Duchy · 4 min czytania
Wieczna miłość - Prolog
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
29 kwiecień 2000 roku, poniedziałek. Dzień zaczynał się jak każdy inny. Szedłem do szkoły z myślą, że ją spotkam i będę mógł z nią porozmawiać... nie wiedziałem czemu, w pamięci utkwiła mi ostatnia rozmowa z nią. Rozmawialiśmy o śmierci i o tym, że gdyby coś jej się stało, przyszła by do mnie jako duch. Nie rozumiałem dlaczego młoda i pełna życia osóbka wspomniała o czym takim. Jednak zrozumiałem kiedy David, jej brat powiedział mi: - Ann nie żyje – nie mogłem w to uwierzyć, uważałem to za okrutny żart. Jednak jego mina wcale nie była śmieszna, wręcz przeciwnie. Wyraz jego twarzy przepełniony był bólem, chociaż na początku do mnie to nie docierało, nie wierzyłem że los mógł sobie z niej tak zakpić, chociaż myśląc teraz o tym wiem, że ona wiedziała co ją czeka. W chwili gdy usłyszałem od Davida te okropne słowa moje życie straciło sens, ponieważ odbierając ją, odebrali mi cząstkę mnie samego. 2 maj 2000 roku, czwartek. Przyszedł dzień by pożegnać ją, lecz ja wciąż miałem nadzieję, że tak naprawdę jej nie ma w tej... trumnie. Wierzyłem, że zjawi się przy mnie i powie mi „Chriis już po wszystkim. Jestem tu”. Stałem na cmentarzu z dala od wszystkiego i od wszystkich... Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby tyle osób żegnało nieznaną im osobę, ponieważ tak naprawdę nikt jej nie znał, nawet ja. Deszcz padał tak mocno, że nikt nie mógł się przed nim schronić, gdyż wiatr wyginał parasole. Grzmiało, a na niebie raz po raz pojawiały się błyskawice. Wszyscy ją żegnali, wszyscy mimo wszystko ją kochali, nawet ten świat, który żegnał odchodzącego anioła wstępującego do nieba. Los napełnił ją nadzieją, a po chwili zabrał jej wszystko co tak kochała. Nikt nie mógł jej pomóc, nawet ja. Zamykałem oczy widziałem ją,…