Akcja · 11 min czytania
Wielki skok
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Dochodziła północ, znów padał śnieg, zimne płatki opadały na głowy czwórki chłopców ukrytych w krzakach przy parkingu sklepowym. W oknach sklepu wciąż świeciły się światła, choć klientów nie było od kilku godzin. Właściciel dawno powinien był wyjść. Dlaczego właśnie dzisiaj musiał zostać dłużej? Musieli czekać, nic nie mogli poradzić...
Robiło się coraz później i mimo, iż mieli na sobie grube kurtki kilkugodzinny bezruch sprawił, że przemarzli do szpiku kości. Próbowali rozgrzewać skostniałe ręce ściskając je w kieszeniach lub dmuchając w nie ciepłym powietrzem. Nerwowo przestępowali z nogi na nogę, co chwila sprawdzając, czy nikt się nie zbliża. Tylko jeden z chłopców pozostawał niewzruszony, najstarszy z całej czwórki. Stał sztywno, lekko pochylony, wsłuchując się w zamyśleniu w otoczenie. Jego twarz była bledsza niż zwykle, ale nie okazywała strachu, czy zdenerwowania jak pozostałe. Panowało na niej tylko skupienie i determinacja. Chłopiec zdawał się nie odczuwać zimna i podniecenia jakie panowały wokoło... Myślał właśnie, o tym co planował zrobić. Sumienie nie dawało mu spokoju, ponieważ kłóciło się to z wszystkimi wyznawanymi przez niego zasadami. Nie był do końca pewien, czy to co przed kilkoma godzinami wydawało mu się świetnym planem miało właściwie jakikolwiek sens. Jak mógł sobie wytłumaczyć, to że w tej chwili sprzeciwiał się zdrowemu rozsądkowi, poczuciu moralności i uczciwości i wcale z tego powodu nie żałował... a może on był zły? Może to co było przedtem, to była tylko przykrywka, może właśnie teraz ujawniał się jego prawdziwy charakter, może jak bomba czekał tylko na ten impuls, który pozwoliłby mu się uwolnić i zniszczyć wszystko co do tej pory było zbudowane? Czy naprawdę mogło tak być...? Czy sam miał przyczynić się do swojego upadku...?
Nie było już czasu, żeby o tym rozmyślać. W drzwiach sklepu ukazała się postać właściciela - nareszcie wracał do domu. Szedł pewnym, szybkim krokiem w kierunku samochodu. W ręku niósł tylko kluczyki, tak jak podejrzewali pieniądze zostawił w kasie. W sklepie pozostał więc tylko jeden pracownik - kobieta, tak w czwartki na nocną zmianę zawsze zostawała kobieta. Taka miła blondynka, która sprzedawała im lody, gdy w dzieciństwie wracali ze szkoły...
Gdy tylko samochód kierownika opuścił parking, chłopcy wyszli z kryjówki. Uważnie rozejrzeli się dookoła – nikt nie nadchodził. Upewnili się już wcześniej, że na budynku nie ma kamer, nie musieli się więc obawiać, że ekspedientka ich zobaczy. Najstarszy - Kuba, który zorganizował całą akcję spojrzał przelotnie na zegarek, dochodziła druga w nocy „Trzeba się pospieszyć”- Pomyślał- „ Za niedługo rodzice chłopaków zaczną się o nich martwić, moi pewnie nawet nie zauważyli, że nie ma mnie w domu...” Poprowadził ich ukradkiem pod ścianę budynku. U samej góry było niewielkie okienko, przez które zamierzali się dostać do środka. Gdyby się udało, znaleźliby się na zapleczu, i mogliby wejść niezauważeni, trzeba jednak najpierw dowiedzieć się, co robi ekspedientka. Kuba odwrócił się do stojącego tuż obok niego bruneta. Chłopak był najmłodszy z całej bandy, ale z pewnością nie brakowało mu odwagi. - Misiek, skocz od tyłu i sprawdź co ona teraz robi... Tylko uważaj, jak cię zobaczy to po akcji... – Dodał, gdy tamten już odchodził. Chłopak posłusznie zakradł się do frontowych drzwi i ostrożnie zajrzał do środka. Tak! Lepiej być nie mogło. Kobieta siedziała za długą ladą sklepową szukając czegoś w komputerze i słuchając muzyki przez słuchawki na uszach. Misiek pospiesznie wrócił do kolegów, żeby przekazać im nowinę. - Świetnie! - Zawyrokował Kuba. - Nie zauważy nawet kiedy wejdziemy. Odwrócił się do ściany i spojrzał na okienko. – No to zaczynamy... Tylko pamiętajcie jak się umawialiśmy... jak coś pójdzie nie tak i kogoś złapią, to nie pamięta jak się nazywa... jasne?!- Spojrzał ostro po wszystkich, nikt nie zgłaszał sprzeciwów. Zasady zostały ustalone długo przed zaplanowaniem akcji, więc nie powinno być problemów... każdy wiedział w co się pakuje. – To skoro każdy wie co ma robić, to do dzieła... Piotrek... – Spojrzał wyczekująco na swojego najlepszego przyjaciela, którego zżerało zdenerwowanie. Piotrek był odpowiedzialnym, rozsądnym chłopakiem. Nigdy nie pakował się w kłopoty, jeżeli to nie było konieczne. Był dokładnym przeciwieństwem Kuby i może właśnie to sprawiało, że tak bardzo się lubili... Tylko on wiedział, dlaczego Kuba zorganizował całą akcję. Wiedział, choć ten nigdy nawet o tym nie napomkną. Znał Kubę zbyt długo, żeby nie wiedzieć co mu leży na sercu. Domyślił się, że chce on w ten sposób ściągnąć na siebie uwagę rodziców, którzy tak bardzo zajęci byli zdobywaniem kariery zawodowej, że nie zauważyli, iż ich syn nie jest już dzieckiem, które można podrzucić na cały dzień opiekunce...
Piotrek wyciągną z kieszeni kilka czarnych kominiarek. Wręczył po jednej każdemu . – Lepiej, żeby nie wiedziała, kim jesteśmy... – Założył swoją na głowę i szybkim ruchem odwrócił się do Kuby... I w tej chwili jego serce na chwilę zamarło. Jego oczy natrafiły, na niewielki czarny przedmiot, który Kuba nerwowo obracał w rękach. - Stary... co ty oszalałeś! – Wykrzyknął, odzyskując już w pełni panowanie nad sobą. Piotrek denerwował się,…