Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 11 min czytania

Wiedźmia zupa

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

W środku lasu, ukryta w mroku wysokich drzew, stała samotna chatka. Domek należał do młodej, pięknej czarownicy. Gdybyśmy zajrzeli przez malutkie okienko, zobaczylibyśmy ową czarownicę, stojącą nad ogromnym kociołkiem i wsypującą do niego przyprawy i zioła. Zobaczylibyśmy także młodego mężczyznę o imieniu Thomas, siedzącego w fotelu, milczącego i nieporuszającego nawet najmniejszym mięśniem. Zobaczylibyśmy kota, wylegującego się na szafie stojącej w kącie, leniwie machającego ogonem. Ale nic byśmy nie usłyszeli, ani nie poczuli. Żeby poczuć jakieś zapachy, musielibyśmy wejść do środka. A czym pachniało w chacie wiedźmy?

W chacie wiedźmy pachniało ziołami, gotowanymi warzywami i mokrym kotem. Najsilniejsze aromaty dobywały się z wielkiego, żelaznego kotła, w którym gotowała się zupa. Do wrzącej wody wiedźma co jakiś czas wkrajała nowe składniki. Oprócz standardowych, takich jak marchew czy pietruszka, do wywaru wpadały też ingrediencje nieznanego Thomasowi pochodzenia. Niektóre przypominały części ciała niezidentyfikowanych zwierząt, inne były lepkimi, różnokolorowymi maziami, jeszcze inne w ogóle nie były jadalne, jak na przykład kamień, który wpadł do kotła z głośnym pluskiem. - Dla aromatu – powiedziała wiedźma, jakby domyślając się pytania Thomasa.

Mężczyzna siedział w starym i zakurzonym fotelu nie mogąc poruszyć żadną kończyną. Został sparaliżowany zaklęciem; unieruchomiony, mógł tylko przyglądać się przerażającemu procederowi. Cóż takiego straszliwego jest w gotowaniu zupy? Niby nic, ale Thomas doskonale wiedział co, a raczej kto, będzie ostatnim, najważniejszym składnikiem. Znał opowieści.

Wiedźma wcale nie wyglądała strasznie, nie była stara i brzydka, nie miała krzywego nosa ani garba, twarzy nie szpeciły zmarszczki. Wręcz przeciwnie: była bardzo piękna, wysoka i dostojna, miała długie, czarne włosy, lśniące w blasku ognia iskrzącego się spod kotła, skórę gładką jak u niemowlęcia i dziecięcą, niewinną twarzyczkę, która zwiodła już pewnie nie jednego mężczyznę. Thomas wiedział czemu wiedźma zawdzięcza urodę. - Ten kocioł... To na mnie? - zapytał. Usta były jedyną częścią ciała, którą mógł poruszać. Kobieta powiedziała, że liczy na to, że umili jej czas rozmową. Musiała być rozczarowana, gdyż były to pierwsze słowa jakie z siebie wydobył. - Nie. Sama do niego wskoczę, uwielbiam gorące kąpiele – prychnęła wiedźma. - Oczywiście, że dla ciebie!

Gdyby mógł, Thomas wzdrygnąłby się ze strachu. Ale mógł tylko rozmawiać, a cóż takiego można osiągnąć słowami? A może mógłby ją jakoś przekonać, aby poniechała swojego zamiaru, oszczędziła jego życie, zeżarła kogoś innego? Tylko jak? - Nie zjadaj mnie, jestem ciężkostrawny. - Mam doskonałe krople żołądkowe, bóle brzucha ustają momentalnie! Zrobione ze smoczego nasienia, doprawdy wspaniałe.

Thomas wolał nie wiedzieć, w jaki sposób wiedźma pozyskuje ten składnik do produkcji swoich kropel. - Widzę, że znasz wiele legendarnych przepisów. A do czego potrzebna ci zupa z młodego mężczyzny? Do zachowania piękna, mam rację? - Wy, mężczyźni, sami jesteście sobie winni – powiedziała wiedźma, mieszając w kotle olbrzymią warząchwią. - Otaczacie kultem piękne kobiety, uganiacie się za ślicznotkami kokieteryjnie trzepoczącymi rzęsami, rzucacie klejnoty do stóp wioskowej ślicznotki. A potem dziwicie się, że zdesperowana kobieta jest w stanie zrobić wszystko, żeby zachować piękno. - Jestem pewien, że twoja prawdziwa forma jest równie piękna! Nie musisz mnie zjadać, naprawdę! - wrzasnął Thomas. - No, chyba już gotowe – powiedziała wiedźma, nie zwracając uwagi na jego krzyki i spróbowała wywaru. - Ach, jakiż wspaniały aromat kamienia, a tak się dziwiłeś, że go wrzucam. Ściągnę teraz zaklęcie unieruchamiające, a ty grzecznie się rozbierzesz i wejdziesz do kotła. Nie próbuj żadnych sztuczek, bo przypalę ci pięty!

Bogowie chyba usłyszeli rozpaczliwe, nieme modlitwy Thomasa, ponieważ nagle rozległo się pukanie do drzwi. Wiedźma nie przejęła się tym zbytnio. Już nie zaklęciem, a tradycyjnym sposobem, zakneblowała mężczyznę i wcisnęła go między suknie do szerokiej szafy, a następnie, klnąc pod nosem na czym to świat stoi, że w środku nocy ktoś odwiedza samotną chatkę w lesie, otworzyła drzwi. Do izby weszło, nie czekając na zaproszenie, dwóch mężczyzn w pięknych, zielonych tunikach z wyszytymi herbami na piersiach. Jeden z nich pociągnął głośno nosem. - No, no, cóż za zapachy! Co tam gotujecie, kobieto? - zapytał. - Wywar z młodych chłopców, a cóż by innego? - odpowiedziała wiedźma uśmiechając się szeroko. - Na żarty ci się zebrało? Co tam gotujesz, pytam! - A co mam gotować? Kamienie może? Zupę gotuję, panowie, zupę.

Jeden z mężczyzn, ten, który zadał pytanie, nachylił się nad kotłem, podczas gdy drugi spacerował po chacie. Zatrzymał się na moment przed szafą, w której zamknięty był Thomas, i już, już wydawało się, że ją otworzy, ale poniechał i wrócił do spacerowania. Próbował pogłaskać kota, ale kiedy zwierzę prychnęło i wyszczerzyło groźnie zęby, zaniechał także i tego. W końcu stanął, wyprostował się dumnie, skrzyżował ręce na

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Wiedźmia zupa — czytnik · opowiadania