Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 25 min czytania

WIELKI INKWIZYTOR

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

WIELKI INKWIZYTOR

Młody mężczyzna, odziany w czarny habit przechadzał się od okna do drzwi ponurej komnaty, którą oświetlała jedynie mała, dopalająca się dymiąca świeczka. Pogrążony w głębokiej zadumie mamrotał coś pod nosem i skrobał się to w czoło, to po szpiczastej koziej bródce. Co i raz wpadał mu do głowy jakiś odkrywczy pomysł, szczwany plan, zadziwiające, powalające na kolana odkrycie, wtedy to uśmiechał się złowrogo do siebie i rzucał do rozklekotanego biurka, by od razu zapisać swoją myśl, co by nie uleciała pod osmolony, dębowy dach izby. W komnacie obok stara kobieta przywdziewała na się poszarpaną, popielatą suknię uszytą prawdopodobnie z worka na ziemniaki. Młoda, piękna dziewczyna przytrzymywała palący się kaganek tuż przy małym zwierciadełku, by stara mogła widzieć swoje odbicie w całej okazałości. Tuż za ścianą dwóch mężczyzn piło wino prosto z dzbanów i śpiewało wesołe, sprośne przyśpiewki O księżniczce, co usiadła piczką na doniczce i Melony, melony! Noc była czarna, bez gwiazd, bez księżyca. W oddali, za lasem spało miasteczko Krankenfarten, a żadnemu z jej mieszkańców nawet nie przyśniło się, że oto zbliża się ku nim wielki inkwizytor.

Stara baba w worku po ziemniakach przybliżyła ohydną gębę do lustra i pogłaskała się po szpiczastym nosie, na którym sterczała obrzydliwa , monstrualna brodawka z czarnym włosem na czubku. Zaśmiała się piskliwie niczym wielka, szara mysz, a w uśmiechu odsłoniła klawiaturę czarnych zębisk -No! Lustereczko gadaj, żem najpiękniejsza na świecie! -Cudnie!- ucieszyła się asystująca jej dziewczyna -Trzeba włosy ufryzurować i gotowe! -A tak, trza trochi sfilcować, wsadzić pająka jakiego w sam środek! No, prędko! -Targaj kłaki, ja poszukam Księcia Piekieł.- powiedziała dziewczyna i wypadła z izby. Za ścianą podchmieleni jegomoście zaczynali szesnastą zwrotkę przyśpiewki:

"Księżniczka Helga tańcowała, Kiecka tylko furkotała A spod kiecki wystawała Szlachetna goła dupa biała HA! HA!"

Pomocnica staruchy wróciła niosąc wielkie, czarne kocisko, któremu wystawał z pyska mysi ogon. Właśnie przeszkodzono mu w kolacji, toteż miauczał przeraźliwie i starał się wyrwać z objęć dziewczyny. -Książe Piekieł!!! –ucieszyła się stara Młody mężczyzna w habicie skończył wreszcie swoje dzieło i z zadowoleniem odczytał na głos, wszystko, co udało mu się uwiecznić na zwoju grubego papieru:

Szerzenie rozpusty- 8 złotych talarów i 10 batów Kradzież- 10 złotych talarów i 20 batów Rozbój- 16 złotych talarów i 26 batów Mord okrutny- konkwiskata mienia i spalenie Czarna magia- konkwiskata mienia i spalenie

O brzasku starucha wymknęła się z chaty wraz ze swoim kocim towarzyszem, a młoda pomocnica podążyła jej śladem, jednakże tak, by nikt nie domyślił się, iż się znają.

