Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Melodramat · 9 min czytania

Wieczna miłość

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ponad 50% ludzi po paru latach pracy ma już jej dosyć.Jedną z tych osób jestem ja Isabella Swan,księgowa firmy "Derito".Postanowiłam wziąć urlop i wyjechać nad przepiękny ocean,który mieści się w Jericoacoara.Gdy się pakowałam, natrafiłam na książkę "Wieczne szczęście".Otworzyłam ją,a tam zobaczyłam zasuszoną czterolistną koniczynę. Ta koniczyna wiązała się z pewnym wspomnieniem z dzieciństwa... Gdy miałam 7 lat mieszkałam w sierocińcu.Miałam o rok młodszego przyjaciela,który nazywał się Marcus Dowell.Pewnego dnia dowiedziałam się,że adoptowała mnie bogata rodzina.Z jednej strony bardzo się ucieszyłam,a z drugiej strony zasmuciłam. Pomyślałam,że już nigdy więcej nie zobaczę mojego towarzysza zabaw.Spytałam się siostry Anny,gdzie poszedł,odpowiedziała,że nad wodę.Szybko pobiegłam powiedzieć mu o tej nowinie. Kiedy był już w zasięgu mojego wzroku,zobaczyłam,że siedział samotnie u brzegu rzeki z głową spuszczoną w dół...domyśliłam się,że już wie. Podeszłam do niego i spytałam: -Co robisz? Wtedy spojrzał na mnie z zapłakanymi oczami i spytał: -Czy naprawdę musisz wyjeżdżać?Czy zobaczymy się jeszcze kiedyś? -Nie wiem.Miejmy nadzieję,że wkrótce znów się spotkamy...-powiedziałam,po czym przytuliłam go do siebie. Chłopak podniósł rękę a na niej leżała czterolistna koniczyna.Podarował mi ją,mówiąc: -Ta szczęśliwa roślinka będzie dowodem,że kiedyś się jeszcze spotkamy.Przetrzymaj ją,a na pewno się jeszcze zobaczymy... Ze wspomnień wyrwał mnie zegarek,który był nastawiony na 2 godziny przed odlotem samolotu. -O cholera!-krzyknęłam- spóźnię się. Tak więc wyleciałam z La Paz. Gdy dotarłam na miejsce wezwałam taksówkę,po czym dojechałam już do kurortu. Rozpakowałam swoje rzeczy i poszłam pozwiedzać... Na koniec zostawiłam sobie najlepsze...Poszłam na plaże się poopalać. Wzięłam ze sobą koc i parasolkę,ułożyłam się przed przepięknym widokiem na zielono-niebieską wodę. Gdy ponownie otworzyłam oczy,zobaczyłam bardzo ciepły i pomarańczowy zachód słońca. -Oj!Przysnęłam!-pomyślałam Rozejrzałam się wokoło,po mojej lewej stronie leżała tylko jedna osoba,której twarz zakrywała czarna czapka z daszkiem. Podeszłam bliżej,aby ją obudzić. Cicho powiedziałam: -Jest już późno proszę się obudzić,przeziębi się pan. Chłopak usiadł i spojrzał swoimi niebieskimi oczami w moje... Uśmiechnął się do mnie i powiedział: -Która jest godzina?-powiedział, jeszcze z zaspanymi oczami. -Szósta wieczorem-odpowiedziałam. Po chwili przypatrzył mi się bliżej: -Isabella?!Isabella,to ty?! Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć...zaskoczył mnie... -Tak,mam na imię Isabella,ale kim pan jest? -Nie pamiętasz mnie?-zapytał-To ja, Marcus! -Marcus?Marcus Dowell? -Tak!Jak mogłaś zapomnieć swojego starego przyjaciela... -Ależ nie zapomniałam,tylko cię nie poznałam... bardzo się zmieniłeś.. -Chodzi ci oto,że byłem kiedyś gruby?Heh to przeszłość... -Pamiętasz jeszcze naszą obietnicę?-zapytałam -Oczywiście.Dałem ci na szczęście 4 listną koniczynę i przyrzekłem,iż jeszcze kiedyś się spotkamy... -Och!Nawet nie zauważyliśmy,że się ściemniło!- powiedziałam-Muszę już wracać! -Nadal boisz się ciemności?Odprowadzę cię. Gdy doszliśmy już pod drzwi mojego pokoju,Marcus zapytał mnie: -Podarujesz mi coś w zamian za dotrzymaną ci obietnicę? -No dobrze.Czego sobie życzysz? -Podaruj mi swój numer telefonu oraz cały jutrzejszy dzień.-powiedział,po czym odszedł. Następnego dnia ubrałam się w letnią sukienkę,dzwonek od drzwi zadzwonił,otworzyłam. W drzwiach stał wysoki,szczupły blondyn.Był ubrany w krótkie brązowe szorty i niebieską koszulkę. -Idziemy?-zapytał Przesłałam mu pełny uznania uśmiech,po czym wzięłam go pod ramie. Poszliśmy do różnych sklepów,włoskiej restauracji,a na koniec na plażę. Chodziliśmy po piaszczystych wydmach,śmiejąc się na myśl o naszych wspólnych zwariowanych przygodach. Nastał wieczór...Marcus znowu odprowadził mnie do kurortu. -Podobało ci się?-zapytał -Tak.Naprawdę było wspaniale.W końcu pozwiedzałam tutejsze sklepy wraz z moim najlepszym przyjacielem. Następnego po południa pomyślałam,że pójdę znów w nasze ulubione miejsce spotkań... Gdy doszłam na miejsce,powiewał letni wietrzyk,słońce było bardzo pomarańczowe... Już z daleka widziałam,że Markus siedział w tym miejscu. Podeszłam do niego po cichu i zasłoniłam mu…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%