Inne · 3 min czytania
Wieczór
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Lekki podmuch wiatru przeniknął przez cienki materiał jej piaskowego płaszczyka. Wzdrygnęła się. On czuł każde drgnienie jej ciała, które wyczuwał trzymając swą dłoń na jej plecach. Szli ciemną ulicą pełną snujących się jak pajęcze, delikatne sieci marzeń. Aleja Słodkiego Dzieciństwa – oooo tak! Bardzo dobrze pamiętał tą nazwę. Uśmiechnął się do samego siebie i złapał ciemne spojrzenie swojej towarzyszki. - Z czego się śmiejesz? – spytała pociągając czerwonym, zakatarzonym nosem. Wyglądała z nim tak biednie. Delikatne, łagodne światło ulicznych latarni zmiękczało jej rysy, wygładzało niedoskonałości. Chciał pocałować w usta tą przestrzeń nad jej ramieniem, poczuć zapach, którego tam nie było, wtulić się w pustą przestrzeń, znaleźć to swoje miejsce na tej ziemi, na tamtej ziemi. Uśmiech mimowolnie przycisnął się do i jej warg. Jego oczy wyrażały o wiele więcej niż chciałby powiedzieć, niż chciałby wiedzieć, niż ktokolwiek na świecie chciałby to wiedzieć, więcej niż miałby wiedzieć. Niestety, ona była ślepa na jego wzrokowe błagania, na jego namiętne spojrzenia. Charcząc i bulgocząc zapchanym nosem spojrzała na jego szerokie ramiona i już myślała jak dobrze by było znaleźć tam swoje miejsce, swoje ukojenie, wieczne ciepło życia, miłości i bezpieczeństwa. Czarne światło, brak marzeń i kompletnych perspektyw. Budowanie wszystkiego kawałek po kawałku, sklejanie resztek, układanie puzzli męczyło ją przez całe życie. Wreszcie miała przed sobą jeden, cały