***

Krankenfarten budziło się ze snu i przecierało oczy ze zdumienia, widząc, bogato zdobioną karetę nieznanych jegomości, wjeżdżającą główną bramą. Powóz zatrzymał się pod domem jaśnie wielmożnego mera Totenschmerzena, a sam mer wybiegł na spotkanie swoim tajemniczym gościom. Zajście to bardzo intrygowało mieszkańców miasteczka, którego nawiedzali do tej pory jedynie wędrowni muzykanci, pasyjne procesje, epidemie dżumy i poborca podatkowy. Piekarz udawał, że nie może domknąć okiennicy, aptekarz, że właśnie znalazł na trawniku niezwykle rzadki okaz jakiegoś leczniczego ziela, a kowal wysłał na przeszpiegi dwóch pięcioletnich synów, którzy znani byli z tego, że na miejscu usiedzieć nie mogli i wszędzie wściubiali zasmarkane nosy. Dwie tajemnicze postacie, postawny, elegancki jegomość z czarnym wąsem i nobliwa dama w waniliowo-złotej sukni znikli za drzwiami merowskiego domu, a ich powóz został natychmiast odstawiony przez służącego tak, by nie przyciągał uwagi mieszkańców miasteczka. No, ale na to już było za późno. Całe Krankenfarten umierało z ciekawości, jacyż to goście nawiedzili ich skromne progi! Kilka godzin potem, kiedy mgły poranka opadły, a słońce próbowało przedrzeć się przez gęste, szare chmurzyska, mieszkańcy pochłonięci codziennymi sprawami zapomnieli o tajemniczej karecie. Targ na głównym placu pracował pełną parą, słychać było krzyki przekupek, przekleństwa szewca, gromkie śmiechy bladolicych dziewcząt, brzęk tłuczonego szkła i dzikie gdakania, meczenia i rżenia zwierząt wystawianych na sprzedaż. W całym środku całego zamieszania pojawiła się dobrze nam już znana starucha i jej piekielny czarny kocur. Chwilę później obstąpił ją tłumek dzieci, potem zleciały się młode kobiety, stare kobiety, podeszło też bliżej kilku mężczyzn. Starucha raz po raz wykrzykiwała coś w czyimś kierunku, rozlegały się na przemian śmiechy, i okrzyki przerażenia. W tłumie stała też nasza znajoma dziewczyna oraz dwóch mężczyzn, jeden w czerwonej kamizelce, drugi w czapce z piórkiem, którzy wyglądali, jakby nie spali całą noc, pili dzbanami wino i śpiewali sprośne piosenki. -Ty tam nicponiu –wydarła się starucha wskazując na chudego wyrostka –ruda dziewka ciebie nie chce? To i nic po temu! Nie warta twoich starań, z synem młynarza do lasu chodzi!!! Ha! Ha! –na te słowa rozległ się gromki śmiech gawiedzi –Ja bym się tak na twoim miejscu nie śmiała kwiatuszku –ozwała się jędza i podrapała po potarganej głowie, po której buszował pająk, albo jakiś inny wielonogi zwierz –Tak, do ciebie mówię! Lepiej pilnuj swego chłopa, bo barmance nocami w dekolt zagląda! Ha! Nie ma co się złościć, to prawda, prawda, z gwiazd wyczytałam! -A mnie się tam zdaje, że bujdy to są na kiju! –wrzasnął mężczyzna w czerwonej kamizelce -A guzik tam wiesz! Mi gwiazdy mówią, że ty trzech braci masz i matkę, co jedno oko ma ślepe, i kochasz się w dziewce, co ma złote włosy! –słysząc te słowa, mężczyzna oniemiał z wrażenia. -Rety, wszystko prawda!!! –wrzasnął, a tłum westchnął z podziwu -Nie wierzę, jak żeś taka mądra, to powiedz coś o mnie! –zaśmiał się chłopak w czapce z piórkiem -Ty wojak jesteś mężny, a prawe ramie twoje szpeci blizna po szabli! –wrzasnęła starucha odchylając do tyłu głowę i przewracając białkami. Kot jej miauknął przeraźliwie, bo go stara uszczypnęła w zadek dla lepszego efektu. -Ludzie!- wydarł się jegomość z piórkiem przy czapce –Prawdę gada! –i zaczął zdejmować koszulę, by pokazać bliznę z prawego ramienia, na co tłum zareagował niepohamowanym entuzjazmem. -Mądra kobieto! Czarodziejko! –piekarz przedzierał się przez tłum torując sobie drogę łokciami –Powiedz, co dzieje się nocami pod murami miasteczka! -Tak! Tak! –odezwała się osoba z końca –Słychać głosy! –dodał ktoś z lewej –Jakieś zjawy się ukazują! –podrzucił ktoś z prawej. Straszny rwetes się zrobił. Starucha stuknęła trzy razy w stare wiadro swoim kijasem, tupnęła nogą i zawyła –Hakate armate, terefere barra barra! –co uciszyło podekscytowaną gawiedź –Wasze grzechy ściągnęły na was demony i biesy różne! Oczyśćcie swoje dusze! Wyspowiadajcie się temu, który zbliża się do miasteczka! Wyznajcie prawdę wielkiemu inkwizytorowi! Carrambie!!!! –po tych słowach, jak na zamówienie zaczęły spadać pierwsze krople deszczu a w oddali słychać było gromy zwiastujące nadchodzącą burzę. Tłum zamarł z przerażenia -Wielki inkwizytor Leoncio Alfonso de Carramba! –krzyknęła czarnowłosa dziewczyna –Jest straszny, okrutny, nieprzekupny! O losie! Co z nami będzie?! –chciała dodać coś jeszcze o bezwzględności i złych oczach inkwizytora ale nagle od strony domu mera przybyli trzej halabardnicy i nakazali rozejść się wszystkim w trybie natychmiastowym.

