Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Biografia · 12 min czytania

Wielki Dzień

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Nerwowo nastawiłam budzik i sprawdzając po raz kolejny godzinę, położyłam się do łóżka. Wiedziałam, że zbyt szybko nie zasnę. Jutro czekał mnie pierwszy dzień w nowej pracy. Wreszcie spełnią się moje marzenia. Będę samodzielnym lekarzem. Trochę przerażała mnie wiążąca się z tym odpowiedzialność, więc nerwowo przekładałam się z boku na bok, myśląc o zbliżających się wyzwaniach. Wyobrażałam sobie swoich pacjentów i współpracowników. Po rozmowie kwalifikacyjnej znałam tylko szefa. W głowie układałam możliwe dialogi, widząc się w różnych rolach. Mimo natłoku myśli, udało mi się w końcu wyciszyć i zasnęłam. Spałam krótko płytkim, niespokojnym snem, który przypominał bardziej bieg niż odpoczynek w krainie Morfeusza. Nagle zerwałam się z łóżka i przestraszona spojrzałam na zegarek. „7.30” migotał wyświetlacz. „Która? Niemożliwe!” Jeszcze raz spojrzałam na mały ekran i ze zdziwieniem przetarłam oczy. Liczby jednak nie chciały się zmienić. Pulsowały czerwonym rytmem, jak alarm pożarowy i wbijały mi się w ciało niczym ostre szpilki. Wreszcie do zaspanego jeszcze umysłu dotarła wiadomość i w jednej chwili gwałtownie wyskoczyłam z łóżka. „Jasne! Pierwszy dzień w pracy a ja musiałam zaspać. Cholera! Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzało. Przecież o tej godzinie to ja powinnam wychodzić a nie wstawać. Spokojnie, tylko spokojnie. Zaraz, gdzie jest moje ubranie?” Myśli bombardowały mnie ze wszystkich stron tak, że zupełnie nie mogłam się pozbierać. Po paru minutach ubrana, z opłukaną i trochę jeszcze zaspaną twarzą; bladą i zmęczoną, bo na makijaż nie starczyło już czasu, wybiegłam z domu. Odruchowo spojrzałam na zegarek. Była 7.40, więc przy dobrych wiatrach spóźnię się minimalnie. Dobrze, że wcisnęłam na nogi sportowe buty. Szybkim marszobiegiem zbiegłam ze znajomej górki, mrucząc pod nosem, jak dobrze, że w ten październikowy poranek nie pada deszcz. Po chwili uwagę skupiłam już tylko na jak najszybszym pokonaniu dzielącego mnie ze szpitalem dystansu. Kiedy przede mną ukazała się poranna pozostałość po jakimś Azorku, kwitnąca na chodniku niczym kaktus na środku meksykańskiej pustyni, zatrzymałam się na chwilę, żeby ją ominąć. I wtedy poczułam silne uderzenie od tyłu i dziwną siłę, która popchnęła mnie naprzód. Zdążyłam tylko wyciągnąć przed siebie ręce i wydać coś w rodzaju okrzyku, kiedy kolanami przejechałam się na psiej kupie. - Uważaj jak chodzisz, łamago! – usłyszałam za plecami, z miejsca gdzie obok odlotowego górala leżał małolat. - To raczej ty uważaj jak jeździsz, gówniarzu! Chodnik jest dla pieszych a nie dla rowerów – odburknęłam ze złością. - Gdyby nie takie paniusie jak ty, to nie byłoby problemu. Weszłaś mi pod koła – parsknął drwiąco. Szybko podniósł się z ziemi i po chwili odjechał na swoim rowerku. Kiedy zdążyłam się już pozbierać, zobaczyłam poranne odchody czyjegoś pupilka na swoich spodniach i łzy napłynęły mi do oczu. Nie było jednak czasu, żeby się przebrać. Na szczęście miałam w torbie służbowy mundurek, więc całkiem się nie załamałam. Około 8.10 dobiegłam wreszcie do szpitala. Zapukałam cicho i wkroczyłam do gabinetu. Trwał raport. - Dzień dobry. Przepraszam. Ja jestem nową rezydentką i od dzisiaj zaczynam tutaj pracę – powiedziałam cicho. - A witamy panią. Widzę, że nie spieszyła się pani zbytnio do pracy. A może miała pani problem, żeby do nas trafić? - Nie. Po prostu mały wypadek po drodze – jęknęłam siląc się na uśmiech i pokazując na swoje kolana. Krótko obrzucił mnie wzrokiem i parsknął śmiechem. - Nieźle się pani umazała. Proponuję się przebrać, bo zaraz umrzemy tutaj ze smrodu. A na drugi raz radzę omijać trawniki. - Dobrze, już się przebieram. W ekspresowym tempie wskoczyłam w czyste służbowe ubranko, umyłam ręce i odświeżona ruszyłam z powrotem do gabinetu. - Proszę usiąść. Będzie pani pracować z dr Nowak – powiedział szef, wskazując niewysoką, szczupłą brunetkę. Uśmiechnęłam się w jej stronę i przysiadłam na krańcu krzesła, które stało nieopodal. Było już po raporcie i nie za bardzo miałam co ze sobą zrobić. Oparłam się więc wygodniej, założyłam nogę na nogę i w tym momencie usłyszałam trzask, znajdując się na ziemi obok rozłożonych w cztery strony świata kawałków drewna. Wszyscy jednocześnie spojrzeli w moją stronę. Czując jak purpura przykrywa mnie od stóp do głów, z nasileniem na twarz, podniosłam się szybko i zacisnęłam zęby. - Proszę podejść do oddziałowej i powiedzieć, żeby zgłosiła naprawę krzesła. A pani niech siada gdzie indziej. - To krzesło już dawno było zepsute. Właściwie nie powinno było tutaj stać – usiłowała mnie pocieszać dr Nowak. - Przykro mi, że na ciebie trafiło. Mam nadzieję, że mocno się nie poobijałaś? - Nie – powiedziałam tylko z bladym uśmiechem i wyszłam poszukać pielęgniarki przełożonej. Po chwili niefortunne siedzisko zostało uprzątnięte a ja studiowałam historie chorób. Stopniowo zaczynałam się uspokajać i wdrażać w normalny dzień pracy. Moja opiekunka była sympatyczna i cierpliwie tłumaczyła mi techniczne zawiłości pracy na oddziale. Kiedy byłyśmy po wizycie i przeanalizowaniu najświeższych wyników, zaproponowała chwilę przerwy. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że nic od rana nie jadłam i nie zdążyłam wypić nawet porannej kawy. Z wdzięcznością przyjęłam więc zaproponowany kubek kofeiny. Delektując się gorącym, pachnącym naparem, postanowiłam jeszcze raz przejrzeć ciekawsze przypadki. Wygodnie usadowiłam się przy biurku, popijając brązowy, rozkoszny napar. - O rany! Nie widziałam jeszcze takiego wyniku PSA! 2 i pół tysiąca! – krzyknęła gdzieś z tyłu doktor, której nazwiska jeszcze nie przyswoiłam. Zainteresowana odwróciłam się gwałtownie, czując jak mój łokieć zamoczył się właśnie w gorącym płynie. Zerwałam się szybko i używając jednorazowych ręczników…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%