wstrząśnięty brat Kasi, który zazwyczaj tylko jej dokuczał. Nagle Magda skończyła masaż serca, po czym sprawdziła tętno leżącej. Łzy spłynęły jej po policzkach. Nie mogła w to uwierzyć. Spróbowała jeszcze raz. W końcu, po kilku minutach, załamana padła na podłogę z wyczerpania. Jej szloch był zapowiedzią najgorszego. Pan domu również zbladł. Patrzył na swoją córeczkę i nie mógł uwierzyć, że to się stało naprawdę. Przecież przed chwilą była tak pełna życia! A ostatnim, co do niej powiedział, były jakieś bezsensowne wyrzuty... Miał wrażenie, że żal rozerwie go na strzępy. Wstał i objął swoją żonę. Przytulił ją mocno jednak nie potrafił powiedzieć nic pocieszającego. Po chwili jeszcze raz zerknął na swoją zmarłą córkę. A wtedy ona otworzyła oczy.

III

Z ciemności wyrwał mnie odgłos płaczu. Z początku cichutko, lecz później słyszałam go głośniej i głośniej. Jakby zbliżał się do mnie. Otworzyłam oczy. Pierwszym, co zobaczyłam była przerażona twarz mojego ojca. Wyglądał, jakby właśnie zobaczył ducha. Obejmował szlochającą mamę. - Ona żyje! – krzyknął nerwowo. Zaczęłam się zastanawiać o kogo mu chodzi. Mama odwróciła się i utkwiła we mnie wzrok. Poczułam się co najmniej dziwnie. Spróbowałam poruszyć głową, jednak przyszło mi to z trudem. Ujrzałam siostrę wpatrzoną we mnie oraz brata. Stał nad Magdą bez ruchu z otwartą buzią. „Czemu wszyscy się tak na mnie gapią?” Czyżbym to ich płacz słyszała? Ale czemu płakali? Zemdlałam? Tak, musiałam zemdleć. Nie pamiętam nic oprócz bólu... właśnie – bólu. Czemu klatka piersiowa tak mnie napierdala?!” – milion myśli przebiegło moją głowę w zaledwie parę sekund. - Co się stało? – spytałam po chwili, jednakże to, co usłyszałam, zabrzmiało raczej jak jakieś rzężenie. Odkaszlnęłam. - Co się stało? – ponowiłam pytanie. Tym razem nawet dało się je zrozumieć. - Nie ruszaj się! – krzyknęła Magda drżącym głosem. Zdumiona opuściłam głowę z powrotem na podłogę – trzeba wezwać pogotowie... W tym momencie spróbowała wstać, ale najwyraźniej nogi odmówiły jej posłuszeństwa, gdyż ledwie się podniosła i już ponownie siedziała na podłodze. Wyciągnęła więc tylko rękę i chwyciła mój nadgarstek, jednakże momentalnie puściła go z piskiem. - Co się stało?! – krzyknęliśmy wszyscy razem. - Zi...zi...zimna! – wydusiła z siebie wreszcie Magda. - Zawsze jestem zimna... – stwierdziłam, po czym dotknęłam swojej ręki. Gdybym już nie była blada jak ściana, to zapewne w tamtej chwili dorównałabym jej kolorystycznie... Jeszcze nigdy nie byłam tak chłodna. Chcąc się uspokoić spróbowałam zaczerpnąć głębszego oddechu. I nagle okazało się, że nie oddycham. „Może oddycham, ale o tym nie wiem... jak się oddychało??! Wciągało się powietrze przez nos i usta do płuc...no nie?” – pomyślałam, po czym spróbowałam tak zrobić. Wciągnęłam powietrze do ust, jednakże nie poczułam, aby doszło do płuc. Żadnej ulgi. Zero zrozumienia. „O co w tym chodzi do jasnej ciasnej?!” – spytałam sama siebie. W tym samym czasie Magda jeszcze raz dotknęła mojego nadgarstka. Tym razem już go nie wypuściła. Widziałam, jak próbuje się skupić. - Nie mogę wyczuć... – szepnęła. - Tętna? – Spytałam głosem, któremu wciąż można było wiele zarzucić. - Tak – rzuciła zdenerwowana. Jej dłoń była już cała mokra od potu. Nagle poczułam