***

Późnym popołudniem, kiedy targ powoli pustoszał i cichł gwar miasteczka, pojawił się, niczym spod ziemi młody jegomość w czarno-fioletowej sukni. Jechał dostojnie na czarnym koniu a za nim pieszo szło dwóch zakapturzonych mnichów. Jeden z nich zatrzymał się pod pręgierzem, wdrapał na wzniesienie i rozwijając zwój sztywnego papieru oznajmił wszem i wobec, że oto przybył do Krankenfarten Leonio Alfonso de Carramba w celu przesłuchania, znalezienia i ukarania rzekomo tu buszujących czarownic. Sam mer miasta pomagał zsiąść z konia wielkiemu inkwizytorowi i dodał, że udostępnia w tym celu swoje prywatne lochy. -Doszły mnie słuchy, że tu u was złe rzeczy się dzieją i wielce zaniepokojony tym faktem przybywam, by odegnać wszelkie demony i podłe moce z waszych domów i dusz.- ozwał się Carramba podkręcając czarny wąsik. Rozglądał się bacznie po zgromadzonym tłumie a wzrok jego był dziki niczym u zwierza. Kobiety na jego widok drżały z przerażenia a mężczyźni szemrali między sobą nerwowo przestępując z nogi na nogę. -Dokonałem zatrzymania dwóch podejrzanych o praktykowanie czarnej magii kobiet –dodał z zadowoleniem inkwizytor i skinął ręką na halabardników, którzy prowadzili przed sobą domniemane czarownice. Jedną z nich była starucha z kotem, drugą czarnowłosa dziewczyna. -Obie są tu zdaje się obce!? Hę? -Tak panie! -krzyknął z tłumu piekarz -Pierwszy raz je na oczy widzimy! –dodał młynarz -Nic wspólnego nie mamy! To przyjezdne! –wrzeszczała gawiedź –Spalić je! -Stara jest wróżką i…-odezwała się pulchna kobieta, ale stojący obok mężczyzna, zapewne jej mąż, zatkał jej usta ręką i wciągnął w głąb tłumu, by już nic więcej na swoją szkodę nie powiedziała. -Aparycja tej starej bez dwóch zdań wskazuje na jej konszachty z diabłem! –powiedział Carramba –duży, długi nos świadczy, że niucha nim ona podstęp i wszelkie złe duchy, czarna brodawka jest zapewne znamieniem od samego szatana, zgniłe zęby wskazują, że zjada ona martwe niemowlęta a potargane włosy, w których siedzi obrzydliwy pająk, z pewnością jest to mały donosiciel piekieł, są odzwierciedleniem splątanych myśli owej podłej czarownicy. Zabrać ją razem z kotem i zakuć w celi!- rozkazał halabardnikom poczym podszedł do dziewczyny. -Tfu! –splunęła stara –Jam jest wróżka, czytam z gwiazd i nikomu nie robię krzywdy. -Zamilcz kobieto! Ktoś, kto wygląda jak ty i ma czarne kocisko o imieniu Książe Piekieł jest czarownicą i koniec! A skoro umiesz czytać z gwiazd, to mi w lochu powiesz co nieco o wszystkich niecnościach tego miasteczka!- na te słowa Carramby tłum oniemiał z przerażenia. Ludzie zrozumieli, że nie są bezpieczni skoro stara umie zaglądać do ich serc i umysłów, a nie było w Krankenfarten nikogo, kto by miał zupełnie czyste sumienie nie pomijając proboszcza, który zagarniał pieniądze z tacy i flirtował z młodymi dziewkami w konfesjonale. -Ty moja droga –zwrócił się do dziewczyny –też jesteś mocno podejrzana. Włosy twe, długie, czarne i lśniące mieszają zapewne smołę w diabelskim kotle, usta pełne i malinowe ssą krew niewinnych dziewic, lico białe niczym u śmierci i oczy wielkie, błękitne, zimne jak stal obnażają złą twą naturę. Kibić wąska, jakby ją szatan co noc ściskał mocno w swych szponach i pierś…pierś…duża…Straże zabrać ją do lochu. Zaraz tam pójdę i przesłucham podejrzane. Wy wszyscy rozejść się do domów. Do was wrócę później! -Proszę usłuchać inkwizytora! –krzyknął za pierzchającym tłumem mer Totenschmerzen.

