Psychologia · 5 min czytania
Wielkie oczy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Przeciągam się z cichym mruknięciem i niechętnie otwieram oczy. Pospałbym jeszcze, ale w tym hałasie nie można wytrzymać. Może powinienem przywyknąć, że rano wszyscy krzyczą jakby chcieli obudzić tych, którzy tu pomarli. Ale skoro nie udało mi się przez tyle lat, to przecież ani dziś, ani jutro też się nie uda.
Spoglądam na kolegów z celi. Nawet nie zauważyli, że się obudziłem, ale to żadne zaskoczenie. Tworzyli zgraną paczkę jeszcze zanim mnie do nich przenieśli – wiem, bo widywałem ich czasami. Nikt nie próbuje do nich podejść, bo już z daleka patrzą wilkiem, a że są wielcy jak byki, potrafią spuścić łomot nieostrożnemu. Nie wiem, jak do tego doszło, że umieszczono mnie z nimi w celi. W ogóle nie rozumiem, jak trafiłem do więzienia, przecież byłem porządnym facetem. Miałem rodzinę, przyjaciół... Jasne, że czasami spotykałem się z ładnymi dziewczynami, no bo jak tu przepuścić okazję, gdy idzie taka i demonstruje swą kobiecość tak nachalnie, że wszyscy dokoła mało karku nie skręcą oglądając się za nią? Za to chyba nie wsadzają do więzienia?
Właściwie to dziwne, ale odkąd tu jestem, nie mam nawet ochoty patrzeć na ładne dziewczyny. Wiem, że też są więzione, chyba z drugiej strony budynku. Raz widziałem kilka na spacerniaku, ale nie były mną zainteresowane, więc dałem spokój podchodom. Zresztą nie wiem, czy ktoś by mi nie obił pyska, gdyby któraś zwróciła na mnie uwagę. Nie szukam kłopotów, chcę tylko odsiedzieć swoje i wrócić do dawnego życia.
Ponownie zerkam na współwięźniów. Największy z nich, Rysiek, stoi przy kracie drzwi i próbuje wyjrzeć na zewnątrz. Ja nie podchodzę, i tak zostałbym odepchnięty w kąt. Więc czekam. Wiem, że zaraz pojawi się ten facet w ciężkich buciorach i brudnej koszuli, rozdysponuje trochę jedzenia i zniknie z mojego życia do pory kolejnego posiłku. Tak jest co dzień. Dobrze, że przynajmniej nas karmią, choć przyznam, że spacerem też bym nie pogardził. Nie pamiętam, kiedy po raz ostatni opuszczałem celę. Wrosłem w ten świat za kratami już tak bardzo, że czasem trudno mi sobie przypomnieć twarze bliskich. Nie pamiętam nawet wyglądu człowieka, który wtłoczył mnie do zimnej izolatki, a po kilku dniach zabrał do sektora ogólnego, do pozostałych więźniów.
Nie pamiętam już nawet, jak brzmi cisza. Taka prawdziwa, dzwoniąca w uszach. Tutaj zawsze coś się dzieje, zawsze ktoś przynajmniej chrapie czy pomrukuje. A najgłośniej jest właśnie w porze posiłku. Nie wiem, czy to ze mną jest coś nie tak, czy po…