się jak lodówka – nie czuję... niech ktoś zadzwoni po karetkę... - Czemu boli mnie klatka piersiowa? – spytałam zerkając na nią podejrzliwie. - Możliwe, że ci coś uszkodziłam robiąc masaż serca... - O, dzięki ci wielkie... – rzuciłam kpiąco chociaż w głębi duszy zastanawiałam się, czy to dlatego wciąż żyję – więc ty... uratowałaś mnie? - Nie wiem... już myślałam, że nie żyjesz... - Eeee... jak to? - No... próbowaliśmy cię odratować, ale wyglądało na to, że się nie udało. I wtedy nagle tata krzyknął, że otworzyłaś oczy. - Aha, czyli jednak mnie uratowaliście? A w sumie, to co stało się wcześniej? - Ja nie wiem, spałam, kiedy nagle usłyszałam Twój wrzask i przybiegłam tutaj. Nie mogłaś oddychać, więc zaczęliśmy cię reanimować, a wtedy zemdlałaś... - Taaaa już pamiętam, chciałabym powiedzieć, jak to miło znowu oddychać, ale wciąż mam wrażenie, jakbym nie oddychała... - Co masz na myśli?! – spytała zdziwiona. - No wciągam powietrze, ale nie czuję, aby dochodziło do płuc... no i nie czuję potrzeby oddychania, kiedy tego nie robię... - Co?! – krzyknęła Magda wytrzeszczając na mnie oczy – niemożliwe! - To weź lusterko... - Po co...? - Zrobimy eksperyment... – rzuciłam, przy czym kątem oka dostrzegłam Marcina przynoszącego lusterko, które następnie podał Magdzie – przyłóż mi je do ust. Ile człowiek może nie oddychać? Siostra zrobiła to, o co ją prosiłam, a ja w tej samej chwili zatkałam sobie nos. Marcin wyjął zegarek i włączył stoper. Po jakiejś minucie usłyszałam pisk mamy. - Dajcie spokój! – wydarł się na nas nerwowo tata. Ale ja nie oddychałam dalej. Minęła kolejna minuta. - Nie... dusisz... się? – spytała drżącym głosem Magda. - Nie... – odpowiedziałam, przy czym spojrzałam na lusterko. Powinno się właśnie zaparować. Tymczasem dalej widziałam w nim swoje odbicie. - Czy ja nie żyję? – wyrzuciłam z siebie dręczące mnie pytanie. Wszystkich zatkało. Mnie też. Dopiero po dłuższej chwili tata stwierdził, że to niemożliwe. Ale czy na pewno? - Poczekajcie, przyniosę stetoskop... – rzuciła Magda. Wstała i wyszła. O dziwo, chyba tak się przejęła, że zapomniała o zdenerwowaniu. Nie wywaliła się po drodze. Wróciła ze stetoskopem w dłoni. Założyła go na uszy i zaczęła mnie badać. Robiła to bardzo starannie. Dopiero po kilku minutach zawyrokowała: - Wygląda na to, że jesteś martwa. - Cudownie – rzuciłam. Usłyszałam okrzyki rodziców, po czym zobaczyłam jak mama pada prosto w ramiona taty. „Skoro jestem martwa, to chyba nie zaszkodzi mi, jeśli wstanę?” – pomyślałam i jednocześnie zauważyłam, że przestaję czuć ból w piersi. Spróbowałam się podnieść. Siostra zaczęła coś nadawać, żebym się nie ruszała, ale ją zignorowałam. Wstałam. Bólu już prawie nie czułam. Za to wydałam się sobie samej jakaś sztywniejsza. Poruszałam się ciężej i wolniej. Jakby bardziej ślamazarnie... - Po ilu godzinach od śmierci ciało sztywnieje tak na maksa? – zwróciłam się do siostry. - Po około 6-8 godzinach. - Więc po tych 6 czy tam 8 godzinach nie będę mogła się już w ogóle ruszać? A... po ilu się rozłożę? - Cały czas się rozkładasz... - Mam obserwować jak moje ciało ulega rozkładowi? O choroba... – wyobraziłam sobie siebie rozpadającą się, gnijącą, zjadaną przez robactwo... – ja tego nie przeżyję... - Nie, ty już nie żyjesz.