***

Carramba wszedł do merowskich lochów i odprawił straże. Upewniwszy się, że nikt nie kręci się w pobliżu zatrzasnął za sobą celę, w której siedziała przykuta do ściany czarnowłosa dziewczyna. Zdjął jej kajdany z rąk i pogładził po policzku. -Kochanie, byłeś cudowny! –pisnęła dziewczyna obejmując „inkwizytora”. -Pamiętaj, żeby głośno jęczeć i krzyczeć, co by cię usłyszało całe miasto i okolica!- zaśmiał się Carramba całując szyję dziewczyny. Zaczął zachłannie zdzierać z niej sukienkę, jego ręce na przemian to ściskały, to głaskały jej białe, delikatne ciało. -Nie! Nie!- darła się dziewczyna -Tak. Tak – powtarzała szeptem -Powiedz, że mnie kochasz Tereso? –sapał on -Nic nie powiem! Nic!- wydarła się ona –Tak, tak, tak –powtarzała szeptem Jęki i krzyki niosły się po całych lochach. Jeden ze strażników przy głównej bramie wzdrygnął się i powiedział do stojącego obok kolegi -Wojna to wojna, ale torturowanie baby to inna rzecz! -Brzydzę się przemocą!- odparł tamten. Tym czasem w celi Carramba, bardziej znany jako Johann Kurka, tarzał się z ukochaną po podłodze, co i raz wykrzykując: -Przyznaj się! – Poddaj się! -Ona zaś, odpowiadała na przemian –Nie! –Nic nie powiem! -Jestem niewinna! -Szeleściło na posadzce porozrzucane siano, brzęczały kajdany, od czasu do czasu łomotnęły ciężkie okratowane drzwi.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
WIELKI INKWIZYTOR — czytnik · opowiadania