Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 6 min czytania

Wielki Tydzień (Poniedziałek)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Poniedziałek

Świt, pierwszy oddech dnia również pobudził mój oddech. Jak zwykle wstałem i równie automatycznie poszedłem w stronę łazienki. Prawie po omacku, bez potrzeby zapalania światła odnalazłem porcelanowy przybytek i podniosłem zimną plastikową klapę. Za oknem leżały białe płaty śniegu, który spadł w nocy równie niespodziewanie jak nastał dla mnie nowy dzień. Poniedziałek. Nie cierpię poniedziałków. Nienawidzę, bo każe mi wstawać do pracy. Chłód deski, powoli dogrzewał się do temperatury mojego tyłka. Trzydzieści sześć przecinek sześć. Czułem zmianę temperatury nabytej plastiku i siedziałem przez chwilę wspominając wczorajszą noc. Ona naprawdę jest dobra. Nie spodziewałem się po niej istnych cyrkowych wybryków, ale jedno mogę stwierdzić. Jest naprawdę dobra. Spodziewane chluśnięcie wody w kiblu przywróciło mnie do rzeczywistości. Gotowy. Po spełnieniu się miękkim papierem toaletowym szybko spuściłem wodę i podszedłem do umywalki. W odbiciu w lustrze widziałem jak moja ręka przeciera tygodniowy zarost. Taki mam zwyczaj. Nie, nie przecierać zarostu ręką. Mam w swoim zwyczaju nosić tygodniowy zarost. A jak komuś się nie podoba, to... Patrzyłem przez chwilę i toczyłem wzrokiem za ruchem ręki. Zupełnie jakby nie była moja. Jakby należała zupełnie do kogoś innego. Troszkę starszego ode mnie. Człowieka, któremu kończy się życie i wie o tym doskonale. I wie, że jeśliby znalazł sposób na wyjście z tej okropnej sytuacji otworzyłby te pieprzone, zamknięte przed nim na cztery spusty, duże i ciężkie, mosiężne drzwi. A wszystko potoczyłoby się jak w szarym codziennym życiu. Tak, jak co tydzień ogoliłbym się po porannym oddaniu moczu i kału. Tak, jak co tydzień ubrałbym się do pracy i wychodząc ucałował żonę na pożegnanie. - Szlag by to! – krzyknąłem. Mogłem nie czytać piątkowej gazety. Ten ogromny artykuł na pierwszej stronie i ta wielka czcionka, która każdego biła po twarzy. I ten złożony, prosty tytuł. Gdzieś ona leży to podejdę i jeszcze raz sobie go przeczytam. Tak na głos, żeby moje wewnętrze dokładnie usłyszało każdą głoskę, a nawet wykrzyknik na końcu. Szukając skarpetek, starając się przy tym robić dużo hałasu, patrzyłem kątem na żonę. Ta wciąż spała w łóżku, odwrócona do mnie plecami, w ogóle się nie poruszając. Twardy ma sen, pomyślałem. Tej to dobrze. Zresztą, dlaczego ja się przejmuję tym całym bałaganem. Ten weekend i tak minął zbyt szybko, nie dając mi się nim w ogóle nacieszyć. W sobotę pokłóciliśmy się z żoną a w niedzielę leczyłem kaca po topieniu żalów i smutków w kieliszku. Paskudny weekend. I jeszcze bardziej paskudny początek tygodnia. Bomba. Zszedłem na dół i ściągnąłem kurtkę z wieszaka. W kącie za szafką z butami znalazłem miotełkę, która dzielnie pomoże mi w odśnieżaniu samochodu. Związałem buty, co chwila spoglądając na schody z nadzieją, że może się obudzi i zejdzie. Że uśmiechnie się do mnie, że powie – WYBACZAM. Jeśli ktoś inny ma większą nadzieję

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Wielki Tydzień (Poniedziałek) — czytnik · opowiadania