Nagle poczułam, że powinnam wiedzieć, co się dzieje. Wyszłam z kuchni nie zwracając uwagi na rodzinę. Minęłam ciężko zastanawiającą się Magdę, tatę próbującego ocucić mamę i brata wciąż stojącego bez ruchu. Cudo po prostu. Wzięłam komórkę i wystukałam numer przyjaciółki. Odebrała po kilku sygnałach: - Halo? - Hej, to ja, Kasia. W sumie to dzwonię się pożegnać... - Eeee co? - Przed chwilą umarłam...

IV

Właśnie brałam prysznic, kiedy nagle zadzwonił telefon. Zdumiona – „kto może dzwonić o tak wczesnej godzinie?!” – poszłam odebrać. Rodziców nie było, więc nie mogłam czekać, aż zrobią to za mnie. Niestety. Po drodze owinęłam się ręcznikiem. Ociekająca wodą podniosłam słuchawkę: - Halo? - Hej, to ja, Kasia – usłyszałam znajomy głos – w sumie to dzwonię się pożegnać... - Eee co? – spytałam lekko zdziwiona. - Przed chwilą umarłam... Zatkało mnie. Jak żyję pierwszy raz usłyszałam coś tak absurdalnego. Owszem, moja przyjaciółka lubi czasem się wygłupiać, ale takich bzdur nie wygadywała jeszcze nigdy. - Bardzo zabawne – rzuciłam ironicznie – a tak na serio, to o co biega? - Kiedy ja mówię całkiem serio... - Jasne, a ja jestem Matka Teresa – odparłam z sarkazmem. - Nie no, posłuchaj, ja naprawdę umarłam... - Kaśka, nie wkurzaj mnie – rzekłam wyprowadzona z równowagi – nie mam czasu na pierdoły... - I tak zawsze się spóźniasz – odburknęła moja szacowna przyjaciółka – a ja naprawdę jestem trupem, daj wytłumaczyć... - To tłumacz już. Po pięciu minutach nie byłam w stanie powiedzieć czegoś sensownego. - To żart, prawda? - Chcesz moją siostrę albo tatę do telefonu? W ostateczności mogę ci dać Marcina ale nie wiem, czy masz ochotę z nim gadać... Bo mama niestety raczej nie jest w najlepszej formie, chyba próbują ją wciąż ocucić... - Obejdę się – odparłam – ty weź lepiej do telewizji zadzwoń, możesz na tym zbić niezłą kasę. - Co mi z kasy po śmierci?! - Ale przecież żyjesz... tyle, że Twoje funkcje życiowe ustały czy coś tam... - A wiesz, co to oznacza? Za parę godzin będę sztywna, rozlazła i do tego będzie ode mnie cuchnąć. Zimna już jestem, więc tą kwestię pominęłam... - Hmmm, moim zdaniem telewizja to i tak najlepszy pomysł. Przynajmniej zajęliby się tobą specjaliści. - A co mogą poradzić? Przecież ja już z pół godziny jestem trupem – stwierdziła sarkastycznie Kaśka. - Mnie się pytasz? Ja tylko staram się myśleć konstruktywnie... - W sumie i tak wychodzi ci to lepiej niż mi... - Ej, a w ogóle to jak to się mogło stać? Ja tego nie kapuje. - Pozwolę sobie zauważyć, że nikt, ale to nikt tego nie rozumie... – odniosłam wrażenie, że koleżanka to zdanie wywarczała, a nie powiedziała. - W książkach zombie powstają bodajże na skutek ukąszenia wampira? - Ukąszenia? A nie ugryzienia? - A co za różnica? Nie masz nic na szyi? - Na szyi...? Czekaj... – w słuchawce na dłuższą chwilę zapanowała cisza, widocznie Kaśka poszła się przejrzeć w lustrze – oczywiście!

V

Wspominając o wampirach Ania mi o czymś przypomniała. W sobotę byłam na imprezie, trochę…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%