Fantastyka · 9 min czytania
Wielki Tydzień (Wtorek)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wtorek
Ten dzień zaczął się dla mnie dość szczęśliwie. Kiedy zakład pogrzebowy zabrał zwłoki żony,(pozwoliłem sobie pobyć z nią jeszcze parę chwil), zrobiło się cicho. Nawet wtedy, kiedy już spała spokojnym, wiecznym snem w powietrzu unosił się spokojny tumult jej słów, takich jak posprzątaj za sobą czy chodź na śniadanie. Od dawna już nie sypialiśmy ze sobą, co nawet nie jest uchybieniem od normy. W naszym kraju, co trzecia para przyznaje się do problemów małżeńskich. Jestem draniem skoro powiem, że te problemy zniknęły za zakrętem wraz z czarną limuzyną, którą odjechała, ale kto mnie teraz będzie osądzał. Wczoraj wyrzuciłem się z pracy. Tak, sam się wyrzuciłem. Podszedłem do szefa i nagadałem mu takich rzeczy, że on nawet nie spodziewał się ich usłyszeć ode mnie. Bujda szła w ślad za plotkami, ale nagadałem mu. Wygarnąłem dość dużo żeby walnął mnie w nos i wyrzucił z biura. Wziąłem więc z biurka zdjęcie żony i długopis którym bazgrzę teraz ten pamiętnik. Zastanawiam się, po co, nie wiem czy ktoś go nawet przeczyta. Z dzisiejszego dnia zapamiętam jeszcze coś – starego człowieka z tabliczką. Stał na rogu Bukowej i Ogrodowej i patrzył w niebo. Płakał rzewnie krzycząc ochrypłym już gardłem. - Daruj mi Panie, bo zbłądziłem! – krzyczał. Wszyscy zbłądziliśmy, chciałem mu powiedzieć, ale w tym samym momencie podjechała policyjna buda i wpakowali go do środka. Patrzyłem spokojnie na całą sytuację i nawet nie chciałem mu pomóc. Program Społecznej Znieczulicy zadziałał. Jednak zrobiłem wtedy coś, czego w dalszym ciągu nie mogę zrozumieć. Stanąłem w tym samym miejscu gdzie ten starzec i spojrzałem w niebo. Gdy odchyliłem głowę do góry nie musiałem nawet mrużyć oczu. Słońce było zbyt słabe by mnie oślepić. Pomyślałem by nawet sobie krzyknąć jakieś fajne hasełko, ale od razu się zreflektowałem i opuściłem wzrok. Przypomniałem sobie o niej i naprawdę pierwszy raz od wczorajszego ranka rzewnie zapłakałem. Panowie pilnujący PSZ (Programu Społecznej Znieczulicy) zadziałali dość szybko. Momentalnie podjechał policyjny radiowóz i wpakowali mnie do środka. Wrzucając mnie tam musiałem mocno walnąć się w głowę, bo nie pamiętam połowy dnia - kiedy wrzucali mnie była dwunasta a kiedy się ocknąłem mój zegarek wskazywał dwudziestą pierwszą. W celi cuchnęło. To nie był zapach samego pomieszczenia, tu musiało być coś jeszcze. Przez długi czas nie otwierałem oczu starając się ocenić, dlaczego tu tak niemiłosiernie śmierdzi i leżąc na nawet wygodnej pryczy słuchałem rozmów współwięźniów. - Nikt nie potrafi tego wytłumaczyć – burknął jeden z nich. Głos miał ciężki i zapewne na takiego wyglądał, co nie okazało się prawdą, kiedy go zobaczyłem. W rzeczywistości był wysokim chudzielcem o bujnej czuprynie mocno już przetłuszczonej, co wskazywało na długi pobyt w tej celi. - Karmią nas tylko kaszką dla dzieci – krzyknął cienkim głosem drugi. Ten był dokładną odwrotnością pierwszego z grubym głosem – gruby, niski i łysy. Nie wtrącałem się i słuchałem dalej. - Skoro wszystkie zwierzęta padły to jak chcesz urozmaicać sobie menu – odpowiedział chudy. - Nie wiem, od wczoraj nie wiem, co się dzieje. - Bo Grubasie nie czytasz gazet – Chudy tu chyba rządził – a gdybyś czytał to już w piątek wiedziałbyś co się kroi. Teraz chciałem się wtrącić i coś powiedzieć, ale Gruby mnie uprzedził. - Czytałem, ale poza tym, że w poniedziałek się wszystko zacznie – pociągnął nosem – nic więcej nie można było wyczytać. Chciałem przyznać mu rację, ale postanowiłem ich jeszcze przeczekać. Faktycznie oprócz tytułu i kilku zdawkowych informacji, które pomieszane były wypowiedziami tak zwanych fachowców nie można było się niczego dowiedzieć oprócz oczywiście daty końcowej. Niedziela 21.34. Rok? Od prawie czterdziestu lat mamy nowy kalendarz. Taki, który na dzisiejszy dzień wskazuje, iż jest dwudziesty piąty dzień dwunastego miesiąca trzydziestego dziewiątego roku. PSZ zadziałał nawet na system miar – nic nie ma już swojego imienia. Od dobrego roku nawet ja zapomniałem jak się nazywam a jedyne, co pamiętam to numer ubezpieczenia. Tak. To bardzo dobrze pamiętam. Siedem, siedem, siedem, cztery, dwa, jeden, trzy, cztery. - Koniec już jest blisko – odezwał się trzeci głos. Jak później się okazało należał do starca, którego zgarnęli ze skrzyżowania na…